Kryzys Kościoła w katechezie wstępnej Kiko Arguello

Cytowany już raport diecezjalny, krytyczny wobec Neokatechumenatu, pochodził z diecezji uznawanej za postępową. Neokatechumenat wyrósł zatem jako element próby sił dzisiejszych konserwatystów, będących wczorajszymi rewolucjonistami z elementami progresywnymi. Konserwatyzm Neokatechumenatu przejawia się w spojrzeniu na problemy społeczne – kwestie rodziny, małżeństwa, homoseksualizmu. Od strony doktrynalnej i liturgicznej jest to oczywiście formacja progresywna, protestantyzująca, całkowicie oddana zmianom posoborowym. A jednak dostrzegająca brak posoborowej wiosny Kościoła związany ze zbytnim progresywizmem niektórych kapłanów, opierając się przy tym na koncepcjach postępu w świecie współczesnym formułowanych przez M. MacLuhana. Co bowiem mówi Kiko o desakralizacji? (Dyrektorium DN, vol. 1, p. 39 i nast., wszystkie tłumaczenia z wydania anglojęzycznego 2012)

“(…) Jest oczywiste chrześcijanin sprzed 20 czy 30 lat, w obliczu tych dwóch typów ludzi (nowoczesnych tj. nie wierzących w ideologie, a jedynie w technikę oraz uważających religię za zło tego świata – przyp. tł.) , w obliczu rozwoju, który ma miejsce wokół niego, w obliczu tych dwóch typów ludzi, którzy nie chcą już go słuchać, uświadamia sobie kompleks niższości, albowiem jest członkiem Kościoła, który przechodzi trudny okres, który jest, prawdę powiedziawszy, monolityczny, nadal bardzo dogmatyczny, bardzo rytualistyczny, w którym nie ma prawie Słowa Boga, albowiem wszystko jest po łacinie, ponieważ czytanie Biblii jest praktycznie zabronione, Kościoła, w którym ludzie są żywienie przede wszystkim praktykami pobożnościowymi, takimi jak Najświętsze Serce Jezusa, nowenny, cześć dla świętych, itd. Taki człowiek posiada bardzo jurydyczną teologię (sic!) i bardzo słabą formację (…) Jest człowiekiem, który przeszedł ćwiczenia duchowe i być może udaje się do kapłana po kierownictwo duchowe, ale który znajduje się w bardzo słabej pozycji dania odpowiedzi na to, co zwaliło się mu na głowę: świat, który bardzo się zmienił, na który musi dać odpowiedź. (…)

Psychoanaliza wkracza do seminariów, wszystko zaczyna opierać się na technologii, odkrywa się dynamikę grupy, itd. Bowiem w przeciwnym wypadku ludzie nie zwrócą na ciebie uwagi i poważnie się nie zaangażują. A kiedy w końcu to sobie uświadomimy, bowiem psychoanaliza Freuda mówi, że religia jest rodzajem neurozy, możecie sobie wyobrazić… Kiedy to już sobie uświadomiliśmy, zapłaciliśmy już bardzo wielką cenę, bowiem pochyliliśmy się nad idolami tego świata i nie widać było wśród nich Jezusa Chrystusa. A kiedy pójdziesz porozmawiać z księdzem, może się wydarzyć, że nie mówi już do ciebie o Jezusie Chrystusie, lecz dokonuje wobec ciebie swoistej psychoanalizy. A potem dowiadujesz się, że Tom porzucił kapłaństwo, ożenił się i zaczął pracę jako psychiatra.(…)

Podsumuję pierwszy punkt: w Kościele zachodzi proces desakralizacji wypływający z próby odpowiedzi nowemu człowiekowi, który pojawia się wokół nas, zsekularyzowanemu, technicznemu, który nie chodzi już do Kościoła, wierzy w naukę, itd. Ludzie wewnątrz Kościoła próbowali, kierując się instynktem misyjnym, naśladować techniki tego człowieka aby pozyskać go dla Ewangelii. A stając naprzeciw człowieka socjalistycznego również naśladowali jego metody. I zdaliśmy sobie sprawę, że zamiast my katechizować ich, oni nas katechizowali.”

