Rosja rozprzestrzeni swoje błędy – przyczynek do dyskusji (2)

Mikołaj Bierdiajew czyli piekło będzie puste

“Pani Nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi; widzieliśmy zanurzone w tym morzu demony i dusze niczym przezroczyste, płonące węgle, czarne lub brunatne, mające ludzką postać, pływające w pożarze, unoszone przez płomienie, które z nich wydobywały się wraz z kłębami dymu, padając na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, pozbawione ciężaru i równowagi, wśród bolesnego wycia i jęków rozpaczy, tak że byliśmy przerażeni i drżeliśmy ze strachu.”
“Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie.”
(z Tajemnic Fatimskich)

W połowie lat 20-tych XX wieku do Francji przybył polityczny migrant z Związku Sowieckiego, filozof Nikołaj Bierdiajew, który “przyłączył się do Jacquesa Maritaina i innych jako ‘lewicowych chrześcijan'” (1) Bierdiajew pochodził po ojcu z wojskowej rodziny, matka – “pół-Francuzka” spokrewniona była m.in. z rodem Branickich (21). Jego ojciec Aleksander Michajłowicz był “wolnomyślicielem”. Jak wskazuje sam Bierdiajew w Autobiografii filozoficznej: “mój ojciec był związany z ideami Oświecenia i Woltera. (…) Wierzył w Boga w sensie deistycznym; czcił Chrystusa, ale sprowadzał chrześcijaństwo wyłącznie do miłości bliźniego (…) Do dogmatów kościelnych odnosił się negatywnie i postrzegał w nich skażenie nauki Chrystusa. Podczas obiadu lubił atakować Biblię i Kościół oraz wyśmiewać tradycyjne poglądy ” (21).
Sam Nikołaj w wydanej kilkadziesiąt lat później, na emigracji książce “Rosyjska idea” ciepło pisał o rosyjskiej masonerii: “pierwsze loże masońskie [w Rosji] pojawiły się już w latach 1731-32 i najlepsi Rosjanie byli masonami. Początki rosyjskiej literatury mają powiązania z wolnomularstwem (…) Dla Nowikowa masoneria stanowiła drogę wyjścia ‘z rozbieżności między Wolterem a religią.’ Rosyjscy masoni szukali prawdziwego chrześcijaństwa i należy zauważyć że nieustannie rosyjscy masoni pragnęli być pewni co do tego czy w masonerii było cokolwiek wrogiego chrześcijaństwu i ortodoksji. Nowikow uważał że wolnomularstwo jest w rzeczywistości chrześcijaństwem (…) Masoneria szukała wewnętrznego Kościoła. Patrzyli na kościół widzialny jako stan przejściowy. Kształtowanie kulturalnej duszy Rosji następowało w ramach wolnomularstwa (…) Pierwszy człowiek kultury i miłośnik wolności w Rosji był masonem i dekabrystą, lecz nie był jeszcze wolnomyślicielem (…) Masoni i dekabryści przygotowali drogę do pojawienia się rosyjskiej inteligencji XIX wieku” (2)
Sam Bierdiajew, urodzony w Kijowie, w roku 1874, należał do owej XIX-wiecznej inteligencji i wolnomyślicieli, która od zbyt “konserwatywnych” kręgów masońskich przeszła do zdobywającego popularność marksizmu. Jako student od roku 1894 kijowskiej uczelni, został z niej wydalony za udział w demonstracjach marksistowskich. Następnie, dzięki koneksjom rodzinnym, uniknął wywózki na Sybir – został w roku 1897 zesłany do Wołogdy w północnej Rosji. Od roku 1899 pisał do marksistowskiego “Die Neue Zeit” Karola Kautskiego. W roku 1901 zajął się idealizmem kantowskim, a następnie, pod wpływem Lwa Szestowa, mieszkając w Sankt Petersburgu, swoiście pojętym przez siebie chrześcijaństwem. Inspirował się między innymi średniowiecznym heretykiem Joachimem z Fiore i zapowiadaną przez niego “epoką Ducha Świętego”. Jak zanotował: “królestwo Boże przychodzi również przez twórczość człowieka. Nowe, wszystko koronujące objawienie, będzie objawieniem twórczości człowieka. Będzie to oczekiwana epoka Ducha” (21). Swoje poglądy religijne przedstawiał po latach następująco: “historyczna ortodoksja wydawała mi się niewystarczająco powszechną, prawie sekciarską. Nie jestem heretykiem, a tym bardziej sekciarzem, jestem wierzącym wolnomyślicielem. Moje myśli są wolne, całkowicie wolne, ale wiążą się z pierwotną wiarą. Właściwa jest mi niezachwiana, pierwotna wiara. Mam przeżycia religijne, które trudno wyrazić słowami. Pogrążam się w głębię i staję wobec tajemnicy świata, tajemnicy wszystkiego, co istnieje” (21) I dalej: “mój światopogląd religijno-filozoficzny może być, oczywiście, zrozumiany jako pogłębiony humanizm, jako głoszenie przedwiecznego człowieczeństwa w Bogu. Człowieczeństwo jest właściwe drugiej Hipostazie Trójcy Świętej, stanowi jądro dogmatu. Człowiek jest istotą metafizyczną. Moje przekonanie o tym fakcie nie może zostać zachwiane przez empiryczną słabość człowieka. Właściwy jest mi patos człowieczeństwa. (…) Wiara w człowieka, w człowieczeństwo, jest wiarą w Boga i nie wymaga iluzji co do człowieka.” (21)
W roku 1913 Bierdiajew został oskarżony o bluźnierstwo. Napisał bowiem antyklerykalny tekst “Tłamsiciele ducha”. Wystąpił wówczas w obronie prawosławnych mnichów przeciw hierarchii, choć, jak przyznawał: “nie darzyłem onomatodoksów specjalną sympatią, ale porażało mnie stosowanie przemocy w życiu duchowym oraz całkowity brak duchowości w synodzie” (21)
Bluźnierstwo było karane wówczas wspomnianą wyżej Syberią. Do skazania na Sybir nie doszło – Bierdiajew trafił do Wołogdy, gdzie spędził trzy lata. W roku 1914 wybuchła wielka wojna, a zanim się skończyła upadł carat, upadły masońskie rządy Lwowa i Kiereńskiego, a do władzy doszedł Lenin z bolszewikami. Jak przyznawał Bierdiajew po latach: “gdyby nie było rewolucji, to nie mieszkałbym w Paryżu, a na Syberii, jako wieczny osiedleniec (…)Najgorzej czułem się w koszmarnym lecie 1917 roku. (…) Może się to wydać dziwne, ale lepsze samopoczucie miałem w okresie sowieckim, po przewrocie październikowym, niż latem 1917 roku. Przeżyłem wewnętrzny wstrząs, przemyślałem wydarzenia i zacząłem aktywnie działać, wygłaszałem wiele odczytów, wykładów, dużo pisałem, spierałem się, byłem bardzo aktywny w Moskiewskim Związku Pisarzy, założyłem Wolną Akademię Kultury Duchowej [WAKD] (…)Na krótki czas zostałem członkiem Rady Republiki” (21)
W roku 1918 Bierdiajew został wiceprzewodniczącym rosyjskiego związku pisarzy. “Brałem aktywny udział w zarządzie Rosyjskiego Związku Pisarzy, byłem zastępcą przewodniczącego związku, a przez ponad rok byłem de facto przewodniczącym związku, gdyż z przyczyn taktycznych nie wybierano przewodniczącego. Kiedy trzeba było interweniować w sprawach związku pisarzy, wyciągać pisarzy z więzień lub chronić przed usunięciem z mieszkania, to zwykle proszono mnie, żebym udał się do Kamieniewa, do siedziby Moskiewskiej Rady Deputatów Ludowych, która mieściła się w byłym domu moskiewskiego generał gubernatora. Muszę stwierdzić, że nieszczęśliwy później Kamieniew zawsze bronił uczonych i pisarzy.” (21) Jak zobaczymy stosunki Bierdiajewa – z członkiem Politbiura i Komitetu Centralnego, teściem Lwa Dawidowicza Bronsztajna (ksywa Trocki): Lwem Borysowiczem Rozenfeldem, który przybrał pseudonim Kamieniew, były na tyle bliskie że ten ostatni pomagał mu aż do wyjazdu w roku 1922 z sowieckiej Rosji.
