ABC posoborowia (E) – “ekumenizm”

Jeżeli w przypadku słowa “dialog” mieliśmy do czynienia z recepcją nowego pojęcia na grunt Kościoła powszechnego, to w wypadku ekumenizmu mówimy o nadaniu terminowi mającemu ugruntowane znaczenie – znaczenia nowego, rewolucyjnego. I tak przykładowo, Sobór laterański czwarty był soborem ekumenicznym to jest powszechnym mimo, że nie brali w nim udziału uczestnicy wielkiej schizmy wschodniej. Podobnie, Sobory Trydencki i Watykański I były soborami ekumenicznymi mimo braku działu w nich zwolenników różnorakich herezji protestanckich.

Pod koniec XIX wieku w pączkujących sektach protestanckich ukształtowało się nowe, oderwane od katolickiego pojęcie ekumenizmu polegające na próbie konsolidacji ruchu wywodzącego się z rewolucji luterańskiej. Szczególny rozwój przeżył ów ruch po I wojnie światowej kiedy to próbowano stworzyć międzykonfesyjną radę “kościołów” na wzór świeckiej Ligi Narodów, odbywając konferencje o zasięgu międzynarodowym. Kolejna wojna – II światowa dała impuls do powołania w roku 1948 Światowej Rady Kościołów, skupiającej na początku 147 wspólnot religijnych. Kościół nie przyglądał się powyższym ruchom bezczynnie. W roku 1928, to jest zaledwie na 31 lat przed zwołaniem Soboru Watykańskiego II papież Pius XI wydał encyklikę o prawdziwej jedności religii – Mortalium animos. Jej tekst jest bardzo trafny jeśli chodzi o diagnozę sytuacji, odnosi się ona również do sztandarowego hasła zwolenników opisanego wyżej ruchu – słów Chrystusa “abyście byli jedno”. Jak przestrzegał Pius XI: “Nie którzy tym łatwiej dają się uwieść złudnym pozorom słuszności, gdy chodzi o popieranie jedności wszystkich chrześcijan. Czyż nie jest rzeczą słuszną – wciąż się to powtarza, – ba – nawet obowiązkiem, by wszyscy, którzy wyznają imię Chrystusa, zaprzestali wzajemnych oskarżeń i raz przecież połączyli się we wspólnej miłości? Gdyż, któżby się ośmielił powiedzieć, że miłuje Chrystusa, jeśli wedle sił swoich nie stara się urzeczywistnić życzenia Chrystusa, który prosi Ojca, by Jego uczniowie byli “jedno” (“unum”)?. A czyż ten sam Chrystus nie chciał, by Jego uczniów poznawano po tym, że się wzajemnie miłują i aby tym różnili się od innych: “Po tym poznają wszyscy, że jesteście moimi uczniami, jeżeli będziecie się wzajemnie miłowali”?. “Oby – tak dodają – wszyscy chrześcijanie byli “jednio”! Mieliby przecież większą możność przeciwstawiać się zarazie bezbożności, która z dnia na dzień coraz to bardziej się rozprzestrzenia i coraz to szersze zatacza kręgi i gotowa obezwładnić Ewangelię”. W ten i podobny