Zauważmy zgrabny zabieg Kiko, który ustawia się tu w obrębie autorytetu katechetycznego – nauczycielskiego Kościoła, krytykując jednocześnie, trafnie, porażki księży-robotników, marksistów czy innych progresywistów na poziomie duszpasterskim. Progresywiści ci należą zresztą do jednej z wymienionych przez Kiko grup ludzi nowoczesnych, to jest nie dbają o przekonania religijne i doktrynę. W przeciwieństwie do Kiko. Kiko bowiem, dość trafnie opisując proces desakralizacji, choć opisując go w sposób niepełny, nie uwzględniający jednego z kluczowych elementów tego problemu to jest burzenia granicy między sacrum a profanum (co pozostawałoby w sprzeczności z doktryną neokatechumenalną walczącą z zdefiniowaną w wygodny dla siebie sposób “religijnością naturalną” – por. Dyrektorium s. 51/52 i zawarte tam rozważania o Mszy, kościele, ołtarzu, kapłaństwie, etc.), “odczytuje na nowo” znaczenie słowa “dechrystianizacja” (p. 46).

“Dechrystianizacją” zajmowali się już w przeszłości papieże “przedsoborowi” zwłaszcza w obliczu, nie różniących się wiele charakterem, bardziej szybkością od zmian wieku XX, zmian zachodzących od końca XVIII stulecia, począwszy od breve “Quod aliquantum” Piusa VI. W encyklice “Quanta cura” z roku 1854 Pius IX pisał: “Dlatego też Nasi poprzednicy z apostolską mocą nieustannie opierali się bezecnym i niegodziwym knowaniom ludzi, którzy miotani jak fale rozszalałego morza, swoimi błędnymi wyobrażeniami, obiecywali wolność, podczas gdy będąc niewolnikami zepsucia, swoimi zwodniczymi opiniami i zgubnymi pismami usiłowali zburzyć fundamenty katolickiej religii i społeczeństwa świeckiego, zniweczyć wszelką cnotę i sprawiedliwość, zdeprawować umysły i serca wszystkich, a w szczególności odwrócić od właściwej moralności nieświadomą i niedoświadczoną młodzież i nikczemnie ją zepsuć oraz wciągnąć w sidła błędu, a wreszcie doprowadzić do tego, aby wykorzenieni zostali z łona Kościoła katolickiego”. Leon XIII w “Immortale Dei” wskazywał “dąży się zwykle do zupełnego wyparcia Kościoła, albo przynajmniej do skrępowania i poddania go pod jarzmo państwa. Ku temu celowi zmierza największa część zabiegów polityki. Ustawy, administracja państw, wychowanie młodzieży bezwyznaniowe, wywłaszczenie i zagłada zgromadzeń zakonnych, zabór doczesnego państwa papieży, wszystko to do tego dąży, żeby chrześcijańskie życie z korzenia podciąć, wolność Kościoła katolickiego ukrócić i inne jego prawa potargać”.

U Kiko “dechrystianizacja” jest utratą “poczucia chrześcijańskości” rozumianego oczywiście według Kiko. Jest to “jawny rozdźwięk między religią i życiem, który obserwujemy w ludziach.”

Tymczasem rozdźwięk ów nie jest wytworem postępu, ani XX-stulecia, lecz jest nieodłącznym skutkiem grzechu jaki towarzyszy człowiekowi na przestrzeni tysiącleci, o czym można przekonać się chociażby… z listów apostolskich św. Pawła. Kiko redefiniuje zatem w sposób fałszywy pojęcie “dechrystianizacji” i rozwija powyższe w sposób następujący. Jest to chodzenie na Mszę świętą “małych burżujów”, które nie ma wpływu na ich życie i przyjęte przez nich ideały. Ideały te Kiko zresztą wymienia – są to: “uczciwość w pracy, bezpieczeństwo dla rodziny, chęć posiadania telewizora, chęć zapewnienia dzieciom studiów uniwersyteckich, posiadania dobrego imienia, dobrego życia, próbowania unikania problemów.” (op. cit., p. 46) Jak głosi Kiko “taki człowiek prowadzi żałosne życie bez ryzyka” (p. 46), “dla niego pójście na Mszę pełni rolę środka uspokajającego (…) jest takim tchórzem, że nigdy nie poważy się ateistą, bo inni powiedzą, że to niewłaściwa rzecz, a poza tym obawia się, że może istnieć życie pośmiertne… chce się zabezpieczyć z każdej strony” (op. cit., p. 47). Człowiek taki “może mówić o Bogu na poziomie dewocyjnym, ale o Bogu na poziomie egzystencjalnym, historycznym, nie. Dlaczego? Bo w głębi serca nie jest chrześcijaninem.” (tamże, p. 47).

