Fiszki z Chestertona: świat przed Wcieleniem

o roli Żydów

“Z ludzkiego punktu widzenia jest w tym sensie prawdą to, że świat zawdzięcza Boga właśnie Żydom. Zawdzięcza Go wielu rzeczom, o które obwinia się Żydów, a może nawet wielu, którym są faktycznie winni. (…) Często mówi się z szyderczym uśmieszkiem, że Bóg Izraela był jedynie bogiem wojen, „zwykłym barbarzyńskim Panem Zastępów”, który rywalizował z innymi bogami tylko jako ich zazdrosny wróg. Otóż dobrze się stało dla świata, że był on bogiem wojen. Dobrze się stało dla nas, że dla całej reszty był on jedynie rywalem i wrogiem. Zwykła kolej rzeczy mogłaby bowiem sprawić, że jego wyznawcy aż nazbyt łatwo osiągnęliby rozpaczliwą porażkę uznania go za przyjaciela. Aż nazbyt łatwo byłoby im sobie wyobrazić, jak wyciąga ręce w geście miłości i pojednania, obejmując Baala i całując malowaną twarz Asztarte, i jak ucztuje wspólnie z innymi bogami; ostatni bóg, który sprzedał swoją gwiaździstą koronę za somęindyjskiego panteonu, nektar Olimpu albo miód Walhalli. Jego wyznawcom byłoby łatwo podążyć oświeconą drogą synkretyzmu i zlania wszystkich pogańskich tradycji w jedno. (…) Im lepiej naprawdę rozumiemy starożytne warunki, które przyczyniły się do ostatecznego kształtu kultury Wiary, tym więcej będziemy mieli realnego, a nawet realistycznego szacunku dla wielkości Proroków Izraela. Stało się tak, że podczas gdy cały świat stapiał się w jedną masę pomieszanych mitologii, jedno Bóstwo, nazywane plemiennym i ograniczonym, ocaliło właśnie ze względu na swój plemienny i ograniczony charakter pierwotną religię całej ludzkości. Tylko On był wystarczająco plemienny, by mógł być wszechobecny. Tylko On był ograniczony jak wszechświat. Krótko mówiąc, istniał pewien popularny pogański bóg o imieniu Jupiter-Ammon, ale nigdy nie istniał bóg o imieniu Jahwe-Ammon. Gdyby istniał, nie mogłoby nie być także innego boga o imieniu Jahwe-Moloch. Na długo przedtem, zanim liberalni i oświeceni kompilatorzy doszli do Jupitera, obraz Pana Zastępów, monoteistycznego stwórcy i króla, zostałby wypaczony nie do poznania, a On sam stałby się idolem o wiele gorszym niż jakikolwiek barbarzyński fetysz; mógłby upodobnić się do cywilizowanych bogów Tyru i Kartaginy.”

o dekadencji świata starożytnego

“Gdy cale społeczeństwo zaczęło się starzeć i nabywać doświadczenia, wyszła na jaw słabość mitologii, o której mówiliśmy już w poświęconym jej rozdziale. Okazało się mianowicie, że religia ta nie jest do końca religią. Czyli że, mówiąc inaczej, nie jest do końca rzeczywistością. Mitologia przypominała oszołomienie młodego świata obrazami i pojęciami, podobne do oszołomienia młodego człowieka winem albo miłością; było to coś nie tyle niemoralnego, co nieodpowiedzialnego, coś, co nie uwzględniało ostatecznej próby czasu. Mitologia była nieskończenie twórcza, dlatego też była nieskoń czenie naiwna. Należała do artystycznej części ludzkiej natury, ale nawet z artystycznego punktu widzenia stała się w końcu przeładowana i zagmatwana, Drzewa rodowe kiełkujące z nasienia Jupitera tworzyły nie las, ale prawdziwą dżunglę; roszczenia bogów i półbogów mógłby prędzej rozstrzygnąć prawnik albo zawodowy mistrz ceremonii niż zwykły poeta. Nie trzeba jednak dodawać, że dżungla ta nie tylko pod względem artystycznym stawała się coraz bardziej nieuporządkowana. Coraz jaskrawiej rozkwitał w niej kwiat zła, który tak naprawdę od samego początku jest częścią kultu natury, nawet jeśli kult ten wydaje się nie wiadomo jak naturalny. (…) Nie wierzę, że mitologia musi brać początek z erotyki. Wierzę natomiast, że na niej musi się zakończyć. I jestem pewien, że na niej właśnie się skończyła. Co więcej, nie chodzi tylko o to, że poezja stawała się coraz bardziej niemoralna; niemoralność stawała się też coraz trudniejsza do usprawiedliwienia. Greckie występki, orientalne występki, przebłyski odwiecznego horroru semickich demonów — wszystko to otaczało marzenia rozkładającego się Rzymu jak muchy krążące nad stertą gnoju”

o genezie wielości sekt i ateizmu

“W rutynowym porządku cywilizacji przychodzi taki moment, kiedy człowiek jest juz zmęczony zabawą w mitologię i udawaniem, że drzewo to dziewczyna albo że księżyc zakochał się w człowieku. Efekt tego znużenia jest wszędzie taki sam: widać go w braniu narkotyków i w piciu – w każdej formie dążenia do coraz większej dawki. Ludzie zaczynają szukać coraz dziwaczniejszych grzechów albo coraz bardziej zaskakujących nieprzyzwoitości, by pobudzić przesycone zmysły. Z tego samego powodu szukają szalonych orientalnych religii. Próbują znaleźć bodziec, który jak nóż kapłanów Baala pobudzi do życia ich uśpione nerwy. Chodzą pogrążeni we śnie jak somnambulicy i próbują się obudzić za pomocą koszmarów. (…) W tych anormalnych czasach ateizm stał się naprawdę możliwy, sam ateizm jest bowiem anormalny. Nie polega on jedynie na odrzuceniu dogmatu. Polega także na odwróceniu istniejącego w duszy podświadomego założenia: przekonania o tym, że świat postrzegany przez nią ma kierunek i sens.”

