ABC posoborowia (F) – “faryzeizm”

“Pewnie niektórzy z was to pamiętają. Nie wolno było nawet napić się kropelki wody. A przy myciu zębów trzeba było uważać, by nie połknąć wody. Ja sam kiedyś jako młody chłopak spowiadałem się z tego, że przystąpiłem do komunii, choć zdawało mi się, że jakiś łyczek wody wpadł mi do środka. To prawda. Gdy Pius XII zmienił dyscyplinę, już odezwały się głosy: «Herezja! Tak nie może być! Naruszył dyscyplinę Kościoła!». Tylu faryzeuszy się zgorszyło, że Pius XII uczynił jak Jezus: dostrzegł ludzką potrzebę. Biedni ludzie cierpiący w upale. Księża, którzy odprawiali trzy Msze, ostatnią o pierwszej po południu, na sucho. Taka była kościelna dyscyplina. I tacy byli faryzeusze z tym swoim rygoryzmem: sztywni na zewnątrz, a w środku, jak powiedział Jezus, przegnici, słabi aż do zgnilizny. Mroczni w sercu” (Franciszek, 15.12.2014 r. – za: pl.radiovaticana.va/…/pol-840622)

Powyższy cytat jest jedną z wielu wypowiedzi Jorge Mario Bergoglio dotyczących faryzeizmu. Ich częstość jest tak znaczna, że skłoniła środowiska posoborowia do sformułowania dość ogólnej diagnozy “Benedykt XVI obawiał się, że ze świata do Kościoła przesiąka relatywizm. Franciszek wychodzi z założenia, że o wiele groźniejszy jest faryzeizm.” (Tygodnik Powszechny, za: tygodnik.onet.pl/…/m1t28)

W wypowiedziach Jorge Mario Beroglio słowo faryzeizm przeplata się często z określeniem “pelagianizm”. I tak np. podczas podróży apostolskiej do Brazylii Franciszek tak mówił 28.07.2013 r. do przywódców konferencji episkopatów Ameryki Łacińskiej o głównych jego zdaniem tamtejszych zagrożeniach Kościoła (en.radiovaticana.va/…/en1-714819): “Rozwiązanie pelagiańskie. Co do zasady pojawia się jako forma restoracjonizmu. Przy rozwiązywaniu problemów Kościoła poszukuje się rozwiązania czysto dyscyplinarnego poprzez restaurację przestarzałych zwyczajów i form, nawet na poziomie kultury, które już dłużej nie posiadają własnego znaczenia. (…) Zwykle pojawia się w małych grupach oraz niektórych nowych zgromadzeniach religijnych i polega na skłonnościach do doktrynalnego lub dyscyplinarnego “bezpieczeństwa”. Zazwyczaj jest statyczny, choć posiada zdolność do inwersji poprzez procesu regresu. Próbuje “odzyskać” utraconą przeszłość.”

J. M. Bergoglio rozwinął powyższą myśl w adhortacji Evangelii gaudium, pisząc (par. 93-97 – w2.vatican.va/…/papa-francesco_…): “Światowość duchowa, kryjąca się za pozorami religijności, a nawet miłości Kościoła, polega na szukaniu chwały ludzkiej i osobistych korzyści zamiast chwały Pana. To Jezus zarzucał faryzeuszom: «Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga?» (J 5, 44). (…)

Ponieważ łączy się ze staraniem o zachowanie pozorów, nie zawsze towarzyszą jej grzechy publiczne i na zewnątrz wszystko wydaje się poprawne. Gdyby jednak przeniknęła do Kościoła, «byłoby to nieskończenie bardziej bolesne niż cała zwykła moralna światowość». Światowość ta może się umacniać na dwa dogłębnie powiązane ze sobą sposoby (…) Drugim jest pochłonięty sobą prometejski neopelagianizm ludzi, którzy w ostateczności liczą tylko na własne siły i stawiają siebie wyżej od innych, ponieważ zachowują określone normy, albo ponieważ są niewzruszenie wierni pewnemu katolickiemu stylowi czasów minionych. Owo domniemane bezpieczeństwo doktrynalne czy dyscyplinarne prowadzi do narcystycznego i autorytarnego elitaryzmu, gdzie zamiast ewangelizowania pojawia się analiza i krytyka innych, a zamiast ułatwiania dostępu do łaski – traci się energię na kontrole. (…)

Ta ponura światowość ujawnia się w wielu postawach pozornie przeciwstawnych, ale z tym samym roszczeniem do «zdominowania przestrzeni Kościoła». U niektórych zauważa się ostentacyjną troskę o liturgię, o doktrynę i prestiż Kościoła, ale nie przejmują się oni rzeczywistym wprowadzeniem Ewangelii w życie Ludu Bożego i w konkretne potrzeby dziejowe. W ten sposób życie Kościoła zamienia się w obiekt muzealny albo własność niewielu. (…)