Powyższe twierdzenia Kiko, nie dość że całkowicie nieaktualne wobec postępującej ateizacji i dechrystianizacji w prawidłowym tego słowa znaczeniu, dzisiejszych czasów, przypominają zarzuty środowisk żydowskich o braku bezinteresowności w ratowaniu prześladowanych przez niemieckich narodowych socjalistów podczas II wojny światowej Żydów przez polskich chrześcijan, gdyż ci… robili to dla osiągnięcia zbawienia. Kiko w swoich katechezach obrał sobie jako szczególnie jako cel piętnowania “burżujskie” chodzenie na niedzielną Mszę świętą. “Wiele jest Mszy św. w parafiach, wiele przyjmowanych Komunii, ale nie znajdziesz tam przeżywanego chrześcijaństwa” (op. cit., p. 47).

Kiko, redefiniując pojęcie “dechrystianizacji”, przeprowadza atak na kult będący zewnętrznym wyrazem wiary. Piętnowanie wiary bez uczynków, które samo w sobie jest zabiegiem słusznym, wypływającym z listu św. Jakuba, służy zatem w istocie do ataku na zewnętrzny wyraz wiary (lex orandi) i wywrócenia tym samym starej zasady lex orandi – lex credendi – lex vivendi. Uderzenie następuje zatem w formy religijności, które w subiektywnej ocenie Kiko i Carmen nie przynoszą właściwych świadectw chrześcijańskiego życia. Jest to swoiste obwinianie uroczystej roty przysięgi koronacyjnej o to, że król okazuje się słabym, czy wręcz łajdakiem i się jej sprzeniewierzył. Lekarstwem na łajdactwo króla nie jest jednak zmiana roty przysięgi czy uproszczenie jej przekazu. Remedium na braki w warstwie uczynków nie jest zmiana bądź uproszczenie zasad wiary czy jej wyrażania w formie publicznego kultu. Wręcz przeciwnie, zaaplikowanie takiej kuracji prowadzi jedynie do rozwalenia podstawowego filaru chrześcijaństwa, tarczy, o której pisze św. Paweł (Ef 6, 11-16) – wiary, której uczynki, świadectwo życia są jedynie, choć niezbędnym uzupełnieniem.

Słowem-kluczem, którym Kiko i Carmen uzasadniają swoją walkę z rzekomym “rytualizmem” w liturgii, na którą uczęszczają mało wymagający “burżuje”, tradycyjnie pojmowanego kapłaństwa czy sacrum jest “religia / religijność naturalna”, którą Kiko ustawia sobie w roli przeciwnika jako atawistyczną pozostałość duchowości pogańskiej. Jak wskazuje (op. cit., p. 53) “proces dechrystianizacji, rozwód między chrześcijaństwem a życiem wypływa z faktu, że chrześcijaństwo zostało zinfiltrowane przez religijność naturalną. Aby zrozumieć jak to się stało narysujemy szkic historii zbawienia” – tu następuje sławetny diagram z dziurą między panowaniem Konstantyna a Soborem Watykańskim II.

Wprowadzane przez Kiko przy omówieniu pojęcia “dechrystianizacji” pojęcie “religijności naturalnej”, jak dodaje “zepsutej przez grzech”, Kiko obrazuje poprzez ilustrację, na której sfera sacrum, gdzie skupia się oddziaływanie wertykalne jest oddzielona od profanum, zaś wierny zbliża się do niej z obawą/strachem. Powyższe jest przeciwstawione sytuacji prawdziwego wiernego, gdzie “wszystko jest święte”. Oczywiście jest to założenie z gruntu fałszywe. Nie na darmo przestrzega jeden Apostoł “unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5,22), inny ostrzega przed przyjaźnią ze światem (Jk 4,4), zaś Chrystus wskazuje, że jego królestwo nie jest z tego świata (J 18,36), że większość świata będzie się weseliła, gdy jego uczniowie płakać będą (J 16,20), że są miejsca, gdzie należy strząsnąć proch z nóg i z których należy odejść (Łk 10, 10-11). Wszystko nie jest świętością, tak jak wszystko nie jest światłością.