o kompromisie wyznawców materialistycznej (ewolucyjnej) i duchowej wizji świata

“Lukrecjusz, pierwszy ewolucjonista, który odważył się zastąpić ewolucją Boga, już wcześniej ukazał ludzkim oczom taniec błyskających atomów, na podstawie którego uznał kosmos za wytwór chaosu. Ale, moim zdaniem, to nie jego mocna poezja ani smutna filozofa umożliwiły ludziom przyjęcie takiej wizji świata. Umożliwiło im to poczucie bezsilności i rozpaczy, z jakim daremnie wygrażali gwiazdom, gdy widzieli, że najwspanialsze dzieło ludzkości powoli i nieuchronnie tonie w trzęsawisku. Łatwo było im wierzyć , że nawet akt stworzenia był tylko początkiem upadku, gdy widzieli, jak najcenniejszy i największej wagi wytwór ludzkości pada przygnieciony własnym ciężarem. Mogło im się wydawać, że wszystkie gwiazdy są spadającymi gwiazdami i że kolumny ich własnych dostojnych portyków uginają się jakby pod stopniowym naporem Potopu. Ludzie mający takie odczucia znajdowali dla ateizmu uzasadnienie, które w pewnym sensie wydaje się uzasadnione. Mitologia może się rozpłynąć, a filozofia zesztywnieć , ale gdyby za tymi zjawiskami kryła się jakaś rzeczywistość, to przecież mogłaby podtrzymać zapadający się świat. Bóg nie mógł istnieć , bo gdyby istniał, z pewnością właśnie w tym momencie podjąłby jakieś działanie i zbawił świat. Życie wielkiej cywilizacji toczyło się z nużącą zapobiegliwością, a nawet z nużącym dostojeń stwem. Koniec świata już nadszedł, ale najgorsze było to, że mógł się on nigdy nie skończyć. Osiągnięto wygodny kompromis dla wszystkich religii i mitów cesarstwa; uznano, że każda grupa może w wolności oddawać cześć swoim bogom, składając jedynie coś w rodzaju wyszukanego oficjalnego podziękowania tolerancyjnemu cesarzowi, przed którego oficjalnym wizerunkiem z przydomkiem Divus miała rzucić nieco kadzidła. Podobno członkowie jakiejś wschodniej sekty czy też tajnego bractwa zrobili gdzieś z tego powodu scenę, chociaż nikt nie mógł zrozumieć dlaczego.”

o wejściu chrześcijaństwa w świat antyku

“Mówili, jak się wydaje, że Bóg umarł i że oni sami widzieli, jak umierał. Można by uznać ich słowa za jedną z obłąkań czych manii wieku rozpaczy, gdyby niejakie ludzie ci nie wyglądali na specjalnie zrozpaczonych. Wyglądali wręcz na nienormalnie uradowanych, a jako powód podawali fakt, że śmierć Boga umożliwiła im jedzenie. Jego ciała i picie Jego krwi. Według innych pogłosek Bóg jednak nie był martwy; przed oczami zdumionych Rzymian przesuwał się jakby fantastyczny korowód pogrzebu Boga, w czasie którego najpierw słońce poczerniało, a potem martwa wszechmoc rozsadziła grób i powstała znowu niczym wschodzące słońce. Ale to nie dziwaczna historia przyciągała uwagę wszystkich; ludzie żyjący w tamtym świecie widzieli już tyle dziwnych religii, że można by nimi zapełnić dom wariatów. Uwagę przyciągał raczej ton tych szaleńców i rodzaj ich formacji. Byli oni zbieraniną barbarzyńców, niewolników biedaków i ludzi bez znaczenia, ale ich formacja była bojowa; trzymali się razem i mieli absolutną pewność, kto i co tak naprawdę należy do ich małego systemu. (…) Dla szaleńców, którzy przynieśli dobrą nowinę, wymyślono nowe tortury. Smutne i znużone społeczeństwo niemal odzyskało energię dzięki ustanowieniu pierwszych prześladowań religijnych. Nikt jeszcze dokładnie nie wie, dlaczego płaski świat pogaństwa zachwiał się tak mocno z powodu stojących w środku ludzi; oni jednak stoją absolutnie nieruchomo, podczas gdy świat i arena jakby kręcą się wokół nich. W tej mrocznej godzinie opromieniło ich światło, które nigdy już nie miało zostać przyć mione. Biały płomień przylgnął do tej gromadki jak nieziemska fosforescencja, wypalając swój ślad w zmierzchu historii i niwecząc wszelkie próby zaćmienia go oparem teorii i mitów; padł na nich strumień światła czy też piorun, którym świat sam ich uderzył, oddzielił i ukoronował, którym wrogowie dodali im blasku, a krytycy tajemniczości: aureola nienawiści wieńcząca Kościół Boga.”

(wszystkie cytaty – z książki “Wiekuisty człowiek”)

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s