“Monoteiści dobrej woli instynktownie chcą się jednoczyć” czyli podłoże obecnego synkretyzmu i profanacji

1. Całość opowieści pod podanym powyżej w cudzysłowie tytułem, cytowanej we fragmentach poniżej, znajduje się pod linkiem: www.nationalreview.com/…/muslims-christi…
Opowieść wpisuje się w propagowany obecnie przez modernistów nurt obejmujący m.in. bullę Misericordiae vultus ogłaszającą Rok Miłosierdzia, w której Franciszek apeluje “aby ten Rok Jubileuszowy, przeżyty w miłosierdziu, umożliwił spotkanie z tymi religiami [tj. judaizmem rabinicznym i islamem] oraz z innymi szlachetnymi tradycjami religijnymi”, ostatnie wypowiedzi Jorge Mario Bergoglio o przeżywaniu przez muzułmanów Roku Miłosierdzia w afrykańskich kościołach, wreszcie szeroko zakrojoną akcję goszczenia wyznawców islamu (a jak się okazuje niżej – także judaizmu), w modlitewnych czapeczkach, w pierwszych ławach podczas Eucharystii w ubiegłą niedzielę, zatem pozwolę sobie ją streścić. Ku przestrodze.

2. Pierwsza część opowieści dzieje się na przedmieściu Charleston, gdzie relacjonujący pan Frankowicz z “konserwatywnego” periodyku National Review, szukał najbliższego kościoła katolickiego celem odbycia Spowiedzi, co na wstępie zakłada że ma poczucie bycia katolikiem. Pomogła mu w powyższym trudnym zadaniu, jakże by inaczej, muzułmanka, która zapytała go grzecznie czy “nie zamierza mnie Pan zabić”, oferując się podwieźć gościa. Pan Frankowicz stopniuje napięcie, nie ujawniając z początku konfesji uczynnej niewiasty, pokazując swoją natomiast swoją nieufność i przełamujące ją, kształtujące kulturę spotkania wypowiedzi interlokutorki: “w końcu, to [śmierć] jest w ręku Boga”, “musimy być blisko Boga”. Ostatecznie podwieziony i poruszony pan Frankowicz pragnie wygłosić mowę o naturalnych więziach łączących chrześcijan i muzułmanów dobrej woli, ale brakuje mu głosu. Tu kończy się pierwsza część opowieści.