Jak wskazuje Kiko w religii (religijności) naturalnej “świętością jest świątynia i wszystko z nią związane, ołtarz, kapłan, i wszystko co jest ofiarowane Bogu. W ten sposób tworzona jest wielka różnica między rzeczami, które są czyste i wszystkim innym co jest nieczyste” (op. cit., p. 51).

Krytyce poddane się także motywacje tych, którzy odczuwają potrzebę sacrum: “pomału, pomalutku rzeczy się komplikują, a religie degenerują. Ponieważ wiele ludzi idzie się modlić, prosić o coś i ofiarować coś w zamian, potrzebujesz by ktoś zaopiekował się świątynią. I umieszcza się tam kapłanów. Świątynia jest pełna ludzi, zwłaszcza, gdy przychodzą nieszczęścia. Pamiętam katastrofę w pobliżu Katanii, kiedy zaczęła się erupcja Etny. Rzeki lawy spływały ku wioskom, niszcząc wszystko na zawsze. Zatem wszystkie wioski wyprowadzały swoich świętych z kościołów i organizowały procesje z Najświętszym Sakramentem. I modlili się godzinami w tym celu: Panie, zatrzymaj lawę. (…) Wszyscy ludzie byli tam, modląc się aby lawa się zatrzymała. I zatrzymała się przed wioską. W takich sytuacjach każdy przyłącza się do modlitwy ku Bogu i czynią pokutę i proszę o przebaczenie ponieważ mówią, że Bóg jest rozgniewany. Myślą, że jeśli jest gniewny, wstrząsa wulkanem i ich karze. Tak jest we wszystkich religiach” (op. cit. , p. 50/51).

Zrównywanie włoskich katolików organizujących procesję z Najświętszym Sakramentem, zanoszących modły do Boga prawdziwego z wyznawcami Boga Dżdżu z ery przedkolumbijskiej samo w sobie może świadczyć o tym, że sam Kiko sam należy do opisywanej przez siebie powyżej grupy ludzi patrzących na wszystko w sposób naukowy. U katolika powinno się tu zapalić czerwone światło, podobnie jak szydzenie z tradycyjnych praktyk pobożnościowych przebłagalno-proszalnych, które “oświecony” Kiko zamierzył zastąpić nową, “lepszą”, hermetyczną, bo zarezerwowaną dla członków Drogi, duchowością neokatechumeńską. Co ciekawe, recenzenci dyrektorium Drogi dołożyli do powyższych wywodów Arguello swoisty “disclaimer” polegający na przypomnieniu… soborowej i posoborowej nauki o wartościach innych religii (m.in. Nostra Aetate).

Kiko przeciwstawia dalej nakreślony powyżej wizerunek religijności naturalnej swej wizji chrześcijaństwa. “W chrześcijaństwie nie ma świątyni, ołtarza ani kapłanów tak jak są rozumiani przez religijność naturalną. Nie ma żadnej świątyni w znaczeniu jednego unikalnego, świętego miejsca, gdzie dokonuje się święty kult, domu Bożego, gdzie mieszka on wyłącznie, podczas gdy reszta stanowi sferę profanum (…) W chrześcijaństwie świątynią jest Chrystus. A gdzie jest? W Kościele. Ale Kościół nie jest kamienną świątynią. Kościół to my chrześcijanie. Jesteśmy żyjącą świątynią Ducha.” (op. cit., p. 51). Na pierwszy rzut oka stwierdzenie wydaje się poprawne, a jednak czegoś w nim brakuje. Oczywiście świątynią jest Chrystus, jest w Kościele, chrześcijanin to świątynia Ducha Świętego. A jednak są w chrześcijaństwie domy Boże, święte, konsekrowane miejsca, gdzie dokonuje się Boży kult, gdzie Bóg mieszka – realnie obecny w Najświętszym Sakramencie, pod postacią Chleba i Wina. I mimo, że Kiko przeprowadza zestawienie chrześcijaństwa z religijnością naturalną, ten istotny wątek pomija, tak jak gdyby uważał go za element tej ostatniej, co wpasowuje się w inne cechy Neokatechumenatu, które wskazują, że Realna Obecność nie pasuje do wizji wiary katolickiej Arguello i Hernandez – co widać choćby w neokatechumeńskich celebracjach. “Nie podkreśla się jej” jak napisał jeden z uczestników neokatechumenatu na tym forum, a w rzeczywistości pomija, wręcz deprecjonuje.