W tym też roku 1918 Bierdiajew napisał książkę Filozofia nierówności, krytykującą zastępowanie przez bolszewików sprawiedliwości społecznej hasłem równości. Jak wspomina sam tamten okres: “ustrój sowiecki w tamtych latach nie był jeszcze wypracowany i zorganizowany, nie można nazwać go totalitarnym, było w nim wiele sprzeczności. Zanim ustanowiono przydziały żywności dla pracowników naukowych, które otrzymało bardzo dużo ludzi, dano przydział dwunastu najbardziej znanym pisarzom, których dla żartu nazwano „nieśmiertelnymi”. Byłem jednym z tych dwunastu nieśmiertelnych, ale jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego zostałem zaliczony do dwunastu wybrańców, to znaczy znalazłem się w uprzywilejowanej sytuacji, jeśli chodzi o żywność. W tym samym czasie, kiedy otrzymałem przydział, zostałem aresztowany i siedziałem w Cze-Ka. Wtedy na Kremlu byli jeszcze przedstawiciele starej inteligencji rosyjskiej: Kamieniew, Łunaczarski, Bucharin, Riazanow i ich stosunek do przedstawicieli inteligencji, do pisarzy i uczonych, którzy nie stali się zwolennikami komunizmu, był inny niż czekistów” (21).
W roku 1918 Bierdiajew założył wspomniany wyżej klub dyskusyjny, który nazwał “Wolną Akademią Kultury Duchowej”, a który próbował pogodzić teraźniejszość z chrześcijaństwem. Przy pomocy Kamieniewa “Akademia” została zarejestrowana w Moskiewskiej Radzie Deputowanych Robotniczych. Działała do roku 1922. Jak nieskromnie opisuje w Autobiografii filozoficznej “Znaczenie WAKD polegało na tym, że w tamtych ciężkich latach była ona jedynym miejscem, w którym myśl była wolna i stawiano problemy na poziomie kultury jakościowej”, a na wykłady przychodziły tłumy ludzi (21). Tego jak i dlaczego, w roku 1920, mimo braku doświadczenia w pracy naukowej i dydaktycznej, otrzymał został profesorem filozofii stanowisko profesora Uniwersytetu Moskiewskiego, Bierdiajew w Autobiografii filozoficznej nie wyjaśnia, ograniczając się do wzmianki że przez rok prowadził tam wykłady oraz wskazania iż “w czasie mego pobytu w Rosji okres konstruktywizmu jeszcze nie rozwinął się w pełni, istniał żywioł rewolucyjny i totalitaryzm państwa sowieckiego nie zdążył ostatecznie opanować całego życia” (21). Warto wspomnieć że okres ten (1918-21) to w Rosji okres tzw. komunizmu wojennego, a zatem szczególnego terroru.
W latach 1918-22 bolszewicy, jak widać powyżej, zapewnili Bierdiajewowi udział w życiu naukowym. W Autobiografii filozoficznej pisze on zdawkowo: “nie mogę powiedzieć, żebym był szczególnie prześladowany przez władze sowieckie” (21). Dostał wprawdzie kolejne wezwanie na “przesłuchanie” od Cze-ka, ale znów interweniował Kamieniew, który towarzyszył wizycie Bierdiajewa u Dzierżyńskiego. Oddajmy znów głos Bierdiajewowi: “Byłem jedynym człowiekiem spośród wielu przecież aresztowanych, którego przesłuchiwał sam Dzierżyński. Przesłuchanie miało wręcz uroczysty charakter (…) Po moim długim przemówieniu, które, jak mi później powiedziano, spodobało się Dzierżyńskiemu ze względu na szczerość, zadał mi jednak kilka pytań, dotyczących różnych ludzi. Postanowiłem nic nie mówić o ludziach. (…) Na jedno pytanie, najbardziej nieprzyjemne, odpowiedział sam Dzierżyński, co uratowało mnie z trudnej sytuacji. ” (21). Na zakończenie wizyty Dzierżyński zwrócił się do swojego zastępcy Mienżynskiego: „Jest już późno, kwitnie bandytyzm, czyż nie należy Pana Bierdiajewa odwieźć do domu samochodem?” (21)
We wrześniu 1922 roku, to jest w okresie, kiedy nabierało rozpędu otwarcie Rosji sowieckiej na zachód w postaci NEPu i prowadzona równolegle Operacja Trust, Bierdiajew wyjechał z Rosji w ramach obsługiwanego przez Niemców tzw. statku filozofów “Oberburgemaister Haken”, na który skierowano intelektualistów wyekspediowanych ze Związku Sowieckiego. Sam Bierdiajew w swojej Autobiografii filozoficznej powyższe zachowanie władz sowieckich ocenił jako dziwne: “wysyłano całą grupę pisarzy, uczonych, działaczy społecznych, których uznano za nierokujących nadziei w sensie nawrócenia się na wiarę komunistyczną. Był to dziwny środek, którego później już nie stosowano” (21) Mimo oficjalnej formy wydalenia z kraju, Bierdiajew jak przyznaje musiał starać się u Mienżynskiego o przyspieszenie swojego wyjazdu (21) Berdiajew utrzymuje, że jeden z jego kolegów z sowieckiej Akademii Nauk Artystycznych, “dość kulturalny komunista”, podał mu następujący powód takiej decyzji po stronie władz: „na Kremlu mają nadzieję, że po przyjeździe do Europy Zachodniej zrozumie Pan, po czyjej stronie jest prawda” (21).
