Pontyfikat Franciszka: Liber accusationis (2)

Absurdalne wybielanie islamu

Wchodząc w rolę koranicznego egzegety, uwalniającego kult mahometański od jego nieprzerwanego historycznego związku z podbojem i brutalnymi prześladowaniami chrześcijan, oświadczacie: “w obliczu niepokojących przypadków gwałtownego fundamentalizmu, nasz szacunek do prawdziwych wyznawców islamu powinno poprowadzić nas do unikania nienawistnych uogólnień, ponieważ prawdziwy islam i właściwa interpretacja Koranu sprzeciwiają się każdej formie przemocy” [Evangelii gaudium, 253].

Ignorujecie całe dzieje wojny islamu przeciw chrześcijaństwu, aż po dzień dzisiejszy, podobnie jak współczesne barbarzyńskie kodeksy prawne oraz prześladowanie chrześcijan w świecie islamskich republik, w tym Afganistanie, Iranie, Malezji, Malediwach, Mauretanii, Nigerii, Pakistanie, Katarze, Arabii Saudyjskiej, Somalii, Sudanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Jemenie. Są to reżimy opresji właściwej prawu szariatu, które, jak wierzą muzułmanie, Allah zarządził na całym świecie i które próbują ustanowić, gdziekolwiek stają się znaczącą częścią populacji. Jednakże, jak to byście ujęli, wszystkim muzułmańskim republikom brakuje “właściwego” rozumienia Koranu!

Próbujecie również minimalizować ewidentny terroryzm islamski na Bliskim Wschodzie, w Afryce i w samym sercu Europy, ośmielając się sugerować moralną równoważność między muzułmańskimi fanatykami prowadzącymi dżihad – którymi są odkąd islam pojawił się po raz pierwszy – i wyimaginowanym “fundamentalizmem” po stronie wiernych katolików, których nigdy nie przestajecie publicznie potępiać i znieważać. Podczas jednej z chaotycznych konferencji prasowych na pokładzie samolotu, podczas których tak często wprowadzaliście do Kościoła zamieszanie i osłabialiście katolicką doktrynę, wygłosiliście tę haniebną opinię, typową dla Waszego absurdalnej uporczywości, że religia założona przez Wcielonego Boga i stale pełny przemocy kult założony przez zwyrodniałego Mahometa znajdują się na tym samym moralnym poziomie:

“Nie lubię mówić o islamskiej przemocy, ponieważ każdego dnia kiedy otwieram gazety widzę przemoc tu, w Italii… ten zamordował swoją dziewczynę, inny zamordował swoją teściową… i to są ochrzczeni katolicy! Istnieją katolicy pełni przemocy! Jeśli mówię o islamskiej przemocy, muszę mówić o katolickiej przemocy… Uważam że prawie w każdej religii zawsze istnieje mała grupa fundamentalistów. Fundamentalistów. Mamy ich. Kiedy fundamentalizm przystępuje do zabijania, może zabijać językiem – mówi to Apostoł Jakub, nie ja – i nawet nożem, czyż nie? Nie uważam że słuszne jest identyfikowanie islamu z przemocą.”

Nie do wiary jest by rzymski Papież oświadczał że przypadkowe przestępstwa polegające na przemocy popełniane przez katolików i ich słowa na poziomie moralnym odpowiadają radykalnej ogólnoświatowej kampanii islamu polegającej na aktach terroru, masowych mordach, torturach, niewolnictwu i gwałtom w imię Allaha. Wygląda na to że jesteście bardziej skorzy do obrony szalonego i śmiercionośnego kultu Mahometa przed uprawnionym sprzeciwem niż do obrony jednego prawdziwego Kościoła przeciw jego niezliczonym fałszywym oskarżycielom. Daleko od Waszych poglądów pozostaje długowieczne stanowisko Kościoła w sprawie islamu, wyrażone przez papieża Piusa XI w jego Akcie poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu: ” Królem bądź tych wszystkich, którzy jeszcze błąkają się w ciemnościach pogaństwa lub islamizmu, i racz ich przywieść do światła i królestwa Bożego”.

