Niezwyciężony zapaśnik Chrystusa – sługa Maryi

Invictus athletae Christi – taki tytuł został nadany Andrzejowi Boboli przez papieża Piusa XII w rozpoczynającej się od tych właśnie słów encyklice, wydanej na 300-lecie męczeńskiej śmierci świętego, w roku 1957. “Jest naszym gorącym pragnieniem” – pisał papież – “żeby wszyscy po całym świecie noszący zaszczytne miano katolików, a zwłaszcza ci synowie ukochanej przez nas polskiej ziemi, których niezwyciężony bohater Chrystusa Andrzej Bobola jest chlubą i dla których jest wspaniałym wzorem chrześcijańskiego męstwa, w trzechsetną rocznicę jego śmierci pobożnym sercem i umysłem rozważyli jego męczeństwo i jego świętość”. Ziemski żywot Andrzeja Boboli rozpoczął się w szlacheckiej rodzinie, herbu Leliwa. Przyszedł na świat przypuszczalnie w roku 1591, według tradycji – w dzień św. Andrzeja.

Miejsce jego urodzenia nie jest pewne, choć w wikipedii znajdziemy informację że jest nim Strachocina koło Sanoka, gdzie przed ćwierćwieczem powstało sanktuarium. Ks. Józef Niżnik w artykule “Św. Andrzej Bobola w Strachocinie”, Niedziela – edycja przemyska 18/2002, wskazuje, że “pierwszym człowiekiem, który zwrócił uwagę na pochodzenie św. Andrzeja Boboli ze Strachociny k. Sanoka jest ks. Jan Popłatek, jezuita. W książce: “Błogosławiony Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego. Życie, męczeństwo i kult”, wydanej w 1936 r., wyraża opinię, że Andrzej Bobola urodził się w Strachocinie”. I dalej podnosi, za ks. Mirosławem Paciuszkiewiczem (który był proboszczem sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie) “po ukazaniu się dzieła ks. Jana Popłatka już chyba nie powtarzano twierdzenia, że Andrzej Bobola urodził się w Pińsku czy Pułtusku. Zaczęła się utrwalać opinia, że miejscem urodzenia jest Strachocina”. Tyle, że we wspomnianej pozycji ks. Popłatka (s. 28-30) znajdziemy następujące twierdzenie “nie ulega zatem wątpliwości, że Andrzej pochodził z Małopolski i to Małopolski właściwej, która obejmowała woj. krakowskie (…), woj. sandomierskie i woj. lubelskie. W jednem z tych województw musiało leżeć miejsce jego urodzenia, którego jednak ściśle określić niepodobna, ze względu na to, iż nieznamy posiadłości Mikołaja (tj. ojca Andrzeja Boboli) (…) Nie pozostaje zatem na razie nic innego, jak tylko zadowolić się jedynie pewną i udowodnioną wiadomością, że bł. Andrzej pochodził z terenu historycznej właściwej Małopolski”. Co więcej, ks. Popłatek, który przyjmuje jako wysoce prawdopodobną tezę, iż bł. Andrzej Bobola był synem Mikołaja Boboli, wskazuje (op. cit., s. 305), że Strachocina była w l. 1582-1604 własnością Jana Boboli, wnuka Hieronima Boboli – brata dziadka Andrzeja  Boboli Krzysztofa (a zatem innej gałęzi rodu Bobolów). Jak pisze (op. cit. s. 334) “o posiadłościach i stanowisku Mikołaja Boboli nic nie wiadomo, nieznane jest również imię jego małżonki”. W wydanej z okazji kanonizacji Andrzeja Boboli dwa lata później książeczce “Św. Andrzej Bobola TJ” księża Henryk Szuman i Jan Cyrankowski wskazują (s. 5) “Andrzej Bobola, syn Mikołaja urodził się (…) w nieznanej nam bliżej miejscowości, w województwie zapewne sandomierskim, gdzie szlachecka rodzina Bobolów posiadała swe siedziby”. Należy przy tym zaznaczyć, że Strachocina wypłynęła jako domniemane miejsce urodzenia świętego kilkanaście lat temu (tak też w: J. Łukawy: 75. rocznica kanonizacji św. Andrzeja Boboli, Nasza Służba, rok 2013, nr 10 (467), s. 3), jak warto dodać, w związku z rzekomymi objawieniami Andrzeja Boboli miejscowym księżom (w tym ks. Niżnikowi) w latach 80-tych XX wieku, opisanych w wyżej wymienionym artykule z “Niedzieli”. Przebieg tych “objawień” jest przedziwny i przypomina bardziej zjawiska spirytystyczne (tak też jak wynika z artykułów pierwotnie je kwalifikowano). Sam ks. Józef Niżnik we wspomnianym arykule, po obszernym opisie jak to ks. Popłatek w książce: “Błogosławiony Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego. Życie, męczeństwo i kult” uznał pochodzenie Andrzeja Boboli ze Strachociny, zajmuje osobiście w tej kwestii pozycję asekuracyjną: “i jeszcze jedno: ja nie nigdy nie twierdzę, że św. Andrzej Bobola urodził się w Strachocinie, ale tylko to, że powiedział: zacznijcie mnie czcić w Strachocinie”.