sposób rozwodzą się ci, których nazywają wszechchrześcijanami (panchristiani). A nie chodzi tu tylko o niezliczone i odosobnione grupy. Przeciwnie, powstały całe związki i rozgałęzione stowarzyszenia, którymi zazwyczaj kierują niekatolicy, chociaż różne wiary wyznający. Poczynania te ożywione są takim zapałem, że zyskują niejednokrotnie licznych zwolenników i pod swym sztandarem zgrupowały nawet potężny zastęp katolików, których zwabiła nadzieja unii, pojednania chrześcijaństwa, co przecież zgodne jest z życzeniem Świętej Matki, Kościoła, który wszak niczego bardziej nie pragnie, jak tego, by odwołać swe zbłąkane dzieci i sprowadzić je z powrotem do swego grona. W tych nęcących i zwodniczych słowach tkwi jednak złowrogi błąd, który głęboko rozsadza fundamenty wiary katolickiej. (…) Inicjatorzy tej idei prawie wciąż przytaczają słowa Chrystusa: ” Aby wszyscy byli jedno… Jedna niech będzie owczarnia i jeden pasterz”, ale w ten sposób, jakby te słowa wyrażały “życzenie i prośbę, które mają się dopiero spełnić. Są bowiem zdania, że jedność wiary i kierownictwa – co jest znamieniem prawdziwego i jednego Kościoła Chrystusa – nigdy poprzednio nie istniała i dzisiaj także nie istnieje. Może to według ich zdania być wprawdzie życzeniem, które może też kiedyś wspólną wolą wiernych się urzeczywistnić, lecz tymczasem – tak sądzą – jest to tylko pięknem marzeniem. (…)Mówią, że należy więc dawne sprawy sporne i różnice zdań, które po dziś dzień są kością niezgody wśród rodzin chrześcijańskich, pozostawić na boku, z innych zaś nauk ulepić i przedłożyć wspólna regułę wiary, której wyznawanie zbratałoby wszystkich i przez co wszyscy czuliby się braćmi. Rozmaite zaś Kościoły i wspólnoty po połączeniu się w ogólny związek miałyby możność przeciwstawić się poważnie i skutecznie naporowi niewiary (…)Niektórzy z nich, chociaż nieliczni, chcą w prawdzie przyznać Biskupowi Rzymskiemu albo pierwszeństwo honorowe, albo jurysdykcje, albo też w ogóle jakąś władzę, która jednak wyprowadzają nie z prawa Boskiego, lecz nie jako z woli wiernych. Inni znowu zgodziliby się nawet, by Papież przewodniczył ich, co prawda, nieco niesamowitym, zjazdom. Jeżeli zresztą spotkać można wielu niekatolików, którzy w pięknych słowach głoszą braterską wspólność w Chrystusie, to przecież nie ma ani jednego, któremu przez myśl by przeszło poddać się posłusznie w nauce i kierownictwie Namiestnikowi Jezusa Chrystusa. W międzyczasie oświadczają, że chcą wprawdzie rokować z Kościołem Rzymskim, lecz z zastrzeżeniem równości wzajemnych praw, to znaczy jako równouprawnieni. ”