Niemcy, które pół roku wcześnie, w kwietniu 1922 roku, podpisały z sowiecką Rosją układ w Rapallo, okazali emigrantom “dużo serdeczności” (21), a “żegluga na parostatku po Morzu Bałtyckim była dość poetycka” (21). Bierdiajew trafił najpierw do Berlina, gdzie próbował założyć akademię filozoficzno-religijną, “coś w rodzaju kontynuacji moskiewskiej WAKD”, nawiązał również kontakty z amerykańską YMCA (21).
W Berlinie Bierdiajew napisał też Nowe średniowiecze, książkę, którą sam uważał za niezbyt znaczącą (21), ale która zyskała szeroki rozgłos. Proponował w niej naprawienie błędu wspaniałego z początku (wedle Bierdiajewa) renesansowego humanizmu, w którym ” zamarł (…) pierwotny patos młodości, zastąpiła go starcza niemoc (…) przejawiły się tendencje rozkładowe, chorobliwy sceptycyzm poderwał wiarę i siły życiowe. Zachwiała się wiara w człowieka i w te siły przyrodnicze, naturalne, które miały go podtrzymywać. A przecież wiara ta była głównym motorem rozwoju historii nowożytnej” (23) Błąd ów upatrywał Bierdiajew w odrzuceniu duchowości: “triumf człowieka natury nad człowiekiem ducha w historii nowożytnej, doprowadził do wyjałowienia twórczego, to znaczy do końca Renesansu, do samozniszczenia humanizmu” (23). W rezultacie: “Renesans zawiódł, zawiodła Reformacja, i zawiodło „oświecenie”. Zawiodły również rewolucje inspirowane przez ludzi ‘oświecenia’ (…) W rewolucji rosyjskiej urzeczywistnia się krańcowy, antyhumanistyczny socjalizm. Naród rosyjski zgodnie z właściwościami swego ducha złożył siebie w ofierze niebywałemu w historii doświadczeniu” (23) Bierdiajew poddał też jednak krytyce społeczeństwa Zachodu lat 20-tych XX wieku: “większa część politycznego i socjalnego życia ludzkości współczesnej nie jest realnym ontologicznym życiem, ale życiem fikcyjnym i iluzorycznym. Walka partii, Parlamenty, wiece, gazety, programy i kompromisy, agitacje i demonstracje, walka o władzę – wszystko to nie jest prawdziwym życiem, nie wiąże się z treścią i celem życia: i trudno w tym wszystkim dopatrzeć się ontologicznego jądra. W świecie musi powstać wielka reakcja, czy też wielka rewolucja przeciwko panowaniu życia zewnętrznego i zewnętrznej polityki, rewolucja w imię powrotu do życia wewnętrznego i duchowego, nie tylko jednostkowego, ale nadosobowego, w imię treści i celów życia” (23)
Jednocześnie, mimo wszystko, Bierdiajew spełniał chyba położone w nim przez władze sowieckie nadzieje. Jak wspominał: “dokonałem wielkiego wysiłku duchowego, aby być ponad walką stron, wyzwolić się z emocji, zobaczyć nie tylko fałsz, ale także prawdę komunizmu (…) Sformułowałem myśl (w 1922 roku), że państwa zachodnie powinny formalnie uznać władzę sowiecką, przez co skończy się izolacja Rosji, która zostanie wprowadzona w życie świata, co może wpłynąć na złagodzenie najgorszych stron bolszewizmu. Ta myśl wywoływała przerażenie nawet przedstawicieli lewicowej emigracji. Postanowiłem unikać kontaktów z emigracją rosyjską i podtrzymywać jedynie związki z grupą wysłanych.” (21)
W roku 1924 Bierdiajew przeniósł się wraz ze swoją “akademią religijno-filozoficzną” do Paryża, gdzie w roku 1925 zapoznał się, jak wspomniano na wstępie, z Jacquesem i Raissą Maritain. Tak wspomina w swojej Autobiografii filozoficznej (21) początek tej znajomości oraz opisuje postać Maritaina: “Zapoznałem się z nim na początku mego pobytu w Paryżu, w 1925 roku. Znajomość zawarliśmy dzięki wdowie po Leonie Bloyu. (…) Pani Bloy była zaprzyjaźniona z Maritainem. Sam Léon Bloy był ojcem chrzestnym Maritaina, protestanta z urodzenia, katolika converti. Czytałem prace Maritaina, dla mnie był on głównym reprezentantem tomizmu we Francji. Mówiono, że Maritain ma ogromny wpływ na młodzież katolicką. Pani Bloy zaproponowała, żebyśmy razem udali się do Maritaina. Jest interesujące, że w przeszłości Maritain był anarchistą i materialistą. Został katolikiem i zaczął bronić ortodoksyjnego katolicyzmu, stał się znany jako wróg i zdecydowany krytyk modernizmu. (…) Szybko nawiązałem przyjacielskie kontakty z Maritainem. Polubiłem go, co przy mojej oschłości nie zdarza się często. Myślę, że on też mnie polubił. Nasze relacje dlatego są dziwne, że Maritain wybacza mi nieortodoksyjne myśli, których nie wybacza innym. (…) Maritain jest mistykiem i rozmowy z nim na tematy duchowe są niezwykle interesujące. Jest to człowiek otwarty na nowe tendencje. Co jednak dziwne, nie dotyczy to jego filozofii. Jego otwartość odnosi się do sztuki, z którą jest bardzo związany, do mistyki, do filozofii kultury i do problemów społecznych. (…)Maritain pierwszy wprowadził tomizm do kultury. W ciągu długich lat naszych kontaktów bardzo się zmienił, ale zawsze pozostawał tomistą, dostosowywał nowe problemy do tomizmu i tomizm do nowych problemów. Jest on de facto modernistą w postaci tomisty. Kiedy zapoznałem się z Maritainem, był on człowiekiem prawicy. Pod koniec przeżytej ewolucji stał się lewicowcem, a nawet przywódcą „lewicujących” tendencji w katolicyzmie francuskim.” (21)