Rozprawiwszy się ze świątynią Kiko przechodzi do rozprawy z ołtarzem: “w chrześcijaństwie nie ma ołtarza w znaczeniu jaki występuje w religii naturalnej – świętego kamienia, do którego nikt nie może podejść ani dotykać. Ci którzy przeżywają chrześcijaństwo na poziomie religii naturalnej mogą mieć doświadczenie w tej kwestii: kiedy udawaliście się na Mszę zatrzymywaliście się zawsze na tyle kościoła, a gdybyście siedli przy tabernakulum, czulibyście jak bicie waszego serca się zatrzymuje ponieważ zbliżyliście się do nietykalnego, miejsca, gdzie jest świętość. My chrześcijanie nie mamy takich ołtarzy ponieważ świętym kamieniem jest Chrystus, jedyny kamień węgielny. Dlatego możemy odprawiać Eucharystię na właściwym stole, na placu, w plenerze, czy gdziekolwiek się to nada. Nie posiadamy jakiegoś szczególnego miejsca, gdzie powinniśmy wyłącznie dokonywać celebracji” (op. cit., p. 51/52). Jest to kolejna półprawda, czyli nieprawda zmierzająca do deprecjonowania znaczenia Tabernakulum i Realnej Obecności. Jej ostrze jest skierowane w konsekrowane kościoły i poświęcone ołtarze jako relikty “religijności naturalnej”. Atak na ołtarz jest jednocześnie atakiem na Ofiarę, której pojęcie zastępuje się słowem “celebracja”. Recenzenci dyrektorium tekst katechezy pozostawili nietknięty, dodając jedynie przypisy prostujące, że jednak w Kościele istnieje ołtarz ofiarny, na którym jest składana ofiara Chrystusa.

Ołtarz, Ofiara, Tabernakulum to słowa, które Kiko kojarzą się z opisywanym w dalszej części katechez okresem przedsoborowej dziury – zdaniem Kiko regresu po wyidealizowanych czasach przedkonstantyńskich w religię/religijność naturalną, regresu trwającego 1650 lat. “Msza staje się wypełniona prywatnymi modlitwami kapłanów. Kanon jest pełen takich modlitw”, jest to ” dalekie odejście od wybuchu szczęścia i atmosfery świętowania”. “Odchodzimy bardzo daleko od Paschy, gdzie Bóg wkracza pociągając ludzi ku niemu. Jest teraz dokładnie odwrotnie i Msze są przeżywane jakby były uprzejmością wyświadczaną Bogu (…) Msza staje się rodzajem magicznego lekarstwa na wszystko. Pojawiają się ołtarze boczne, gdzie każdy kapłan odprawia “swoją” Mszę. (…) W obliczu tego wszystkiego praktycznie znika zgromadzenie – wspólnota która raduje się Eucharystią i ucztą” “Pierwotna Eucharystia była stopniowo okrywana zasłonami, które przyćmiły jej światło” (op. cit.)

Wg Kiko i Carmen motorem, bodźcem uczestnictwa w Mszy św. “zwykłych” katolików jest strach, zaś “chrześcijaństwo” przeciwstawiają oni wprost katolickim praktykom religijnym: “Jeśli zbudujesz wielką świątynię, będą mogli ujrzeć Boga na poziomie naturalnej religijności, ale niekoniecznie Boga Jezusa Chrystusa. Jezus Chrystus uczynił się jednym z ludzi. To w chrześcijanach spotykasz Jezusa Chrystusa. Dlatego jest oczywiste, że możesz spotkać Boga na poziomie naturalnej religijności z tego powodu, że boisz się zwolnienia z pracy lub choroby i z tego powodu idziesz do świątyni, ale jest bardzo możliwe, że nigdy nie widziałeś żadnego chrześcijanina. Idziesz by nawiedzić Najświętszy Sakrament i dokonujesz tak jak muzułmanin pewnych religijnych rytuałów” (op. cit, p. 58). Zauważmy ponownie obecne w katechezach Kiko zrównywanie czci oddawanej Bogu prawdziwemu – rytuałom fałszywej religii.