Jak wskazywał dalej papież Pius XI: “ani Stolica Apostolska nie może uczestniczyć w ich zjazdach, ani też wolno wiernym zabierać głosu lub wspomagać podobne poczynania. Gdyby to uczynili, przywiązaliby wagę do fałszywej religii chrześcijańskiej, różniącej się całkowicie od jedynego Kościoła Chrystusa. Czyż możemy pozwolić na to – a byłoby to, rzeczą niesłuszną i niesprawiedliwą, by prawda, a mianowicie prawda przez Boga objawiona, stała się przedmiotem układów? (…) Czy nauka Apostołów zupełnie zginęła, lub też kiedykolwiek została przyćmiona w Kościele, którym rządzi i którego chroni sam Bóg? (…) “Jasną rzeczą więc jest, Czcigodni Bracia, dlaczego Stolica Apostolska swym wiernym nigdy nie pozwalała, by brali udział w zjazdach niekatolickich. Pracy nad jednością chrześcijan nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego kiedyś, niestety, odpadli. Powtarzamy, by powrócili do jednego Kościoła Chrystusa, który jest wszystkim widomy i po wsze czasy, z woli Swego Założyciela, pozostanie takim, jakim go On dla zbawienia wszystkich ludzi ustanowił.”

Niezależnie od powyższej zdecydowanej postawy Piusa XI w odpowiedzi na ruchy lat 20-tych XX wieku, również wspomniane powołanie tzw. Światowej Rady Kościołów w roku 1948 wywołało reakcję Stolicy Apostolskiej. Instrukcja w sprawie “ruchu ekumenicznego” wydana przez Święte Oficjum w grudniu roku 1949 powtarzała nauczanie papieskie wyrażone w Mortalium animos. Jak wskazywano “prawdziwa jedność kościołów jest możliwa nie inaczej jak tylko przez powrót braci odłączonych na łono prawdziwego Kościoła Bożego.” Instrukcja uznaje zatem tzw. “ruch ekumeniczny” za oparty na błędzie i stojący w opozycji do zasadniczej prawdy wiary, iż Kościół katolicki posiada pełnię Chrystusową i nie potrzebuje jej dopełniać poprzez dążenie do jedności jako przyszłego celu czy ideału nie istniejącego w chwili obecnej. Chrystus nie jest podzielony, więc nie ma go “trochę” w Kościele katolickim, a trochę w innych wspólnotach. Warto również odnotować, wobec późniejszych zmian soborowych treść encykliki Piusa XII Mystici Corporis Christi z roku 1943, w której papież, odnosząc się do modlitwy Chrystusa z Ewangelii św. Jana 17,21, wskazał: “bardzo gorąco pragniemy, aby te wspólne prośby z wielką miłością przechodziły w pomoc tym także, którzy albo nie są jeszcze dość oświeceni prawdami Ewangelii albo nie weszli dotąd do bezpiecznej owczarni Kościoła św., lub też przez nieszczęsne rozterki religijne są odłączeni od Nas, którzy bez Naszej zasługi piastujemy Osobę Chrystusową tu na ziemi.”

Powyższe ugruntowane pojęcie ekumenizmu jako istniejącej rzeczywistości Kościoła katolickiego, który z racji swej powszechności jest powołany do przygarniania zagubionych owiec zostało przełamane poprzez dekret Soboru Watykańskiego II Unitatis reintegratio. Dekret ów, jak trafnie zauważa R. Amerio, przyjmuje treści sprzeczne z dotychczasowym Magisterium, zakładając że poszczególne “kościoły” powinny zwrócić się (wspólnie nawrócić się) ku Chrystusowi celem osiągnięcia jedności w drodze reintegracji – konwergencji. Znamienna zmiana (choćby w porównaniu do niedawnej encykliki Piusa XII Mystici Corporis Christi) dotyczyła również określenia Kościoła katolickiego w relacji do Chrystusa i Jego Kościoła na sławetne “subsistit” tj. iż Kościół Chrystusowy trwa w Kościele katolickim, a nie że stanowi ów Kościół.

R. Amerio w dziele “Iota unum” (s. 640) zwraca uwagę na typowe dla modernizmu połączenie (pomieszanie) różnych płaszczyzn – wprowadzenie do Unitas reintegratio jako dokumentu dotyczącego jedności chrześcijan na płaszczyźnie zbiorowości (Kościoła) trafnego co do zasady wezwania do nawrócenia adresowanego do jednostki. W rezultacie powstaje zbitka, która może zostać odczytana w ten sposób, że Kościół katolicki jako całość również powinien się nawracać, podobnie jak odłączone denominacje chrześcijańskie. To z kolei prowadzi nieuchronnie do wniosku / błędu, przed którym przestrzegał wprost papież Pius XI w encyklice Mortalium animos. R. Amerio powołuje w swoim dziele wypowiedzi z okresu Soboru prominentnego hierarchy kardynała Augustyna Bei, który miał znaczny wpływ na kształtowanie dokumentów soborowych dotyczących relacji Kościoła do wyznań chrześcijańskich i religii niechrześcijańskich, m.in. wypowiedź dla L’Osservatore Romano z 04.12.1963 r., iż różnice między wyznaniami chrześcijańskimi “nie dotyczą w gruncie rzeczy doktryny, lecz sposobu jej wyrażania”, kwestionując tym samym Magisterium Kościoła na przestrzeni stuleci, poczynając od Exsurge Domine Leona X poprzez ustalenia Soboru Trydenckiego aż po ostatnie dokumenty papieży przedsoborowych. Jeszcze przed Soborem, w sierpniu 1961 Bea tak wypowiedział się w “France Catholique” (za: R. de Mattei: “Sobór Watykański II. Historia dotąd nieopowiedziana”, wyd. polskie, s. 133): “protestanci, którzy nie są odpowiedzialni za schizmę Kościoła mogą liczyć na zbawienie tak samo jak katolicy.”