W roku 1926 (21) Bierdiajew założył we Francji pismo dla rosyjskich emigrantów Put, pisał również artykuły. Inspirował się m.in. XVII-wiecznym łużyckim myślicielem, gnostykiem Jakubem Boehme i mesjanizmem Adama Mickiewicza. Jak sam pisał w Autobiografii “Mistrz Eckhart, Jakub Boehme i Anioł Ślązak są mi bliżsi niż wielu nauczycieli Kościoła. Wierzę w istnienie uniwersalnej mistyki i uniwersalnej duchowości” (21). W roku 1925 Bierdiajew napisał nieopublikowany w oryginale tekst o konieczności połączenia “chrześcijan Wschodu i Zachodu” w czymś w rodzaju nowoczesnego ekumenizmu, zachowującego różnice między “kościołami” m.in. to że “dla Wschodu nieomylność papieża i zewnętrzna jedność organizacji kościelnej były zbyteczne” (11). Temat ten podejmował również w kolejnych tekstach. Promował “soborowość”, rozumianą jako kolegializm dochodzenia do prawdy, na forum danego wyznania (prawosławia), ale i ponad-wyznaniowym, ekumenicznym, wreszcie – ogólnoludzkim. “Uniwersalna prawda – pisał w Filozofii wolności – objawia się tylko uniwersalnej świadomości, tzn. świadomości wspólnotowej (sobornoj)” (13). Świadomość ta podlegała zmianom. W Autobiografii filozoficznej wskazywał: “chrześcijaństwo historyczne zostało stworzone przez Kościół, czyli kolektyw religijny, jako fenomen socjologiczny. Nowy stan kolektywu religijnego (soborowości) wiele może zmienić” (21)
W roku 1927 Bierdiajew w tekście “Ortodoksja i ekumenizm” piętnował jego zdaniem błędne podejście ekumeniczne Sołowiowa, opierające się na koncepcji unii między Kościołem katolickim a prawosławiem, opartej na porozumieniu “odgórnym” rozwiązującym kwestie doktrynalne (tak jak to miało miejsce w przeszłości, np. unia florencka). Bierdiajew uważał że (14) “unia świata chrześcijańskiego musi rozpocząć się od wspólnoty i połączenia chrześcijan wszystkich wyznań wzajemnym szacunkiem i miłością z wewnętrznym duchowym podejściem o charakterze uniwersalnym. Wszystko musi mieć początek w życiu duchowym, duchowej jedności i musi działać z wewnątrz na zewnątrz. (…) Zjednoczenie chrześcijan nie może rozpocząć się od uzgodnień rządzących Kościołem, lecz od duchowego zjednoczenia chrześcijan, utworzenia przyjaznego chrześcijańskiego zrzeszenia, które jest możliwe przy jednoczesnym zachowaniu wierności poszczególnym Credo. A takie stowarzyszenie jest nawet bardziej interesujące i owocne jeśli chrześcijanie pozostają wierni swojemu osobistemu, wyznaniowemu typowi duchowości, bez stawania się abstrakcyjnymi między-wyznaniowcami. Jedynie w ten sposób jest możliwy rozwój w ekumeniczną Ponad-wyznaniowość.” W dalszej części tekstu Bierdiajew krytykuje rzymskość, uniwersalizm i “latynizm” Kościoła katolickiego, powodujące, jego zdaniem, zamknięcie na proponowany przez Bierdiajewa ekumenizm i przyjęcie błędnego, sztywnego pojęcia Kościoła. “Kościół ekumeniczny” Bierdiajewa, łączący wszystkich chrześcijan nie jest w pełni widzialny i zrealizowany, nie jest “zrealizowany w sposób doskonały”. Jednocześnie, “dla katolickiej świadomości trudny jest taki sposób myślenia, co jest skutkiem arystotelesowsko-tomistycznego spojrzenia na relację między potencjalnością a aktem [potentia et actus]. Z tego punktu widzenia potencjalność zawsze jest czymś mniejszym w porównaniu z aktem, potencjalność jest w wysokim stopniu nieistnieniem. W Bogu nie ma potencjalności, jest On czystym aktem [actus purus]. Ten punkt widzenia jest bardzo sceptyczny wobec potencjalności, ponieważ z jej głębi może powstać nowy, nie istniejący jeszcze, kreatywny rozwój, niszcząc system, który stał się normatywny i w rzeczywistości całą budowlę. Świadomość katolicka utrzymuje że ekumenizm stał się rzeczywistością skończoną w organizacji Kościoła. Nie należy już czekać na nic nowego, co będzie zawierało większą pełnię wydobytą z ukrycia, niezamanifestowaną jeszcze, potencjalność. Jednak poza tomistycznym systemem myślowym można powiedzieć że ów potencjalny ekumenizm jest głębszy i szerszy, bogatszy w możliwości niż ekumenizm aktualny. Kościół Chrystusa nie jest ukończoną i skończoną budowlą, zawsze istnieją w nim kreatywne zadania, zaś ubogacenie życia Kościoła jest możliwe.” (14)

Już wcześniej Bierdiajew kładł nacisk na rolę wolności w sferze religijnej: “bliska była mi idea Chomiakowa, że wolność jest podstawą chrześcijaństwa i Kościoła. Dostojewski i Chomiakow byli głosicielami wolności religijnej” (21). W Wolności i duchu (22) wskazywał że wolność religijna istniała we wczesnym chrześcijaństwie, “lecz kiedy chrześcijaństwo stało się religią dominującą nie słyszymy już tych argumentów na rzecz wolności religijnej, a, przeciwnie, znajdujemy apele o użycie siły przeciw heretykom i dysydentom oraz interwencję miecza Państwa w sprawach wiary. (…) Chrześcijaństwo jest religią wolności. Sam Bóg jest nieskończenie tolerancyjny wobec zła na świecie. Znosi największych złoczyńców z powodu wolności. (…) Chrystus otworzył dla nas wolność ducha, która nie zna granic i przypieczętował to swoją krwią na całą wieczność. (…) Zaprzeczenie wolności religijnej, fanatyczna nietolerancja i przymus w kwestiach duchowych, wszystkie wyrastają z koncepcji zbawienia pod przymusem, sprzecznej z całym znaczeniem chrześcijaństwa. (…) Kwestia wolności religijnej nie jest problemem historycznym, lecz kwestią samej istoty wiary chrześcijańskiej (…) Chrześcijaństwo przyszłości będzie chrześcijaństwem wolności ducha, który z powodzeniem przeszedł przez próby wolności, pokonując pokusę do ich odrzucenia. (…) Tworzenie jest niemożliwe pod dominującym wpływem mentalności autorytarnej. Twórcze życie nie może polegać po prostu na posłuszeństwie i poddaniu władzy” (22)