Zdaniem Kiko i Carmen pozostałością “religijności naturalnej” w Kościele jest również tradycyjnie pojmowane kapłaństwo. Promują oni (co jest typowe dla ruchów zrodzonych z rewolucji luterskiej) powszechne kapłaństwo wiernych: “Nie posiadamy również kapłanów w znaczeniu religijności naturalnej, to jest ludzi oddzielonych od innych, aby w naszym imieniu mogli kontaktować się z bóstwem. W chrześcijaństwie jedynym i wiecznym kapłanem, który za nami pośredniczy jest Chrystus (zob. List do Hebrajczyków). A ponieważ jesteśmy jego Ciałem, wszyscy jesteśmy kapłanami. Zatem cały Kościół jest kapłaństwem i wstawia się za światem (powszechne kapłaństwo wiernych). To prawda, że takie kapłaństwo uwidacznia się w duszpasterzowaniu i istnieją pewni bracia, którzy zostali wyświęceni jako słudzy tegoż kapłaństwa, ministrowie kapłaństwa Chrystusowego, którzy działają w “osobie Chrystusa Głowy”, którzy są znakiem Chrystusa głowy (kapłaństwo duchowne). W Nowym Testamencie nie używa się słowa “kapłan”, chyba że odnosi się do Chrystusa i chrześcijan. Wobec tych, których nazywamy “kapłanami” używa się określeń “duchowni”, “prezbiterzy”, “biskupi”, etc.” (op. cit., p. 52). Powyższy typowo protestancki wywód recenzenci opatrzyli przypisem wyjaśniającym, że jednakowoż “prawdziwe kapłaństwo Chrystusowe uobecnia się poprzez stan kapłański bez pomniejszania unikalnego charakteru kapłaństwa Chrystusa”. Zdziwiłby się również św. Tomasz z Akwinu, że jego myśl wyrwana z komentarza do Listu do Hebrajczyków “Chrystus jest prawdziwym kapłanem, pozostali są jego ministrami” została umieszczona jako listek figowy wypowiedzi uderzającej wprost w stan kapłański.

Równolegle, w katechezie następuje idealizowanie pierwotnego Kościoła (p. 54), abstrahujące od treści Nowego Testamentu, wskazujące na “panowanie” i “niewolę grzechu” (Rz 3,9; 7,14), “wzniecanie sporów i zgorszenia przeciw nauce (apostolskiej)” (Rz 16,17), “rozpustę, jaka nie zdarza się nawet wśród pogan”, pychę (1 Kor 5,1-2), wzajemne oskarżenia przed niewierzącymi (1 Kor 6,6), niewłaściwe korzystanie z charyzmatów (1 Kor 14), “wprzęganie się w jedno jarzmo z niewierzącymi” (2 Kor 6,14), postępowanie godne wrogów krzyża (Flp 3,17) czy wreszcie, kończąc to przykładowe wyliczenie, piętnowane przez apostoła Pawła próby nawrotu do judaizmu (Flp 3, 2-3).

Powyższemu Kiko przeciwstawia (p. 54) fałszywą, wyidealizowaną wizję: “Kościół pierwotny ukazuje się jako małe społeczności chrześcijańskie, w których Chrystus jest żywy dzięki Duchowi Świętemu (…) Zniszczył w nich ciało grzechu, egoizmu i dał im swoje własne życie, nowe życie, które Ojciec mu dał i które może przekazać innym, czyniąc ich dziećmi Boga, swoimi braćmi i siostrami. To właśnie tworzyło Kościół pierwotny. Ten Kościół tworzy mocne znaki wiary i skłania pogan by mówili: popatrz jak siebie kochają. Ponieważ naturą tego Ducha jest miłość. Ale nadchodzi historyczna chwila, spowodowana przez znaki pochodzące od tych wspólnot, w której cesarz Konstantyn ogłasza pokój dla Kościoła (314)” (op. cit., p. 54). Utopijna wizja Kiko się kończy, choć Kościół trwa i nadal męczennicy jak dawniej stają się jego zasiewem, doktorzy i wyznawcy głoszą wiarę. No, ale dla Kiko zaczyna się okres skażenia, w którym “masy wchodzą do Kościoła z całą swoją religijnością naturalną, ze wszystkimi swoimi religijnymi schematami.”