Poza dokumentami Soboru nowy ekumenizm okresu Vaticanum II rozgrywał się także w sferze praktycznej, czego wyrazem były rozmowy w Metzu, a potem w Moskwie ze stroną sowiecką i brak poruszenia na Soborze kwestii komunizmu (w październiku roku 1965 w sekretariacie generalnym Soboru “przepadł” skierowany przez 435 ojców soborowych apel, złożony do sekretariatu Soboru przez m.in. bp M. Lefebvre dotyczący uwzględnienia w Gaudium et spes potępienia komunizmu, jak wskazuje R. de Mattei jednym z odpowiedzialnych za jego przepadek był uczestnik rozmów w Metzu kard. Tisserant, który zablokował zbadanie apelacji przeciw naruszeniu regulaminu, argumentując to m.in. niechęcią w stosunku do komunizmu członka rady soborowej, która miała rozpatrywać apelację – kard. S. Wyszyńskiego). Jak pisze R. de Mattei w swojej książce “Sobór Watykański II. Historia dotąd nieopowiedziana” (wyd. polskie, s. 134-135) obok spotkania kard. Tisseranta z Nikodemem w Metzu w sierpniu 1962 roku, jeszcze wcześniej, w tym samym miesiącu doszło w Paryżu do rozmowy Nikodema z wysłanym na posiedzenie Światowej Rady Kościołów współpracownikiem kard. Bei, późniejszym kardynałem i prymasem Holandii J. Willebrandsem. Bea wraz z Willebrandsem jak opisuje de Mattei (op. cit., s 122-123) w okresie bezpośrednio poprzedzającym Sobór byli pionierami kontaktów ze Światową Radą Kościołów, które rozpoczęło w roku 1960 potajemne spotkanie Bei z sekretarzem generalnym tej Rady Vissertem Hooftem, Holendrem znajomym Willebrandsowi. Pod koniec września roku 1962 Willebrands wybrał się z kolei do Moskwy, gdzie uzgodniono ostatnie szczegóły – i po jego powrocie do Rzymu kard. Bea mógł wysłać oficjalne zaproszenie na Sobór do patriarchatu moskiewskiego. Co ciekawe, powyższy krok Bei i uzgodnienia bezpośrednio z Moskwą spowodowały dodatkowe napięcia na linii Rzym – patriarchat Konstantynopola. Bea i Willebrands wcześniej, w ciągu roku 1961 i 1962 podejmowali podróże mające zapewnić uczestnictwo na Soborze m.in. wspólnot protestanckich, w znaczącej części były to podróże “pionierskie” tak jak np. wizyta Bei u “prymasa” anglikanów Ramseya. Aktywizowano wspólnotę Taize, której członków odwiedziono od pomysłu nawrócenia na wiarę katolicką.

Epoka posoborowia wdrożyła szeroko zakrojony dialog “ekumeniczny”, którego efektem są np. obecne próby sformułowania wspólnego stanowiska dotyczącego obchodów 500-lecia tak zwanej “reformacji” Marcina Lutra. R. Amerio wskazuje na wewnętrzne sprzeczności owego dialogu (op. cit., s. 647):

– ignorowanie faktu, że protestantyzm nie jest monolitycznym zespołem wierzeń, lecz konglomeratem licznych denominacji i jeszcze większej liczby wierzeń uzależnionych od indywidualnej oceny danej jednostki,

– abstrahowanie od problemów i różnic teologicznych oraz filozoficznych, skupianie się na wspólnych inicjatywach społecznych (polu humanitaryzmu), działaniach na rzecz harmonii i pokoju, itp.

Amerio powołuje się również na wypowiedzi papieży epoki posoborowej wskazujące na widoczne z góry niepowodzenie posoborowej formy ekumenizmu, m.in. wypowiedź Pawła VI (L’Osservatore Romano z 19.01.1978 r.): “trudności w przywracaniu autentycznej jedności między różnymi wyznaniami są tak wielkie, że paraliżują wszelkie ludzkie nadzieje na jej historyczne osiągnięcie (…) Problem jedności chrześcijan wydaje się nadto nierozwiązywalny i z tej przyczyny, że chodzi w nim o jedność prawdziwą. Nie sposób zaakceptować nieuprawnionych, pluralistycznych interpretacji świętego słowa “jedność”. Cytuje również przemówienie w soborowej auli abp Antoniego Baraniaka przypominającego zebranym “nie jest tak, że protestanci nie znają Kościoła katolickiego. Owszem, znają go dobrze i uważają za główną przeszkodę na drodze ku jedności.”