Podejście Bierdiajewa jest w części wynikiem, wspomnianej już wyżej, jego niechęci do sztywności dogmatów. “Czuję autentyczny wstręt do sporów teologiczno-dogma- tycznych. Doświadczam bólu, gdy czytam historię Soborów Powszechnych” wyznaje w Autobiografii filozoficznej (21)
Jacques Maritain brał regularnie udział w organizowanych przez Bierdiajewa spotkaniach i dyskusjach (18) Jak opisywał te spotkania potem sam Bierdiajew w swojej Autobiografii filozoficznej (21):
“Były lata, kiedy w Paryżu odbywało się kilka spotkań interkonfesyjnych. Inicjatywa organizowania takich spotkań należała do mnie. Przez kilka lat na gruncie rosyjskim, w domu rosyjskim na Bouleverd Montparnasse odbywały się spotkania prawosławnych z francuskimi katolikami i protestantami. Francuscy katolicy i protestanci po raz pierwszy spotkali się i rozmawiali ze sobą w domu rosyjskim. Również po raz pierwszy w środowisku prawosławnym spotkali się i dyskutowali katolicy-moderniści i katolicy -tomiści. (…) W ciągu pierwszego roku na tych spotkaniach odczuwalne było duże zainteresowanie. Przychodziło bardzo dużo ludzi. Pojawiło się nawet niebezpieczeństwo, że spotkania staną się modne. Każda ze stron poznawała obcy jej świat, ale była to przecież chrześcijańska oaza w bezreligijnej pustyni świata, wrogiej chrześcijaństwu. Na spotkaniach ujawniła się jedność w Chrystusie i zarazem różnorodność typów myśli religijnej oraz charakterów duchowości. W spotkaniach brali udział tak wybitni przedstawiciele katolicyzmu, jak ojciec Gillet, późniejszy generał zakonu dominikanów, ojciec Laberthonnière, przedstawiciel radykalnego skrzydła modernizmu katolickiego, szczególnie aktywnym był Jacques Maritain, o którym jeszcze opowiem. (…) Gdy wyczułem, że słabnie intensywność naszych spotkań interkonfesyjnych z katolikami i protestantami, podjąłem inicjatywę organizowania spotkań w moim domu. Inicjatywa ta została zrealizowana wyłącznie dzięki Jacquesowi Maritainowi. (…) Dyskusje przebiegały w atmosferze przyjaźni, nie bacząc na różnice zdań. Mój wykład o mistyce, w którym dużo mówiłem o Jakubie Boehmem i Aniele Ślązaku, wywołał poruszenie. Duchowny katolicki, profesor Instytutu Katolickiego, powiedział do swojej sąsiadki: „Oto jak powstają herezje”. Wydawało mi się, że niekiedy zasmucam Maritaina. Niektóre z moich wypowiedzi były doświadczaniem jego przyjaźni.”
W roku 1928, między innymi wskutek działalności środowisk takich jak Bierdiajewa i spotkań, jak wyżej opisane, papież Pius XI wydał encyklikę Mortalium animos, w której wskazywał:
“Dusz ludzkich może nigdy jeszcze nie przenikało tak silne pragnienie wzmocnienia i spożytkowania ku dobru wspólnemu społeczeństwa ludzkiego tych węzłów braterstwa, które nas z powodu jednego i tego samego pochodzenia i tej samej natury jak najściślej łącza, jak to, które zauważyć możemy właśnie w naszych czasach. (…) Łatwo zrozumieć – tym bardziej, skoro nie ma różnicy zdań co do jedności rodzaju ludzkiego – dlaczego tak wiele ludzi pragnie, by w imię tego braterstwa, które obejmuje wszystkich, rozmaite narody coraz to ściślej się zespoliły. Coś całkiem podobnego pragną pewne koła wytworzyć w zakresie porządku, ustanowionego przez Chrystusa Pana Nowym Testamentem. Wychodzą z założenia, dla nich nie ulegającego wątpliwości, że bardzo rzadko tylko znajdzie się człowiek, któryby nie miał w sobie uczucia religijnego, widocznie żywią nadzieję, że mimo wszystkie różnice zapatrywań religijnych, nie trudno będzie, by ludzie przez wyznawanie nie których zasad wiary, jako pewnego rodzaju wspólnej podstawy życia religijnego w braterstwie się zjednali. W tym celu urządzają, zjazdy, zebrania i odczyty z nieprzeciętnym udziałem słuchaczy i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy, pogan wszystkich odcieni, jak i chrześcijan, ba, nawet tych, którzy – niestety – odpadli od Chrystusa, lub też uporczywie przeciwstawiają się Jego Boskiej naturze i posłannictwu. Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań, ponieważ one polegają na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile, że one w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania. Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i wpadając krok po kroku w naturalizm i ateizm. Z tego jasno wynika, że od religii przez Boga nam objawionej, odstępuje zupełnie ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania popiera. Niektórzy tym łatwiej dają się uwieść złudnym pozorom słuszności, gdy chodzi o popieranie jedności wszystkich chrześcijan. Czyż nie jest rzeczą słuszną – wciąż się to powtarza, – ba – nawet obowiązkiem, by wszyscy, którzy wyznają imię Chrystusa, zaprzestali wzajemnych oskarżeń i raz przecież połączyli się we wspólnej miłości? (…) “Oby – tak dodają – wszyscy chrześcijanie byli “jedno”! Mieliby przecież większą możność przeciwstawiać się zarazie bezbożności, która z dnia na dzień coraz to bardziej się rozprzestrzenia i coraz to szersze zatacza kręgi i gotowa obezwładnić Ewangelię”. W ten i podobny sposób rozwodzą się ci, których nazywają wszechchrześcijanami (panchristiani). (…) W tym miejscu należy objaśnić i usunąć błędne zapatrywania, na których wspiera się cała podstawa tych spraw i to różnorodne wspólne dążenie niekatolików ku zjednoczeniu chrześcijańskich Kościołów, o czym była mowa. Inicjatorzy tej idei prawie wciąż przytaczają słowa Chrystusa: “Ut omnes unum sint… Fiet unum ovile