Zabawiamy się chełpliwie, rozmawiając o tym, «co się powinno robić» – to grzech: «powinno się robić» – jako mistrzowie duchowi i eksperci duszpasterstwa, którzy dają instrukcje, pozostając na zewnątrz. Pobudzamy naszą wyobraźnię bez granic i tracimy kontakt z bolesną rzeczywistością naszego wiernego ludu. Kto popadł w tę światowość, spogląda z wysoka i z daleka, odrzuca proroctwo braci, dyskredytuje stawiających mu pytania, podkreśla nieustannie błędy innych i ma obsesję na punkcie pozorów (…) Jest to straszliwe zepsucie z pozorami dobra. Trzeba go unikać, kierując Kościół na drogę wyjścia poza siebie, na misji skoncentrowanej na Jezusie Chrystusie i zaangażowania na rzecz ubogich. Niech Bóg nas wybawi od tego Kościoła światowego, udrapowanego duchowością i przykrywkami duszpasterskimi! Tę duszącą światowość leczy się, rozkoszując się czystym powietrzem Ducha Świętego, który nas uwalnia z trwania w koncentracji na samych sobie, ukrytych za religijną fasadą pozbawioną Boga.”

Faryzeizm i (neo)pelagianizm w wypowiedziach Franciszka stanowią elementy wciąż krytykowanej triady, którym ostatnim składnikiem jest klerykalizm. Z wypowiedzi Franciszka krytyka faryzeizmu jako rzekomo głównego dziś problemu w Kościele przesiąka do mediów katolickich i quasi-katolickich, przy czym przywoływanym jej wsparciem jest ewangeliczna przypowieść o faryzeuszu i celniku. Sens owej przypowieści całkowicie się wywraca, zapominając, że celnik odchodzi usprawiedliwiony nie dlatego, iż jest celnikiem, lecz, że w przeciwieństwie do faryzeusza dostrzega własną grzeszność. Z drugiej strony faryzeusz odchodzi bez usprawiedliwienia nie dlatego, że jest faryzeuszem czyli szanuje Prawo, lecz dlatego, że pogardza celnikiem, a za tym grzeszy pychą. Podobnemu wywróceniu ulegają inne fragmenty Ewangelii, np. wskazuje się że Jezus wolał jadać z celnikami i cudzołożnicami niż z faryzeuszami, nie jednak dlatego że akceptował ich zachowanie, lecz aby im powiedzieć jak niewieście, którą próbowano ukamienować: “idź i nie grzesz więcej”.

Jak warto odnotować wśród paradoksów okresu posoborowego – jeden z ulubionych kaznodziejów Franciszka R. Cantalamessa, OFM Cap. (kaznodzieja domu papieskiego – tu z ręką nad klęczącym kard. Bergoglio w słynnym “namaszczeniu duchem” ze strony protestanckiego kaznodziei – www.katholisches.info/…/Bergoglio-l%C3%…) trafnie zauważa, że w obecnej sytuacji “wczorajsi celnicy stali się dzisiejszymi faryzeuszami” (www.catholic.org/featured/headline.php):

“W kulturze obciążonej wiarą i religijną praktyką jak w ówczesnej Galilei i Judei, obłuda polegała na afiszowaniu się przestrzeganiem prawa i świętością ponieważ owe rzeczy zyskiwały aplauz. W naszej dzisiejszej zsekularyzowanej i liberalnej kulturze, wartości się zmieniły. To co się docenia i co otwiera drogę do sukcesu jest przeciwieństwem wartości tamtego czasu – to odrzucenie tradycyjnych norm moralnych, niezależność, wolność jednostki. Dla faryzeuszy kluczowym słowem było “przestrzeganie” norm; dziś dla wielu takim słowem jest ich “przekraczanie”. Powiedzenie, że autor, książka lub przedstawienie jest “narusza zasady” jest dziś jednym z najbardziej pożądanych komplementów. Innymi słowy, powinniśmy dzisiaj odwrócić znaczenia aby odkryć oryginalną intencję [Pana Jezusa – przyp. wł.] Wczorajsi celnicy są nowymi faryzeuszami dnia dzisiejszego! Dziś celnik, grzesznik mówi do Boga: “Dzięki ci Panie, że nie jestem jednym z tych wierzących faryzeuszy, obłudników i nietolerancyjnych, którzy przejmują się postem, ale w rzeczywistym życiu są od nas gorsi”.
Powyższą jakże celną naukę o. Cantalamessa wygłosił w okresie pontyfikatu Benedykta XVI. Pozostaje ona aktualna zwłaszcza dziś.

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s