Obok “rytualistycznej” liturgii i “klerykalnego” kapłaństwa Kiko uderza również w dogmatyczność wiary “nadal nosimy na sobie szatę z Pierwszej Komunii pod naszą koszulą. Ona jest ciasna. Czym jest ta ciasna szata? Dziesięć przykazań, wiara w dogmaty i niewiele więcej. Dziesięć przykazań? Nie kradnij, nie zabijaj, itd. Zachowuję je. Wiara w dogmaty? Nie rozumiem z niej ani słowa, ale wierzę. Wierzę we wszystko co Święta Matka Kościół mi przekazuje. Że Chrystus umarł za nasze grzechy? Wierzę w to. Żeby chodzić do Spowiedzi teraz i potem? Oczywiście, że tak. Wszyscy jesteśmy bardzo burżuazyjni i wygodni, zazwyczaj chodzimy na niedzielną sumę.” (op. cit., p. 47). “Wkraczamy w cudowną epokę, w której bycie chrześcijaninem nie będzie oznaczało jedynie przyznawania się do pewnych prawd. Chrześcijaństwo nie jest zbiorem prawd, które istnieją stale, w które musisz wierzyć i odkrywać jak gdyby Bóg był statyczną istotą. Kościół jest wydarzeniem, które kroczy naprzód (…) Kościół jest wydarzeniem mającym miejsce w dziejach.” (p. 56)

Kiko snuje wizję konsekwencji krytykowanego sposobu postępowania – syn człowieka o opisanych wyżej ideałach i praktykach, “małego burżuja”, który twierdzi że “nie jest Chrystusem, ani świętym” “staje się lewicowcem albo hipisem i ojciec jest przerażony” (p. 47). Co ciekawe w krytyce “burżuazyjnego” podejścia “nie jestem Chrystusem ani świętym” widać jedną z niekonsekwencji doktryny neokatechumenatu, która twierdzi jednocześnie, że nie da się nie unikać grzechu.

Od desakralizacji i dechrystianizacji, która jak uważa Kiko, rozpoczęła się wraz z “konstantyńską dziurą” to jest trwała przez przytłaczającą większość dziejów Kościoła, Kiko przechodzi do omówienia swojego pojmowania kryzysu w Kościele. Według niego przyczyną jest brak znaków ze strony chrześcijan. Kiko ponownie odwołuje się tu do krytyki religijnych rytuałów: “Idziesz by nawiedzić Najświętszy Sakrament i dokonujesz tak jak muzułmanin pewnych religijnych rytuałów. Wypełniasz obowiązki religijne wobec Boga, podobnie jak muzułmanin, który chodzi do meczetu. Ale w momencie, wktórym strach mija, ponieważ rytuały wykonywane z obowiązku są raczej nudne, a wszyscy jesteśmy leniwymi ludźmi, rośnie twoja oziębłość i wracasz do swoich dawnych nawyków.
W chrześcijaństwie nie ma tego problemu. W naturalnej religijności potrzebujesz kapłana z piękną sutanną, aby przewodniczył dla ciebie aktowi kultu. A jeśli pewnego dnia dowiesz się, że ten kapłan odszedł z kobietą, będziesz bardzo zgorszony. W chrześcijaństwie wiara jest czymś innym. To jest coś zupełnie innego, gdy spotykasz Jezusa Chrystusa poprzez chrześcijanina. To nie jest tylko kwestia wykonywania rytuałów, to coś innego. Z czego wziął się kryzys wiary? Z faktu, że znaki wiary były niewidoczne” (Dyrektorium, p. 58). Widać tu po raz kolejny całkowite pomieszanie pojęć. Spotkanie Jezusa Chrystusa przez chrześcijanina jest przecież czymś innym niż spotkanie Jezusa Chrystusa przez kapłana, w sakramentach i modlitwie Kościoła. Jedno drugiego nie wyklucza, co więcej bez tego kapłana w sutannie możliwość spotkania Jezusa Chrystusa jest bardzo ograniczona – ogranicza się w zasadzie do środków jakimi dysponują protestanci. Ponadto, Kiko chce zastąpić nielubianego kapłana w sutannie, który odchodzi w jego anegdocie z kobietą, i w ten sposób rzekomo wywołuje kryzys wiary, świeckimi katechistami i dającymi świadectwo, którzy jako osoby grzeszne mogą przecież, nawet po okresie cudownego świadectwa, spowodować to samo. Dlaczego świecki neokatechumen ma być w tym zakresie lepszy od katolickiego kapłana? Dlaczego Kiko demontuje i deprecjonuje kapłaństwo w imię swojej utopii?