et unus pastor” (Aby wszyscy byli jedno… Jedna niech będzie owczarnia i jeden pasterz)(14), ale w ten sposób, jakby te słowa wyrażały “życzenie i prośbę, które mają się dopiero spełnić. Są bowiem zdania, że jedność wiary i kierownictwa – co jest znamieniem prawdziwego i jednego Kościoła Chrystusa – nigdy poprzednio nie istniała i dzisiaj także nie istnieje. Może to według ich zdania być wprawdzie życzeniem, które może też kiedyś wspólną wolą wiernych się urzeczywistnić, lecz tymczasem – tak sądzą – jest to tylko pięknem marzeniem. (…) Mówią, że należy więc dawne sprawy sporne i różnice zdań, które po dziś dzień są kością niezgody wśród rodzin chrześcijańskich, pozostawić na boku, z innych zaś nauk ulepić i przedłożyć wspólną regułę wiary, której wyznawanie zbratałoby wszystkich i przez co wszyscy czuliby się braćmi. Rozmaite zaś Kościoły i wspólnoty po połączeniu się w ogólny związek miałyby możność przeciwstawić się poważnie i skutecznie naporowi niewiary. (…)W tych warunkach oczywiście ani Stolica Apostolska nie może uczestniczyć w ich zjazdach, ani też wolno wiernym zabierać głosu lub wspomagać podobne poczynania. Gdyby to uczynili, przywiązaliby wagę do fałszywej religii chrześcijańskiej, różniącej się całkowicie od jedynego Kościoła Chrystusa. Czyż możemy pozwolić na to – a byłoby to, rzeczą niesłuszną i niesprawiedliwą, by prawda, a mianowicie prawda przez Boga objawiona, stała się przedmiotem układów? Chodzi tu o ochronę objawionej prawdy. (…)
Zdawać by się mogło, że wszechchrześcijanie (panchristiani), dążąc ku połączeniu wszystkich Kościołów, zmierzają ku wzniosłemu celowi, jakim jest pomnażanie miłości wśród wszystkich chrześcijan. Jakżeż jednak byłoby rzeczą możliwą, by po zniszczeniu wiary zakwitła miłość. Wszyscy przecież wiemy, że właśnie Jan, Apostoł miłości, który zdaje się, że w swej Ewangelii odsłonił tajemnice Najświętszego Serca Jezusowego, a który uczniom swym zwykł był wpajać nowe przykazanie: “Miłujcie się nawzajem”, że właśnie on ostro zabronił utrzymywać stosunki z tymi, którzy by nie wyznawali wiary Chrystusa w całości i bez uszczerbku: “Si quis venit ad vos et hanc doctrinam non affert, nolite recipere eum in domum, nec Ave ei dixeritis” Jeśli do was przyjdzie ktoś i nie wniesie z sobą tej nauki, nie przypuśćcie go do domu i nie powiedźcie: bądź pozdrowiony (…)
Jasną rzeczą więc jest, Czcigodni Bracia, dlaczego Stolica Apostolska swym wiernym nigdy nie pozwalała, by brali udział w zjazdach niekatolickich. Pracy nad jednością chrześcijan nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego kiedyś, niestety, odpadli.”
Wtargnięcie do Kościoła katolickiego filozofii i ideologii osób takich jak Bierdiajew miało jednak nastąpić, przy pomocy osób takich jak jego znajomy Maritain, 30-kilka zaledwie lat później, na Soborze Watykańskim II z jego koncepcjami “ludu Bożego” i “ekumenizmu” zawartymi w Lumen gentium oraz Unitatis redintegratio. W pierwszym z dokumentów wskazuje się że “Kościół [Chrystusowy] trwa w Kościele katolickim” (LG 8), “Do społeczności Kościoła wcieleni są w pełni ci, co mając Ducha Chrystusowego w całości przyjmują przepisy Kościoła i wszystkie ustanowione w nim środki zbawienia i w jego widzialnym organizmie pozostają w łączności z Chrystusem rządzącym Kościołem przez papieża i biskupów, w łączności mianowicie polegającej na więzach wyznania wiary, sakramentów i zwierzchnictwa kościelnego oraz wspólnoty (communio)” (LG 14), ale mamy też również formy niepełnego “wcielenia” czy też związania, na przykład protestanci i prawosławni, w wypadku których “Duch Święty przez swe łaski i dary wśród nich także działa swą uświęcającą mocą, a niektórym spośród nich dał nawet siłę do przelania krwi. Tak oto we wszystkich uczniach Chrystusowych Duch wzbudza tęsknotę i działanie, aby wszyscy, w sposób ustanowiony przez Chrystusa, w jednej trzodzie i pod jednym Pasterzem zjednoczyli się w pokoju” (LG 15). Z kolei w Unitatis redintegratio wskazuje się że “Kościoły i odłączone Wspólnoty, choć w naszym przekonaniu podlegają brakom, wcale nie są pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia. Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi jako środkami zbawienia, których moc pochodzi z samej pełni łaski i prawdy, powierzonej Kościołowi katolickiemu” (UR 3) oraz “przez “Ruch ekumeniczny” rozumie się działalność oraz przedsięwzięcia zmierzające do jedności chrześcijan, zależnie od różnych potrzeb Kościoła i warunków chwili, jak np.: najpierw wszelkie wysiłki celem usunięcia słów, opinii i czynów, które by w świetle sprawiedliwości i prawdy nie odpowiadały rzeczywistemu stanowi braci odłączonych, a stąd utrudniały wzajemne stosunki z nimi, następnie “dialog” podjęty między odpowiednio wykształconymi rzeczoznawcami na zebraniach chrześcijan z różnych Kościołów czy Wspólnot, zorganizowanych w duchu religijnym, w czasie którego to dialogu każdy wyjaśnia głębiej naukę swej Wspólnoty i podaje przejrzyście jej znamienne rysy. Przez taki bowiem dialog uzyskują wszyscy bliższe prawdy poznanie doktryny oraz życia jednej i drugiej Wspólnoty i bardziej bezstronną ocenę, wtedy też te Wspólnoty osiągają pełniejszą współpracę we wszystkich zadaniach, które dla wspólnego dobra stawia przed nimi sumienie chrześcijańskie, i gromadzą się, gdzie tylko się godzi, na jednomyślną modlitwę” (UR 4).