2. Druga część dotyczy rzeczy mniej banalnej i groźnej, w przeciwieństwie do rozmowy z uczynną niewiastą z Charleston, a mianowicie, jak pisze pan Frankowicz “gestu między-religijnej solidarności w następstwie uderzenia ataków dżihadu, które grozi pogłębieniem podziałów religijnych w Europie”. Chodzi oczywiście, w tłumaczeniu na ludzki język o masową promocję synkretyzmu w ubiegłą niedzielę czyli zaproszenie przez modernistycznych nie wierzących lub nie wiedzących czym jest Msza święta luminarzy posoborowych grup muzułmańskich, a nawet żydowskich do obecności na Najświętszej Ofierze, w pierwszym rzędzie, w czapkach na głowach, a w wypadkach ekstremalnych – z rodzajem poczęstunku, surogatu uczty odbywanej przez katolików (celowo nie piszę Eucharystii, bo osoba, która powyższe wymyśliła, to jest wymyśliła że muzułmanie też powinni dostać coś do jedzenia, zakładam że w sakrament Eucharystii po prostu nie wierzy). Przytoczę ją obszerniej aby dać obraz sposobu myślenia modernistycznego i synkretycznego oraz używanych argumentów.
W języku modernistycznym, tu oddajmy ponownie głos panu Frankowiczowi, były to “sceny międzyreligijnej solidarności w całej Francji z muzułmańskimi kobietami w nakryciach głowy i żydowskimi mężczyznami w kippot, tłoczącymi się w pierwszych ławkach katolickich katedr w Lille, Calais czy bazylice St. Denis, tradycyjnym miejscu spoczynku francuskich królów”.
Jak relacjonuje pan Frankowicz, cytując komunikat prasowy, w katedrze w Rouen doszło do wymiany uścisków dłoni między siostrą zakonną, która była obecna w kościele, w pobliskiej miejscowości podczas mordu religijnego na kapłanie a przybyłymi na Mszę muzułmanami, w paryskiej katedrze Notre Dame, przełożony paryskiego meczetu Dalil Boubakeue “w braterskim geście wobec Kościoła katolickiego powiedział że zwraca się “Urbi et Orbi”, odnosząc się do łacińskiego błogosławieństwa od dłuższego czasu utożsamianego z papieżem i znaczącego “do miasta i świata”.
Jak wskazuje dalej pan Frankowicz, w średniowieczu uznawano islam za herezję wypaczającą chrześcijaństwo i dziś chrześcijanie myślą “że muzułmanie mają błędną teologię, z pewnością w teorii. W praktyce jednak niektórzy muzułmanie szanują pewne istotne wartości chrześcijańskie wierniej niż niektórzy chrześcijanie, w zakresie w jakim Bóg pragnie ‘miłosierdzia, a nie ofiary’ (Oz 6,6) na ołtarzu wedle instrukcji Mojżeszowych w Księdze Kapłańskiej, lub, w powyższej kwestii, wedle Wprowadzenia Ogólnego do Mszału Rzymskiego Kościoła katolickiego.”
Innymi słowy – posoborowi ideolodzy doszli do kolejnej mądrości etapu. Nie Ofiara, nawet już nie uczta wiernych, tylko celebracja miłosierdzia. Jest to bardzo ciekawe spostrzeżenie, przyznam – które “zacofany”, nie postępujący z postępem katolik przywiązany do tradycyjnego rozumienia Mszy świętej mógłby przeoczyć. To nowy etap na drodze do pełnego synkretyzmu, a właściwie – indyferentyzmu, który być może serwowany będzie zdezorientowanym wiernym w kościołach, zgodnie ze starymi dyrektywami rewolucji przeciw Bogu i jej narzędzia w świecie. Przebieg Światowych Dni Młodzieży, które były wciąż jeszcze imprezą przejściową (bo trochę jednak wykraczały poza samo głoszenie sloganu miłosierdzia) powyższe potwierdza. Etap ten, jak zaraz zobaczymy ideologicznie, na poziomie “celebracji miłosierdzia” z muzułmanami zakotwiczony jest w nieszczęsnym Lumen Gentium 16, w rozdziale “Lud Boży” (“Plan zbawienia obejmuje także i tych, którzy uznają Stworzyciela, wśród nich zaś w pierwszym rzędzie muzułmanów, oni bowiem wyznając, iż zachowują wiarę Abrahama, czczą wraz z nami Boga jedynego i miłosiernego, który sądzić będzie ludzi w dzień ostateczny”), źródłem herezji twórczo go rozwijających internetowych kaznodziejów, z którego wyprowadza się w szczególności posoborowy konstrukt jedności (czy w wersji zachowawczej – unikalnego związku) religii monoteistycznych wywodzących się od Abrahama.

3. Trzecią część swojej opowieści pan Frankowicz poświęca niepożądanym skutkom islamskiego terroryzmu, który “zakłócił oparte na wzajemnym wsparciu relacje między pobożnymi muzułmanami (sic!) a pobożnymi chrześcijanami, wyznawcami religii abrahamicznej (sic!!!) oraz szeroko określonego kodeksu moralnego, któremu [religia ta] daje podstawy (…) Ramię w ramię, tradycyjni (sic!) chrześcijanie, muzułmanie i żydzi walczyliby w dobrej walce, w wojnie kulturowej. Nadzieje na przymierze między konserwatywnymi kulturalnie (sic!) chrześcijanami i muzułmanami zjednoczonymi w dobroczynności były znaczące. Zostały od tej pory w znacznym stopniu stłumione, ale nie całkowicie. Płomień nadal się pali tu i ówdzie: na zakurzonych drogach zachodniej Afryki w zeszłym roku, a teraz we wspaniałych kościołach Zachodniej Europy”.

Czysta ideologia masońska. Patrząc na obszerny materiał zdjęciowy z ubiegłej niedzieli – znajdująca niestety szerokie zastosowanie w eklezjalnej praktyce.
Poniżej w komentarzu przypominam słowa abp Izmiru (Smyrny) Bernardiniego, znającego doskonale realia islamskie, skierowane do papieża Jana Pawła II w roku 1999:
“MUZUŁMANOM NIE MOŻNA NIGDY POZWOLIĆ NA MODLITWĘ W KOŚCIELE KATOLICKIM, ALBOWIEM W ICH OCZACH JEST TO PEWNY DOWÓD NASZEJ APOSTAZJI.”


CAŁOŚĆ PRZEMÓWIENIA Germano Bernardiniego, arcybiskupa Smyrny z października roku 1999, wygłoszone m.in. do papieża Jana Pawła II:
“Ojcze Święty, Wasze Eminencje,
Mieszkam od 42 lat w Turcji, państwie w 99,9 % muzułmańskim, od 16 lat jestem arcybiskupem Izmiru (d. Smyrna – przyp. wł.) w Azji Mniejszej. Przedmiot mojej interwencji jest zatem przewidywalny: problem islamu w Europie dziś i w najbliższej przyszłości. (…) Moja interwencja to przede wszystkim pokorna prośba do Ojca Świętego. Celem zachowania zwięzłości i czytelności najpierw odniosę się do trzech wypadków, które (…) się wydarzyły.