Dzisiejszą sytuację posoborowego ekumenizmu chciałbym zilustrować trzema cytatami z wypowiedzi Franciszka – Jorge Mario Bergoglio. Pierwsza z nich jest skierowana do “czcigodnego” “arcybiskupa Canterbury” Justyna Welby’ego (w2.vatican.va/…/papa-francesco_…) i pochodzi z 16.06.2014 roku:

“Spotykamy się ponownie, Ekscelencjo, jako współpracownicy w winnicy Pana i towarzysze pielgrzymki na drodze do Jego Królestwa. (…) Nie możemy twierdzić, że nasze podzielenie nie jest zgorszeniem i przeszkodą w głoszeniu przez nas światu Ewangelii zbawienia. Nasze spojrzenie często przyćmiewa nabrzmiałe brzemię naszych podziałów, a nasza wola nie zawsze jest wolna od tej ludzkiej ambicji, która może towarzyszyć nawet naszemu pragnieniu głoszenia Ewangelii jak nakazał Pan. (…) Modlitwa, pokój, ubóstwo. Musimy iść razem.”

Druga wypowiedź to fragment przemówienia z października 2014 do wspólnoty protestanckiej “biskupa” Tony’ego Palmera, nagranego przesławnym iphonem (Palmer zginął w ub. r. tragicznie w wypadku motocyklowym) (źródło: www.cruxnow.com/…/pope-francis-ur… thearkcommunity.org/pdf/Transcript.pdf)

“Wczoraj znalazłem się w drzwiach synodalnej auli z biskupem luterańskim. Powiedziałem mu: “jesteś odważnym człowiekiem! W poprzedniej epoce palili tu luteran…!” (…) Grzeszymy przeciw woli Chrystusa, ponieważ nadal skupiamy się na różnicach między nami; nasz wspólny chrzest jest ważniejszy niż różnice między nami. (…) Jest szaleństwem, mając wspólny skarb, dawać pierwszeństwo jego imitacjom – tymi imitacjami są dzielące nas różnice. To o co powinniśmy się troszczyć to ten skarb: Ojciec, Syn i Duch Święty, powołanie do świętości, wezwanie do głoszenia Ewangelii na krańcach ziemi, mając pewność że On jest z nami – nie jest ze mną dlatego, że jestem katolikiem, nie jest ze mną dlatego, że jestem luteraninem, nie jest ze mną ponieważ jestem prawosławnym. Teologiczny bałagan!

Każdy z nas ma swoją tożsamość i zakładam, że każdy z nas poszukuje Prawdy. Ale w trakcie tych poszukiwań powinniśmy iść razem i modlić się wspólnie za siebie, i razem czynić dzieła miłości. (…) Każdy z nas ma w swoich Kościołach doskonałych teologów. To również jest inny sposób by iść razem. Ale nie powinniśmy czekać aż oni osiągną porozumienie! Tak właśnie myślę”

Trzecia wypowiedź pochodzi z przemówienia z dnia 18.12.2014 r. ze spotkania z delegacją luterańską (źródło: w2.vatican.va/…/papa-francesco_…)

“(…) Dziś dialog ekumeniczny nie może już dłużej pozostawać oddzielony od rzeczywistości i życia naszych Kościołów. W roku 2017 luterańscy i katoliccy chrześcijanie razem będą wspominać 500-lecie Reformacji. Z tej okazji, po raz pierwszy, luteranie i katolicy na całym świecie będą mieli szansę dzielić wspólnie jedno ekumeniczne upamiętnienie nie w formie triumfalistycznej celebracji, ale jako wyznanie naszej wspólnej wiary w Trójjedynego Boga.”

Jak widzimy jest to typowo posoborowy sposób dialogowania z wypowiedziami formułowanymi w określony sposób zależności od adresata tak aby go nie urazić i uniknąć płaszczyzn spornych, choćby miały znaczenie zasadnicze, np. Trójjedyny Bóg w ramach dialogu posoborowia z judaizmem i związanych z nim dokumentów staje się jednym Bogiem (por. Franciszek w: Evangelii Gaudium § 247 (Relacje z judaizmem): “Razem z nimi wierzymy w jednego Boga działającego w historii i przyjmujemy wraz z nimi wspólne Słowo objawione”).