W filozofii i teologii Bierdiajewa uwagę zwraca też promowanie poglądu o powszechnym zbawieniu – apokatastazie. Przykładowo, w tekście Prawda ortodoksji z roku 1952 Bierdiajew pisze (15) “większa część wschodnich nauczycieli Kościoła – od Klemensa Aleksandryjskiego po Maksyma Wyznawcę popierała apokatastazę, powszechne zbawienie i zmartwychwstanie. I jest to charakterystyczne dla rosyjskiej myśli religijnej. Myśl prawosławna nigdy nie została stłamszona poprzez koncepcję Bożej sprawiedliwości i nigdy nie zapomniała idei Bożej miłości. Zasadniczo – nie definiowała ona człowieka z punktu widzenia Bożej sprawiedliwości, lecz [z punktu widzenia] idei przemienienia i Ubóstwienia człowieka oraz wszechświata”. Pochwałę prawosławnej koncepcji apokatastazy znajdujemy jednak już w tekście Zbawienie i kreatywność z roku 1926 (16):
“Centralną ideą wschodnich ojców była ‘teoza’ czy też ubóstwienie stworzenia, przemienienie świata, kosmosu, a nie koncepcja osobistego zbawienia. Nieprzypadkowo najwięksi wschodni nauczyciele Kościoła skłaniali się ku idei apokatastazy, nie tylko św. Klemens z Aleksandrii i Orygenes, ale również św. Grzegorz z Nysy, św. Grzegorz z Nazjanzu, św. Maksym Wyznawca. Jurydyczna koncepcja procesu świata, jurydyczna koncepcja odkupienia, budowa piekła, zbawienie wybranych i wieczne potępienie reszty ludzkości zostało wyrażone głównie w patrystyce Zachodu, u św. Augustyna a następnie u zachodnich scholastyków. Dla klasycznych ojców greckich chrześcijaństwo nie było jedynie religią osobistego odkupienia. Było skierowane ku kosmicznemu wymiarowi chrześcijaństwa, przedstawiało ideę oświecenia i przemiany świata, ubóstwienia stworzenia. To później świadomość chrześcijańska darzyła większym szacunkiem koncepcję piekła, bardziej niż przemienienia i teozy świata. Powyższe nastąpiło przypuszczalnie w wyniku dominacji barbarzyńskich narodów z ich dzikimi instynktami. Ludy te musiały być poddane surowej dyscyplinie i zastraszeniu, albowiem ich ciało i krew, ich namiętności groziły ruiną chrześcijaństwa i wszelkiej formy porządku w świecie. Chrześcijaństwo przyjęte jako religia osobistego zbawienia od wiecznego potępienia poprzez pokorę, prowadziło do paniki i terroru. Człowiek żył w potwornym stresie spowodowanym przez terror wiecznego potępienia i zgodziłby się na wszystko by tegoż uniknąć. Autorytarny system posłuszeństwa i poddaństwa stworzył afektywną emocję lęku przed potępieniem, panicznej obawy przed wiecznymi mękami piekła. Pod takim ustrojem duchowym, takim stanem umysłu, kreatywne podejście do życia jest bardzo trudne. Nie ma czasu na kreatywność kiedy grozi zniszczenie. Całe życie zostaje postawione pod znakiem terroru, lęku.”
Powyższa eschatologia Bierdiajewa wiązała się z propagowaną przez niego inną ideą – Bogoczłowieczeństwa. Jak zanotował w Autobiografii filozoficznej o paryskich dyskusjach: “Określenia „modernista” i „lewicowiec” mogą mieć jedynie umowne zastosowanie i używam ich celowo, gdyż obu nienawidzę. W sposób egzoteryczny wyrażam chrześcijaństwo eschatologiczne i mistyczne. Ze względu na swój charakter egzoterycznym czyniłem to, co wywołuje największą niechęć. Myśl katolicka i protestancka były opanowane przez reakcję na humanizm, na czasy nowożytne. (…) Swoją własną myśl zacząłem nazywać humanizmem religijnym, teoandrycznym. Najbardziej zdumiewało mnie, że chrześcijaństwu zachodniemu jest całkowicie obca rosyjska idea Bogoczłowieczeństwa” (21)
W dalszej części Bierdiajew wyjaśnia powyższą ideę: “Traktowanie Boga i Bogoczłowieka-Chrystusa jako Sędziego wymierzającego karę jest jedynie wyrazem stanu człowieka, ludzkiej ciemności i ograniczoności, a nie prawdy o Bogu i Bogoczłowieku-Chrystusie. (…)Czyste człowieczeństwo jest Boskie, przypisywane Bogu. Istota chrześcijaństwa i jego największa nowość tkwiła w objawieniu człowieczeństwa Boga, w Bogoczłowieczeństwie, w pokonaniu przepaści między Bogiem i człowiekiem. Prawda Bogoczłowieczeństwa jest ukryta za umownymi i symbolicznymi sformułowaniami dogmatu. Wszystko to, co w chrześcijaństwie, a nawet w Ewangeliach, jest sprzeczne z wiecznym człowieczeństwem Boga, jest egzoteryczne, przeznaczone dla pedagogiki, dostosowane do upadłej natury ludzkiej. Jednak pedagogika właściwa dla jednej epoki, może okazać się niewłaściwa i szkodliwa dla innej epoki. Ludzkość wstąpiła w wiek, kiedy w religii element strachu i grożenia okrutnymi karami jest jedynie na rękę wojującemu bezbożnictwu. Jeśli idea piekła wcześniej pomagała Kościołowi, to obecnie jedynie odsuwa ludzi od Kościoła jako idea sadystyczna i przeszkadza ludziom w powrocie do Kościoła. Religia o charakterze sądowniczym już nie odpowiada człowiekowi, człowiek jest osaczony przez koszmary świata. (…) Moja świadomość religijna nie może zaakceptować tych elementów Ewangelii, które mają charakter sądowniczy, penitencjarny i straszą piekłem. Każdego dnia modlę się za tych, którzy cierpią męki piekielne, a tym samym zakładam, że męki te nie są wieczne, jest to bardzo charakterystyczne dla mego życia religijnego.” (21)
Eschatologię Bierdiajewa przyjął m.in. Urs von Balthasar, który z Rosjaninem spotkał się w roku 1928, w Zurychu (12) “Balthasar, Bułgakow i Bierdiajew wspólnie stawiają opór koncepcji, w której po uzyskaniu zbawienia, sprawiedliwi mogą zapomnieć o losie tych, którzy zbawienia nie dostąpili, gdyż teologowie ci opierają się koncepcji zbawienia posiadającego znaczenie jedynie dla jednostek”.