“Marzenie” o reformach i żelazna pięść

We wszystkim wydajecie się być dotknięci manią reformowania, która nie zna granic poza waszym “marzeniem” o Kościele na waszą modłę. Jak oświadczyliście w bezprecedensowym osobistym manifeście papieskim, w Evangelii gaudium (nn. 27, 49):

“Marzę o “opcji misyjnej” to jest misjonarskim impulsie zdolnym przemienić wszystko, tak aby zwyczaje Kościoła, sposób działania, rozkład zajęć, język i struktury tak aby mogły zostać właściwie wykorzystane do ewangelizacji współczesnego świata raczej niż do zachowania Kościoła…

Mam nadzieję, że bardziej od obawy przed zejściem na manowce kierować się będziemy obawą przed zamknięciem się w strukturach, które dają nam fałszywe poczucie bezpieczeństwa, w przepisach, które czynią nas surowymi sędziami, w zwyczajach, które sprawiają że czujemy się bezpieczni, podczas gdy pod naszymi drzwiami ludzie głodują, a Jezus powtarza nam bez przerwy: «dajcie im jeść!» (Mk 6, 37).

Rzeczą nie do wyobrażenia jest że wyznajecie, iż odwieczne “struktury” i “przepisy” Świętego Kościoła katolickiego w sposób okrutny wywoływały głód duchowy i śmierć przed Waszym przybyciem z Buenos Aires oraz że obecnie pragniecie zmienić dosłownie wszystko w Kościele, w celu uczynienia Kościoła miłosiernym. Jak mogą wierni postrzegać powyższe inaczej niż jako oznakę przerażającej megalomanii? Oświadczacie nawet, że ewangelizacja, jak ją rozumiecie, nie może być ograniczana obawą o “zachowanie” Kościoła, jak gdyby obie kwestie były w jakikolwiek sposób przeciwstawne!

Waszemu mglistemu marzeniu reformy wszystkiego towarzyszy żelazna pięść, która rozbija wszelkie próby odnowienia winnicy zdewastowanej przez 50 lat nierozważnych “reform”. Albowiem jak ujawniliście to w swoim manifeście (Evangelii gaudium, 94), jesteście pełni odrazy do tradycyjnie myślących katolików, których pochopnie oskarżacie o “pochłonięty sobą prometejski neopelagianizm” oraz “stawia(nie) siebie wyżej od innych, z uwagi na zachowywanie określonych norm albo niewzruszoną wierność pewnemu katolickiemu stylowi czasów minionych”. Drwicie nawet z “domniemanej pewności doktryny lub dyscypliny”, albowiem, według Was, “prowadzi (ona) do narcystycznego i autorytarnego elitaryzmu, gdzie zamiast ewangelizowania pojawia się analiza i ocenianie innych…” Jednak to właśnie Wy nieustannie oceniacie i analizujecie innych poprzez niekończący się ciąg określeń pejoratywnych, karykatur, zniewag i potępień wiernych katolików, których uznajecie za niewystarczająco otwartych na “Boga niespodzianek”, którego proklamowaliście podczas Synodu.

Stąd też brutalne niszczenie przez Was kwitnącego zgromadzenia Franciszkanów Ojców Niepokalanej z powodu “zdecydowanie tradycjonalistycznego skrzywienia”. Powyższe zostało poparte Waszym dekretem, że od tej pory każda próba założenia nowego instytutu życia konsekrowanego w diecezji (na przykład aby przyjąć wygnanych członków powyższego zakonu) będzie nieważna bez uprzedniej “konsultacji” ze Stolicą Apostolską (to jest, de facto, zgody, która może i będzie wstrzymywana w nieskończoność). W ten sposób, w wymiarze dramatycznym uszczupliliście odwieczną autonomię biskupów w ich diecezjach, mimo że głosicie nową epokę “kolegialności” i “synodalności”.

Ponadto, biorąc na cel zamknięte zgromadzenia, wprowadziliście środki zmuszające do przekazania ich lokalnej autonomii na rzecz federacji zarządzanych przez eklezjalnych biurokratów, rutynowe przełamanie klauzury w celu zewnętrznej “formacji”, zarządzenie wejścia laikatu do klasztoru na eucharystyczną adorację, skandaliczną dyskryminację większości głosów w zgromadzeniach jeśli są “podeszłe wiekiem”, oraz ogólny wymóg dziewięciu lat “formacji” przed końcowymi ślubami, który z pewnością zdusi nowe powołania, zapewniając zamknięcie wielu z pozostałych do dziś klasztorów.

Panie, pomóż nam!