1) Podczas oficjalnego spotkania w sprawie dialogu islamsko-chrześcijańskiego, w pewnym momencie pewien autorytet świata muzułmańskiego, powiedział spokojnie i w sposób pewny siebie: “dzięki waszym demokratycznym prawom, najedziemy was, dzięki naszym prawom religijnym, zdominujemy was”. Jesteśmy w stanie w to uwierzyć gdyż “dominacja” już się zaczęła poprzez petrodolary, używane nie do wspomagania ubogich [muzułmanów] w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, lecz do budowy meczetów i ośrodków kultury w krajach chrześcijańskich stanowiących cel muzułmańskiej migracji, także w Rzymie, centrum chrześcijaństwa. Czy nie widzimy w tym wszystkim czytelnego programu ekspansji i podboju?
2) Podczas innego spotkania islamsko-chrześcijańskiego, jak zwykle zorganizowanego przez chrześcijan, uczestnik ze strony chrześcijańskiej publicznie zapytał obecnych muzułmanów dlaczego nigdy nie zorganizowali choć jednego spotkania tego typu. Pewny siebie autorytatywny muzułmanin tam obecny odpowiedział dosłownie: “a dlaczego? nie możecie nic nas nauczyć i nie mamy się czego uczyć”. Dialog między głuchymi? Jest faktem że określenia takie jak “dialog”, “sprawiedliwość”, “wzajemność” czy koncepcje takie jak “prawa człowieka” i “demokracja” mają zupełnie inne znaczenie dla muzułmanów niż dla nas. Myślę że powyższe jest już dziś uznawane i przyznawane przez każdego.
3) W katolickim klasztorze w Jerozolimie był – a być może jest dalej – służący Arab – muzułmanin. Uczciwa i uprzejma osoba, był wysoko poważany przez zakonników ze wzajemnością. Pewnego dnia, wyraźnie przygnębiony, powiedział do nich: “nasi przywódcy spotkali się i postanowili że wszyscy ‘niewierni’ muszą zginąć, ale nie obawiajcie się, gdyż zabiję was tak że nie będziecie cierpieli”.
Wszyscy wiemy że musimy poczynić rozróżnienie między fanatyczną i pełną przemocy mniejszością oraz uczciwą, spokojną większością, ale owa większość na rozkaz dany w imię Allacha czy Koranu, zawsze ruszy zwarta i bez wahania. W każdym razie historia uczy nas że zdeterminowana mniejszość jest zawsze w stanie narzucić swój punkt widzenia milczącej, defetystycznej większości. Byłoby naiwnością zlekceważyć, lub jeszcze gorzej – uśmiechnąć się na powyższe trzy podane przeze mnie przykłady. Wydaje mi się że płynąca z nich dramatyczna nauka powinna stać się przedmiotem poważnej refleksji. Nie jestem pesymistą, mimo powyższych dowodów. Chrześcijanin nie może być pesymistą, gdyż Chrystus wstał z martwych i żyje. Jest Bogiem, w przeciwieństwie do innych proroków i tym podobnych. Ostateczne zwycięstwo będzie Chrystusowe, jednakże młyny Boże mogą mielić bardzo powoli i zwykle tak się dzieje. Jest On cierpliwy i czeka na nawrócenie grzeszników. W międzyczasie zapraszam Kościół do organizowania się i pracy na rzecz przyspieszenia nadejścia Jego Królestwa.
A teraz złożę poważną propozycję Ojcu Świętemu: zorganizowania tak szybko jak to możliwe, jeśli nie Synodu, to przynajmniej sympozjum biskupów i duszpasterzy wśród imigrantów, ze szczególnym uwzględnieniem muzułmanów, uwzględniając także udział przedstawicieli protestantów i prawosławnych. (…) Sympozjum miałoby posłużyć do zgłębienia problemu muzułmanów w krajach chrześcijańskich i znalezienia wspólnej strategii aby stawić czoło i rozwiązać ów problem w sposób chrześcijański i obiektywny. Niezbędne jest porozumienie co do zasad działania, nawet jeśli ich zastosowanie będzie się różnić w zależności od miejsc i osób. Nic tak nie szkodzi jak brak zgody co do zasad! Zakończę napomnieniem, które wypływa z mojego doświadczenia: MUZUŁMANOM NIE MOŻNA NIGDY POZWOLIĆ NA MODLITWĘ W KOŚCIELE KATOLICKIM, ALBOWIEM W ICH OCZACH JEST TO PEWNY DOWÓD NASZEJ APOSTAZJI. Dziękuję”

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s