Elementem eschatologii Bierdiajewa jest również jej powiązanie z “epoką Ducha”, zapowiadaną przez Joachima z Fiore, która ma nastąpić, a w której trudnym, można powiedzieć “adwencie”, wystąpiły ideologie początku XX wieku: “Praktyczny wniosek z mojej wiary kończy się oskarżeniem mojej epoki: bądźcie ludzcy w jednej z najbardziej nieludzkich epok historii świata, strzeżcie człowieka, jest on obrazem Boga. Niskie opinie na temat ludzi, które karmią się naszą epoką, nie mogą zachwiać mojej idei człowieka, Bożej idei na temat człowieka. Przeżywam życie jako misterium Ducha. (…) Jestem głęboko przekonany, że należę do mistycznego Kościoła Chrystusa. (…) Celem życia jest powrót do misterium Ducha, w którym Bóg rodzi w człowieku i człowiek rodzi w Bogu. Powrót powinien dokonać się z twórczym wzbogaceniem. W wieczności nie ma różnicy między ruchem do przodu i powrotem. Jedynie końcowe objawienie Ducha Świętego może być ostatecznym objawieniem Boga Trynitarnego. (…) Tęsknota Dostojewskiego, Nietzschego, Kierkegaarda, Baudelaire’a, Leona Bloya i im podobnych poprzedza nową epokę Ducha, epokę eschatologiczną. Sytuacja poprzedników epoki Ducha jest jednak trudna” (21)
Bierdiajew w swojej twórczości zajął się też kwestią żydowską. W marcu 1924 r., w Berlinie ukazał się jego tekst Kwestia żydowska jako kwestia chrześcijańska (19), w którym pisał: “Chrześcijanin (…) nie może zapominać że Syn Boży jako człowiek był Żydem, że Matka Boża była Żydówką, że prorocy i apostołowie byli Żydami, a także wielu z pierwszych męczenników chrześcijańskich było Żydami. (…) Chrześcijanie są zobowiązani do wiary, że naród żydowski jest wybranym narodem Boga.” W napisanym później Chrześcijaństwie i antysemityzmie (20) Bierdiajew rozwija powyższe myśli: “należy ze smutkiem przyznać że chrześcijanie nie dorośli do wysokości objawienia jakie otrzymali i, mówiąc ogólnie byli znacznie gorsi niż Żydzi. Chrześcijanie i ich Kościoły mają wiele znaczących spraw, za które powinni żałować (…) Chrześcijanie są zobowiązani do uznania wybrania ludu żydowskiego, ponieważ zobowiązuje ich do tego doktryna religijna, ale czynią to najczęściej wbrew własnej woli i próbują o tym zapominać (…) Nacjonalizm powinien zostać potępiony przez Kościół chrześcijański jako herezja, a Kościół katolicki jest bliski ogłoszenia takiego wyroku”. W dalszej części książki Bierdiajew cytuje Maritaina: “Jacques Maritain, przywódca francuskiego tomizmu i obrońca prawdziwego chrześcijańskiego humanizmu, napisał znakomity artykuł o judaizmie (…) Czyni w nim interesujące rozróżnienie między powołaniem żydowskim i chrześcijańskim. Według niego chrześcijanie przyjęli nadnaturalną prawdę chrześcijaństwa w jej odniesieniu do nieba, lecz zaniedbali wprowadzania sprawiedliwości w życie społeczne. Żydzi, z drugiej strony, odrzucili nadnaturalną prawdę chrześcijaństwa, jednocześnie zatrudniając się w roli posłańców prawdy na ziemi, szerzycieli sprawiedliwości w życiu zbiorowym. Faktem jest że idea sprawiedliwości społecznej została wprowadzona do ludzkiej świadomości głównie przez judaizm. (…) Żydzi, jak widzieliśmy, odegrali aktywną rolę w światowym ruchu socjalistycznym, skierowanym przeciwko sile kapitału.” Sentyment do ludu żydowskiego Bierdiajew, jak pisze w swojej Autobiografii filozoficznej, miał jeszcze za lat studenckich, w których interesował się marksizmem: “Kiedy zapisałem się na uniwersytet, to dochodziło do tego, że bardziej lubiłem towarzystwo Żydów, gdyż miałem przynajmniej gwarancją, że nie są szlachcicami i nie są krewnymi. Kiedy przychodził do mnie kolega Żyd, moja matka zadawała tradycyjne pytanie: „Est-ce un monsieur ou ce n’est pas un monsieur?” Do takiego stopnia terroryzowałem moją matkę, że nie używała słowa „Żyd”, nie decydowała się mówić „Hebrajczyk” i mówiła „Izraelita” (21)

Na to, iż filozofia Bierdiajewa jest nadal żywa wskazuje fakt, że zimą roku 2014 Kreml i kierownictwo putinowskiej “Jednej Rosji” zaleciło gubernatorom i członkom partii filozoficzną lekturę na długie “zimowe wieczory” – trzy pozycje z “Filozofią nierówności” Bierdiajewa na czele (3) co odnotowano w Stanach Zjednoczonych, podkreślając że Bierdiajew należy do ulubionych filozofów Władymira Władymirowicza Putina (4)

—————————-
Bibliografia:
T. Molnar: Jacques Maritain – Protean figure of the Century, Reconsideration II, za: isistatic.org, dostęp 03.04.2017 r. (1)
N. Berdyaev: The Russian idea, New York 1948 (2)
E. Surnaczewa: W poiskach mudrosti, www.kommersant.ru, dostęp 03.04.2017 r. (3)
M. Snegovaya: How Putin’s worldview may be shaping his response in Crimea, www The Washington Post, dostęp 03.04.2017 r. (4)
C. J. Wolfe: Lessons from friendship of Jacques Maritain with Saul Alinsky, catholicsocialscientists.org, dostęp 03.04.2017 r. (5)
M. Ball Martinez: The Undermining of the Catholic Church 1991 (6)
D. W. Hudson, M. J. Mancini: Understand Maritain: Philosopher and Friend, Mercer 1987 (7)
S. D. Alinsky: Reveille for Radicals, Chicago 1945 (8)
Empowering People, Not Elites – Interview with Saul Alinsky, Playboy 1972, za: The Progress Report – strony zarchiwizowane przez archive.org, dostęp: 03.04.2017 r. (9)
S. D. Alinsky: Rules for Radicals, New York 1989 (10)
N. Berdyaev: Unifying Christians of the East and West, www.chebutco.ns.ca, dostęp: 03.04.2017 r. (11)
P. S. Peterson: The Early Hans Urs von Balthasar: Historical Contexts and Intellectual Formation, 2015 (12)
M. Cielecki: Najwspanialszy sen życia – soborowość Mikołaja Bierdiajewa, Studia Warmińskie 52, 2015 (13)
cyt. za N. Berdyaev: Orthodoxy and Ecumenism, www.chebutco.ns.ca, dostęp: 03.04.2017 r. (14)
cyt. za N. Berdyaev: The Truth of Orthodoxy, www.chebutco.ns.ca, dostęp: 03.04.2017 r. (15)
cyt. za N. Berdyaev: Salvation and Creativity, www.berdyaev.com, dostęp: 04.04.2017 r. (16)
J. N. Martin: Hans Urs von Balthasar and the Critical Appropriation of Russian Religious Thought, 2015 (17)
L. Augustyn: Spór o Kartezjusza. Polemika B. Wyszesławcewa z J. Maritainem dotycząca znaczenia filozofii Kartezjusza dla nowożytnej duchowości europejskiej, logos_i_ethos_2013_1_(34), s. 149–169 (18)
cyt. za N. Berdyaev: The Jewish Question as a Christian Question, www.berdyaev.com, dostęp: 04.04.2017 r. (19)
N. Berdyaev: Christianity and Antisemitism (20)
M. Bierdiajew: Autobiografia filozoficzna, 2002 (21)
cyt. za: N. Bedyaev: Freedom and the Spirit, London 1935 (22)
M. Bierdiajew: Nowe średniowiecze, Warszawa 1936 (23)

Advertisements
This entry was posted in Fatima, herezje. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s