Nieuchronne zmierzanie w stronę przyjęcia do wnętrza Kościoła niemoralności seksualnej

Jednakże nic nie przewyższa arogancji i zuchwałości z jaką nieubłaganie zmierzaliście do nałożenia na Kościół powszechny zła tej samej praktyki, którą zaaprobowaliście jako arcybiskup Buenos Aires: świętokradczego udzielania Najświętszego Sakramentu osobom żyjącym w cudzołożnych “drugich małżeństwach” lub pozostającym w pożyciu nawet bez cywilnej ceremonii.

Niemal od chwili waszego wyboru promowaliście “propozycję Kaspera” – wielokrotnie odrzucaną przez Watykan za czasów Jana Pawła II. Kardynał Walter Kasper, ekstremalny liberał nawet wśród liberalnej niemieckiej hierarchii, od dawna żądał dopuszczenia do Komunii świętej rozwodników w “ponownych małżeństwach” w “pewnych wypadkach”, zgodnie z fałszywą “ścieżką pokuty”, która zapewniłaby im dostęp do Sakramentu przy dalszym pozostawianiu w cudzołożnych stosunkach seksualnych. Kasper należał do “grupy St. Gallen”, która lobbowała za Waszym wyborem, a następnie po królewsku nagrodziliście jego trwanie w błędzie, gdy rozradowana prasa określiła go mianem “teologa papieża”.

Rozpoczęliście przygotowywanie drogi ku Waszej niszczącej nowince przez coś co można nazwać jedynie demagogicznymi sloganami. Jak wskazywał Wasz manifest (Evangelii gaudium, 47) z listopada 2013 roku:

“Eucharystia, chociaż stanowi pełnię życia sakramentalnego, nie jest nagrodą dla doskonałych, lecz potężnym lekarstwem i pokarmem dla słabych. Przekonania te mają również konsekwencje duszpasterskie, nad którymi winniśmy się zastanowić z roztropnością i odwagą. Często zachowujemy się jak kontrolerzy łaski, a nie jak ci, którzy ją przekazują.”

To jawne odwołanie się do emocji czyni karykaturalnym godne przyjmowanie Najświętszego Sakramentu w stanie łaski, określając je “nagrodę dla doskonałych”, jednocześnie w sposób wywrotowy sugeruje że Kościół zbyt długo pozbawiał “słabych” eucharystycznego “pokarmu”. Stąd też Wasze, równie demagogiczne, oskarżenie że konsekrowani szafarze Kościoła działają okrutnie jako “kontrolerzy łaski zamiast ci, którzy ją przekazują”, odmawiając Komunii świętej “słabym” w opozycji do “doskonałych”, oraz że musicie zaradzić tej niesprawiedliwości z “odwagą”.

Jednakże, Święta Eucharystia nie jest oczywiście ani “pokarmem” ani “lekarstwem” usuwającym ciężki grzech. Wręcz przeciwnie, jej świadome przyjęcie w stanie takiego grzechu jest śmiertelne dla duszy i stanowi powód potępienia: “Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije” (1 Kor 11:27-29).

Jak każde dziecko, które przeszło właściwą katechezę, wie to Spowiedź jest lekarstwem, przez które leczy się grzech śmiertelny, podczas gdy Eucharystia (wspomagana przez regularne sięganie do Spowiedzi) jest pokarmem duchowym w celu utrzymywania i zwiększania stanu łaski po udzieleniu rozgrzeszenia, aby dana osoba nie popadła ponownie w grzech śmiertelny, lecz wzrastała w łączności z Bogiem. Jednakże, wydaje się że samo pojęcie grzechu śmiertelnego jest nieobecne w zbiorze Waszych formalnych dokumentów, wystąpień, komentarzy i obwieszczeń.

Nie pozostawiając wątpliwości co do Waszego planu, zaledwie parę miesięcy później, na “nadzwyczajnym konsystorzu w sprawie rodziny”, ustaliliście porządek w ten sposób, że nikt inny, jak tylko kardynał Kasper był jedynym umocowanym formalnie mówcą. Podczas jego dwugodzinnego przemówienia 20 lutego 2014 roku, które miało zostać zachowane w tajemnicy, ale przedostało się do włoskiej prasy jako “poufny” i “zastrzeżony” dokument – Kasper przedstawił swoją obłędną propozycję dopuszczenia pewnych publicznych cudzołożników do Komunii świętej, odwołując się bezpośrednio do Waszego sloganu: “sakramenty nie są nagrodą dla tych, którzy się dobrze sprawowali ani dla elity, z wyłączeniem tych, którzy najbardziej ich potrzebują [EG 47].”