W dialogu tym nawet rocznica wydarzenia drastycznego dla losów chrześcijańskiej Europy – nieszczęsnej rewolucji luterańskiej, która doprowadziła w długiej perspektywie do dechrystianizacji zachodniej Europy, staje się wydarzeniem “ekumenicznym”. Wspólny dokument posoborowia i przedstawicieli luteranizmu na obchody 500-lecia “Reformacji” pod tytułem: Od konfliktu do komunii (www.vatican.va/…/rc_pc_chrstuni_…) głosi istnienie “ery globalnej i ekumenicznej” (par. 4). Jak się wskazuje dalej 500-lecie Reformacji “znaczy również 50-lecie luterańsko-katolickiego dialogu. Stanowiąc część ruchu ekumenicznego (por. początek niniejszego artykułu), wspólna modlitwa, kult oraz wspólna służba własnym wspólnotom wzbogaciły katolików i luteran. (…) Luteranie i katolicy są w stanie dokonać reinterpretacji swoich teologicznych tradycji i praktyk, uznając wpływ jaki wzajemnie na siebie wywierają. Dlatego oczekują wspólnego upamiętnienia roku 2017. Powyższe zmiany wymagają nowego podejścia. Nie jest już dłużej właściwym proste powtarzanie wcześniejszych opisów dotyczących okresu Reformacji, które prezentowały odrębnie luterański i katolicki punkt widzenia, często we wzajemnej opozycji. ” Dokument wskazuje dalej (par. 14) na “ekumeniczny” charakter ruchu pentekostalnego (charyzmatycznego) otwierający nowe szanse i powodujący, że “wiele z dawnych kontrowersji dotyczących wyznania wiary wydaje się przestarzałych”. Rozdział II dokumentu opisuje “nowe perspektywy dotyczące Marcina Lutra i Reformacji” Jak się wskazuje (par. 21 i 22) “katolickie badania dwudziestowieczne” wypracowały nowe spojrzenie na Lutra jako “szczerze religijną osobę i sumiennego człowieka modlitwy. Jak się wreszcie wskazuje (par. 28) “w świetle odnowy katolickiej teologii widocznej w Soborze Watykańskim II, dzisiejsi katolicy są w stanie docenić reformatorskie troski Marcina Lutra i rozważyć je z większą otwartością niż wydawało się to możliwe wcześniej.”

Wnioski dość obszernego dokumentu sformułowane w pięć tzw. imperatywów są następujące:

– katolicy i luteranie powinni podejmować działania na rzecz wyrażania jedności Ciała Chrystusowego, co zakłada, że bez udziału luteran jedność ta nie istnieje albo nie jest należycie “wyrażana”; w rezultacie “katolicy i luteranie powinni zawsze wychodzić z perspektywy jedności, a nie z punktu widzenia podziału w celu wzmacniania tego co wspólne, nawet jeśli różnice są łatwiej dostrzegalne i doświadczane”,

– katolicy i luteranie powinni “pogłębiać i wzmacniać wzajemną łączność” oraz “stale poddawać się transformacji przez spotkanie z drugą stroną i wzajemne świadectwo wiary”,

-katolicy i luteranie “nauczyli się wiele podczas wzajemnego dialogu i zaczęli doceniać fakt, że komunia między nimi może przybierać różne formy i stopnie” powinni zatem podejmować “konkretne kroki” w “poszukiwaniu widzialnej jedności”,

– katolicy i luteranie powinni “zapobiegać by obecne odczytanie obu tradycji na nowo nie popadło w regres prowadzący do dawnych konfesyjnych sporów”,

– katolicy i luteranie “powinni być wspólnie świadkami miłosierdzia Bożego w głoszeniu i służbie światu”

W konkluzji autorzy dokumentu napisali m.in. “ekumeniczna podróż pozwala luteranom i katolikom docenić wspólnie spojrzenie Marcina Lutra oraz duchowe doświadczenie przesłania Bożej prawości, która obejmuje również Boże miłosierdzie.” Proponuję teraz czytelnikowi wrócić na początek tego przydługiego tekstu i przeczytać raz jeszcze nauczanie papieża Piusa XI z Mortalium animos. Wnioski są oczywiste.

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s