To groźne pomieszanie pojęć i płaszczyzn wiary widać również dalej: “my chrześcijanie pijemy krew Chrystusa. Krew chrześcijan jest tożsama z samą zbawienną krwią Jezusa Chrystusa. Ta rzeczywistość musi dotrzeć do każdej z epok. To co zdarzyło się na Kalwarii raz na zawsze musi być powtarzane w każdym pokoleniu.” (op. cit., p. 60). Jest powtarzane, drogi Kiko, w każdej z epok, na ołtarzach, ale to powtórzenie do Kiko i Carmen nie przemawia, zastępuje je zatem własną koncepcją. Mesjaszem jest u Kiko człowiek. To on musi powtórzyć na swój sposób ofiarę Kalwarii, ta powtarzana w kościołach schodzi na dalszy plan. “Ponieważ jesteś kapłanem dla świata, aby ci ludzie, którzy mają fałszywe wyobrażenie Boga, którzy wierzą w Boga religii, dawcę sprawiedliwości, który, jak tylko się poruszyć, uderza cię w głowę laską, odkryli w tobie Boga Jezusa Chrystusa.” (op. cit., p. 60)

“Co musi zrobić chrześcijanin żeby ludzie zobaczyli Chrystusa? Może dużo się modlić? Żydzi i muzułmanie też wiele się modlą, także buddyści. A mimo to nie są znakiem Jezusa Chrystusa (…) Być sprawiedliwym społecznie i pomagać bliźnim? Marksiści także to czynią, a jednak nie są znakiem Jezusa Chrystusa. Jak Kościół czyni Jezusa Chrystusa widzialnym? Dając pociechę na życie po śmierci w sensie naturalnej religijności? Wiele religii tak czyni i nawet wtedy nie są znakiem Jezusa Chrystusa.” (op. cit., p. 59). Kiko pomija, iż buddyści, podobnie jak żydzi, nie mogą być znakiem Jezusa Chrystusa, bo Jezusa Chrystusa nie wyznają. Kościół nie daje pociechy na życie po śmierci, głosi i przekazuje życie wieczne. Znaki i świadectwa neokatechumenów, bądź największa nawet chuć do kobiet kapłanów w sutannach niewiele tu zmienią.

Kiko idzie dalej w swojej własnej ideologii, kwestionując nawet Sąd Ostateczny: ” W wielu religiach istnieje sens życia jako próby przed sądem ostatecznym kończącym się karą dla złych i nagrodą dla dobrych. Chrześcijaństwo jest czymś więcej. Chrześcijaństwo utrzymuje, że zostaliśmy już osądzeni i że sąd nad wszystkimi grzechami został dokonany na krzyżu Jezusa Chrystusa, który przebaczył nam wszystkim. Bóg już osądził grzechy ludzi. Wiecie jaki był wyrok Boga wobec tego człowieka, który ukradł wam tysiące dolarów i pozostawił was na ulicy, albo wobec tego, który wyrządził wam tak wiele krzywdy? Przebaczenie i miłosierdzie.” (op. cit., p. 59)

Reasumując, Neokatechumenat dostrzega kryzys w Kościele, wiąże go jednak ze zmianą świadomości współczesnego człowieka i skażeniem Kościoła tzw. religijnością naturalną powodującą dechrystianizację w rozumieniu Kiko to jest… zjawisko, które występuje przez 2000 lat dziejów Kościoła i będzie występowało dalej z uwagi na zwykłą ludzką słabość, a mianowicie rozdźwięk między zasadami wiary katolickiej i życiem katolików. Teoria Kiko, że akurat obecnie przyczynia się on do kryzysu Kościoła jest tak samo przekonywająca jak jego wywody o wyższości grzesznego neokatechumena nad grzesznym kapłanem i wyższości świadectwa (uczynków) nad dogmatami i kultem i tradycyjną pobożnością katolicką, która, wedle Kiko nie różni się od tej żydowskiej czy buddyjskiej. Podobnie winienie za trwający kryzys w Kościele, który w ramach posoborowych zmian epatuje miłosierdziem, charyzmatami i uproszczonym “kerygmatem”, upodabniając się w tym do protestanckich organizacji wyznaniowych, Kościele w którym cele duszpasterskie rozgrzeszają z zapominania o dogmatach, “religijności naturalnej” jest, jak pokazuje samo życie, diagnozą błędną.

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s