Nie zachwialiście się od tej pory w waszej determinacji by nadać instytucjonalne ramy w Kościele ciężkiemu nadużyciu sakramentu Eucharystii, na które zezwoliliście w Buenos Aires. W związku z tym, wygląda na to że macie niewielki szacunek do sakramentu małżeństwa jako obiektywnej rzeczywistości przeciwstawionej temu co ludzie subiektywnie odczuwają w kwestii niemoralnych relacji, które Kościół nigdy za małżeństwo uznać nie może. W komentarzach, które same w sobie będą dyskredytować Wasz dziwaczny pontyfikat aż do końca czasu, oświadczyliście że “zdecydowana większość naszych sakramentalnych małżeństw jest nieważna”, podczas gdy pewne osoby żyjące bez małżeństwa mogą znajdować się w “prawdziwym małżeństwie” z uwagi na swą “wierność”. Czy owe komentarze nie stanowią przypadkiem przemyśleń Waszej rozwiedzionej i “poślubionej na nowo” siostry lub bratanka (a. siostrzeńca – przyp. tł.) w konkubinacie?

Stanowisko to, które znany kanonista słusznie nazwał “niedorzecznym” wywołało ogólnoświatowe protesty ze strony wiernych. Aby zmniejszyć zgorszenie “oficjalny tekst” watykański zmienił Wasze słowa ze “zdecydowanej większości naszych sakramentalnych małżeństw” na “część naszych sakramentalnych małżeństw”, pozostawiając jednakże bez zmian Waszą haniebną aprobatę niemoralnego współżycia jako “prawdziwego małżeństwa”.

Nie wydajecie się również zaniepokojeni świętokradztwem jakim jest otrzymywanie przez publicznych cudzołożników i konkubentów Ciała, Krwi, Duszy i Bóstwa Chrystusa w świętej Eucharystii. Jak powiedzieliście kobiecie z Argentyny, której daliście telefoniczną “zgodę” na przyjmowanie Komunii św. w cudzołożnym związku z rozwodnikiem: “nieco chleba i wina nie zaszkodzi”. Nigdy nie zdementowaliście relacji owej kobiety, a mogłaby ona pozostawać w zgodzie z Waszą odmową przyklękania przy Konsekracji lub przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, chociaż nie macie trudności przyklękania by ucałować nogi muzułmanom podczas Waszej groteskowej parodii tradycyjnego obrzędu mandatum Wielkiego Czwartku, który zarzuciliście. Byłaby ona również zgodna z Waszymi wypowiedziami wobec luteranki, w zborze luterańskim, który odwiedziliście w niedzielę, że dogmat o przeistoczeniu jest jedynie “interpretacją”, że “życie to coś większego niż wyjaśnienia i interpretacje” oraz że powinna “porozmawiać z Panem” czy przyjmować Komunię w Kościele katolickim – co później czyniła za Waszą wyraźną zachętą.

W zgodności z Waszym niewielkim poważaniem dla sakramentu małżeństwa pozostaje Wasza pospieszna i tajna “reforma” procedury stwierdzenia nieważności, którą narzuciliście Kościołowi bez konsultacji z żadną z kompetentnych watykańskich dykasterii. Wasze motu proprio Mitis Iudex Dominus Iesus tworzy ramy do faktycznego ogólnoświatowego młyna unieważnień z “szybką” procedurą i nieprecyzyjnymi nowymi podstawami przyspieszonej procedury nieważnościowej. Jak wprowadzający Waszą potajemnie skonstruowaną reformę wyjaśnił później, Waszą wyraźną intencją jest propagowanie wśród biskupów “nawrócenia, zmiany mentalności, która przekonuje ich i podtrzymuje w podążaniu za zaproszeniem Chrystusa, obecnego w ich bracie, biskupie Rzymu aby przejść od ograniczonej liczby kilku tysięcy stwierdzeń nieważności do nieokreślonej [liczby] nieszczęśników, którzy mogą uzyskać stwierdzenie nieważności…”

W ten sposób “biskup Rzymu wymaga od swych kolegów biskupów szerokiego wzrostu liczby unieważnień! Szanowany dziennikarz katolicki doniósł następnie o pojawieniu się siedmiostronicowej dokumentacji, w której urzędnicy Kurii “prawniczo ‘rozłożyli’ papieskie motu proprio… oskarżają Ojca Świętego o rezygnację z ważnego dogmatu i stwierdzają że wprowadził de facto ‘katolicki rozwód'”. Urzędnicy ci ubolewali nad tym co ów dziennikarz opisuje jako “‘eklezjalna dyktatura (Fuerherprinzip)’ rządząca z góry dołem poprzez dekret i bez żadnej konsultacji ani weryfikacji”. Ci sami urzędnicy obawiają się że “motu proprio będzie prowadzić do zalewu stwierdzeń nieważności oraz że od tej pory pary będą mogły po prostu wyjść bezproblemowo ze swojego katolickiego małżeństwa.” “Wychodzą z siebie i czują się zobowiązani przemówić…”

Jednakże jesteście konsekwentni w dążeniu do założonych celów. Na początku Waszego pontyfikatu podczas jednej z konferencji prasowych na pokładzie samolotu, podczas której po raz pierwszy ujawniliście swoje plany, oświadczyliście: “Prawosławni podążają za teologią ekonomii, jak ją nazywają, i dają drugą szansę małżeństwa [sic!], pozwalają na to. Uważam że kwestia ta powinna zostać przebadana.” Jak widać spędziliście ostatnie trzy i pół roku obmyślając jak wprowadzić w Kościele coś podobnego do praktyki prawosławia.

Szanowany kanonista, konsultant Sygnatury Apostolskiej ostrzegał że w rezultacie waszej bezgranicznej pogardy dla rzeczywistości sakramentalnego małżeństwa:

“kryzys (w greckim znaczeniu tego słowa) małżeństwa rozwija się w Kościele i jest to kryzys, który, jak wskazuję, będzie kulminował w obszarze małżeńskiej dyscypliny i prawa… Myślę że kryzys małżeństwa, który on [Franciszek] powoduje, doprowadzi do rozstrzygnięcia czy nauczanie Kościoła o małżeństwie, który każdy oświadcza że zachowuje, będzie w sposób konkretny i skuteczny, chronione w prawie Kościoła, czy też kanoniczne kategorie traktujące o doktrynie o małżeństwie zostaną tak zniekształcone (lub po prostu zarzucone) że nastąpi w istocie pozostawienie małżeństwa i życia małżeńskiego osobistej opinii i indywidualnemu sumieniu.”:

Amoris Laetitia: prawdziwy powód pozorowanego synodu

Kryzys ten osiągnął swoje apogeum po zakończeniu Waszego katastrofalnego “Synodu w kwestii rodziny.” Choć manipulowaliście tym wydarzeniem od początku do końca aby uzyskać zamierzony rezultat – Komunię Świętą dla publicznych cudzołożników w ‘pewnych wypadkach’ – wypadło ono poniżej waszych oczekiwań z powodu sprzeciwu konserwatywnych ojców synodalnych, których określiliście w sposób demagogiczny jako posiadających “zamknięte serca, które często ukrywają się nawet za nauczaniem Kościoła czy dobrymi intencjami w celu zajmowania miejsca na katedrze Mojżesza i osądzania, niekiedy z wyższością i powierzchownie, trudnych przypadków i zranionych rodzin.”

W brutalnym nadużyciu retorycznym porównaliście Waszych ortodoksyjnych przeciwników z grona biskupów do faryzeuszy, którzy praktykowali rozwód i “ponowne małżeństwo”, zgodnie z dyspensą Mojżesza. Tych samych biskupów, którzy bronili nauczania Kościoła przed faryzeuszami – i Waszymi własnymi projektami! Zaiste, wydaje się że zamierzacie przywrócić faryzejską aprobatę rozwodów poprzez “neo-mozaistyczną praktykę”.

Znany ze swojego zachowawczego podejścia w analizie spraw Kościoła, uznany dziennikarz katolicki protestował przeciw Waszemu karygodnemu zachowaniu: “Dla papieża krytykowanie tych, którzy pozostają wierni tej tradycji i określanie ich jako w pewien sposób bezlitosnych i przyłączających się do faryzeuszy o zatwardziałych sercach w opozycji do miłosiernego Jezusa, jest dziwaczne.”

W końcu “podróż synodalna”, którą chwaliliście, okazała się niczym innym jak tylko pozorem, ukrywającym przesądzoną konkluzję waszej przerażającej “adhortacji apostolskiej” Amoris Laetitia. W dokumencie tym Wasi współautorzy, zwłaszcza w Rozdziale VIII, zastosowali kunsztowną dwuznaczność aby szeroko otworzyć drzwi dla Komunii świętej dla publicznych cudzołożników poprzez zredukowanie prawa naturalnego zakazującego cudzołóstwa do “ogólnej zasady”, od której mogą istnieć wyjątki dla ludzi, którzy “mają wielkie trudności ze zrozumieniem jego przyrodzonych wartości” lub żyją “w konkretnej sytuacji, która nie pozwala jemu lub jej zachowywać się w inny sposób…” (AL 2, 301, 304) Amoris Laetitia jest przejrzystą próbą przemycenia złagodzonej formy etyki sytuacyjnej w sprawy moralności seksualnej, jak gdyby błąd mógł zostać w ten sposób ograniczony. Wasza wyraźna obsesja w kwestii legitymizacji Komunii świętej dla publicznych cudzołożników doprowadziła Was do zaprzeczenia stałemu nauczeniu moralnemu i związanej z nim ściśle dyscyplinie sakramentalnej Kościoła, potwierdzonej przez obu Waszych bezpośrednich poprzedników. Dyscyplina ta jest oparta o nauczanie samego Naszego Pana o nierozerwalności małżeństwa oraz o nauczanie świętego Pawła o Boskiej karze za niegodne przyjmowanie Komunii świętej. Cytując w tej kwestii Jana Pawła II:

“Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. Nie mogą być dopuszczeni do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa.

Pojednanie w sakramencie pokuty — które otworzyłoby drogę do komunii eucharystycznej — może być dostępne jedynie dla tych, którzy żałując, że naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są szczerze gotowi na taką formę życia, która nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa. Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów — jak na przykład wychowanie dzieci — nie mogąc uczynić zadość obowiązkowi rozstania się, „postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom” [Familiaris consortio, n. 84].

Zlekceważyliście płynące z całego świata prośby kapłanów, teologów i filozofów moralności, katolickich stowarzyszeń i dziennikarzy, a nawet paru odważnych kościelnych dygnitarzy pośród reszty milczącej hierarchii do wycofania się lub “wyjaśnienia” tendencyjnych wieloznaczności i jawnych błędów Amoris Laetitia, zwłaszcza w Rozdziale VIII.

Poważny błąd moralny obecnie wyraźnie zaaprobowany

Obecnie zaś, wychodząc poza zwodnicze użycie wieloznaczności, potwierdziliście w sposób wyraźny, zakulisowo, to co zaakceptowaliście w sposób dwuznaczny publicznie. Plan wyszedł na jaw wraz z ujawnieniem Waszego “poufnego” listu do biskupów rejonu duszpasterskiego Buenos Aires, gdzie, jako arcybiskup, już wcześniej zatwierdziliście masowe świętokradztwo w osiedlach (slumsach).

W liście tym pochwalacie dokument biskupów w kwestii “Podstawowych kryteriów zastosowania Rozdziału VIII Amoris Laetitia” – jak gdyby istniał jakiś obowiązek “zastosowania” owego dokumentu tak aby zaprowadzić zmianę w dwutysiącletniej dyscyplinie sakramentalnej Kościoła. Napisaliście:

“Ten dokument jest bardzo dobry i w sposób pełny wyjaśnia znaczenie rozdziału VIII Amoris Laetitia. Nie istnieją inne interpretacje.” Czy to przypadek, że ów dokument pochodzi z tej samej archidiecezji, gdzie, jak arcybiskup, przez długi czas aprobowaliście dopuszczanie publicznych cudzołożników i żyjących w konkubinacie do Komunii świętej?

To co wcześniej można było jasno wywnioskować obecnie zostało uczynione wyraźnym, a ci którzy uważali że Amoris Laetitia nic nie zmienia wyglądają teraz jak głupcy. Dokument, który obecnie pochwalacie jako jedyną poprawną interpretację Amoris Laetitia w sposób radykalny podważa doktrynę i praktykę Kościoła, której bronili Wasi poprzednicy. Po pierwsze, redukuje on do “opcji” moralny nakaz by rozwiedzione pary w “ponownych związkach” “żyły w całkowitej wstrzemięźliwości, to jest, powstrzymując się od aktów właściwym małżeństwom.” Według biskupów Buenos Aires – przy Waszej aprobacie – jest zaledwie “możliwa propozycja by podjęli wysiłek życia we wstrzemięźliwości. Amoris Laetitia nie pomija trudności związanych z tą opcją.”

Jak oświadczyła w sposób ostateczny Kongregacja Doktryny Wiary zaledwie 18 lat temu, podczas panowania Papieża, którego kanonizację ogłosiliście: “jeśli poprzednie małżeństwo dwóch rozwiedzionych wiernych, którzy zawarli nowe małżeństwo, było ważne, pod żadnym pozorem ich nowy związek nie może zostać uznany za zgodny z prawem, a zatem przyjmowanie sakramentów jest z istoty niemożliwe. Sumienie jednostki jest związane tą zasadą bez wyjątku”. Jest to stałe nauczanie Kościoła katolickiego od dwóch tysiącleci.

Ponadto, żaden proboszcz, a nawet biskup nie ma władzy by uznawać na tak zwanym “forum wewnętrznym” twierdzenie kogoś kto żyje w cudzołóstwie, że jego “sumienie” mówi mu, iż jego małżeństwo sakramentalne było rzeczywiście nieważne, ponieważ, jak dalej wskazała Kongregacja: “małżeństwo ma fundamentalny, publiczny, kościelny charakter i stosuje się zasadę nemo iudex in propria causa (nikt nie jest sędzią we własnej sprawie), sprawy małżeńskie muszą być rozwiązywane na forum wewnętrznym. Jeżeli rozwiedzieni członkowie laikatu uważają iż ich poprzednie małżeństwo było nieważne, są wtedy zobowiązani odwołać się do właściwego trybunału małżeńskiego tak aby kwestia ta została zbadana w sposób obiektywny i z uwzględnieniem wszelkich jurydycznych możliwości.”

Zredukowawszy nie znającą wyjątku normę moralną, zakorzenioną w Boskim objawieniu do opcji, biskupi Buenos Aires, cytując Amoris Laetitia jako ich jedyny autorytet w ciągu 2000 lat nauczania Kościoła oświadczają dalej: “w innych, bardziej złożonych okolicznościach, i kiedy nie jest możliwe uzyskanie stwierdzenia nieważności, opisana wyżej opcja nie musi być, w rzeczywistości, możliwa do zrealizowania.” Uniwersalna norma moralna jest w ten sposób spychana do kategorii zwykłej wskazówki, którą można odrzucić jeśli miejscowy kapłan uważa ją za “niemożliwą do zrealizowania” w pewnych, niedookreślonych “złożonych okolicznościach”. Czym dokładnie są owe “złożone okoliczności” i co “złożoność” ma do bezwzględnych norm moralnych mających podstawę w Objawieniu?

Wreszcie, biskupi dochodzą do katastrofalnego wniosku, który próbowaliście narzucić Kościołowi od początku “synodalnej podróży”:

“Pomimo to jest również możliwe podjąć drogę rozeznania. Jeśli ktoś dojdzie do wniosku że, w konkretnej sprawie, istnieją ograniczenia, które zmniejszają odpowiedzialność i zawinienie (por. 301-302), zwłaszcza jeśli osoba ocenia, że popadłaby w winę wynikową, krzywdząc dzieci z nowego związku, Amoris Laetitia otwiera możliwość dostępu do sakramentów Pojednania i Eucharystii (por. przypisy 336 i 351). Powyższe z kolei usposabia daną osobę do dojrzewania i wzrastania z pomocą łaski.”

Przy Waszej pochwale i aprobacie, biskupi Buenos Aires ogłosili po raz pierwszy w dziejach Kościoła, że niedookreślona grupa ludzi żyjąca w cudzołóstwie, może uzyskać rozgrzeszenie i otrzymać Komunię Świętą, pozostając dalej w takim stanie. Skutki są katastrofalne.

Prosimy o modlitwę za Ojca Świętego

źródło:

remnantnewspaper.com/…/2766-with-burni…

(w oryginalnym tekście odsyłacze do poszczególnych wypowiedzi Franciszka)

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s