Wróćmy jednak do postaci Andrzeja Boboli, co do którego nie mamy pewności gdzie i kiedy dokładnie się urodził, jak i co do osób rodziców. Jeżeli przyjmiemy tezę ks. Popłatka, że ojcem jego był Mikołaj Bobola, to jego stryjem był imiennik – podkomorzy Andrzej Bobola, dobrodziej Towarzystwa Jezusowego, który przyczynił się do powstania kościoła jezuickiego w Warszawie, kolegium jezuickiego w Krośnie i odbudowy kolegium w Wilnie po pożarze roku 1610, jak pisze ks. Popłatek, przyjaciela ks. Piotra Skargi. Młody Andrzej uczył się od roku 1606 nauk humanistycznych i retoryki w kolegium jezuickim. Jak wskazuje ks. Popłatek, można wysunąć przypuszczenie, że było to kolegium w Wilnie, gdzie kształcili się bliscy krewniacy Boboli – Jan i Krzysztof, a zatem dość daleko od rodzinnej Małopolski. Po koniec lipca roku 1611, być może, pod namową krewnego, Andrzej wstąpił do jezuickiego nowicjatu w Wilnie. Tydzień wcześniej stolica Wielkiego Księstwa była świadkiem wielkiej uroczystości – do miasta wjechał król Zygmunt III Waza, opromieniony sławą zwycięskiego wodza, który odzyskał Smoleńsk dla Rzeczypospolitej. 31 lipca roku 1613 Andrzej przyjął śluby zakonne i rozpoczął studia filozoficzne. 21 grudnia 1613 przyjął niższe święcenia, w roku 1616 ukończył studia filozoficzne i przez następny rok odbywał praktykę nauczycielską na Warmii i w Pułtusku. W roku 1618 zaczął studia teologiczne. Teologiem jednak nie został, nie zdając egzaminu kończącego siedmioletnie w sumie studia. Encyklika “Invictus athletae Christi” przypomina twardy, wręcz krnąbrny charakter zakonnika: “ponieważ z natury miał pewną skłonność do wyniosłości i niecierpliwości oraz odrobinę uporu, wydał samemu sobie nieubłaganą walkę (…) Nosił bowiem w sercu to przemądre zdanie świętego Bernarda, że obudowa duchowna nie może dźwigać się inaczej, jak na mocnym fundamencie pokory”. Gniewliwy i gwałtowny z natury nauczył się jednak panować nad cholerycznym usposobieniem i ciętym językiem, zaś gorączkę uczuć przekuł w żarliwość. Ks. Popłatek przytacza opinię rektora kolegium z Nieświeża z czasów probacji Andrzeja Boboli, iż pozytywnie wyróżniał się wśród kolegów jako dbający o pobożność, duchowość i zachowanie reguł.

Święcenia kapłańskie Andrzej przyjął 12 marca roku 1622. Był to dla Kościoła powszechnego szczególny dzień – papież Grzegorz XV kanonizował wówczas Ignacego Loyolę, Franciszka Ksawerego, Filipa Neri, Teresę z Avilli i Izydora Oracza. W roku 1623 Andrzej przebywał na probacji w Nieświeżu. Tamteż pozostał, po jej zakończeniu jako kaznodzieja i spowiednik. Poznał kanclerza wielkiego litewskiego Albrechta Stanisława Radziwiłła. Oboje starali się rozpowszechniać treść objawień ojca jezuity Gulio Mancinellego, którego Radziwiłł spotkał osobiście. W sierpniu roku 1568 był on w Rzymie świadkiem śmierci św. Stanisława Kostki, 40 lat później, w wigilię święta Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, w sierpniu roku 1608 miał on w Neapolu wizję. Zobaczył wtedy Maryję, przed którą klęczał Stanisław Kostka. Maryja poprosiła by nazywał ją Królową Polski, albowiem owo królestwo wielce umiłowała i wielkie rzeczy dlań zamierza, gdyż osobliwą miłością pałają do niej jego synowie. Mimo, iż ojciec Giulio miał ponad 70 lat postanowił odwiedzić kraj Stanisława Kostki, umiłowany przez Matkę Boską. W maju roku 1810 dotarł do Krakowa, gdzie miał w katedrze wawelskiej kolejne widzenie, w którym ponownie Maryja objawiła się jako królowa Polski i matka polskiego narodu. Następne otrzymał w dzień Wniebowzięcia roku 1617, zmarł w wigilię tego święta w następnym roku. Objawienia “królowej Polski Wniebowziętej” ojcu Mancinellemu, głównie dzięki Andrzejowi Boboli właśnie, szybko znalazły w Polsce rozgłos. W roku 1628, 10 lat po śmierci ojca Giulio na wieży kościoła Mariackiego w Krakowie umieszczono koronę, w roku 1635 Albrecht Stanisław Radziwiłł wydał dziełko “Dyskurs nabożny z kilku słów wzięty o wysławianiu Najświętszej Panny Bogurodzicy Maryi” opisujące wizje ojca Mancinellego, zaś 1 kwietnia 1656 roku doszło do słynnych ślubów lwowskich Jana Kazimierza kiedy to król ogłosił uroczyście Maryję Królową Korony Polskiej. Polska była wówczas zalana przez Szwedów, Kozaków i Moskali, zaś w tym samym roku miał się pojawić pierwszy projekt jej rozbioru – niesławny traktat w Radnot.

Wróćmy jednak do Andrzeja Boboli, który wyróżnił się w Nieświeżu i w roku 1624 został kaznodzieją przy barokowym kościele św. Kazimierza w Wilnie. Rok później miasto nawiedziła zaraza, w roku 1629 i 1630 ponownie – Andrzej pozostał w Wilnie, niosąc pociechę chorym. W roku 1630 Andrzej Bobola złożył profesję czterech ślubów, co oznaczało skierowanie go, mimo wspomnianego braku pozytywnego egzaminu, do działalności misyjnej i nauczania. Skierowano go do Bobrujska, gdzie objął funkcję przełożonego domu zakonnego jezuitów. Na jesieni roku 1632 dom ten wypełnił się klerykami i księżmi ze Smoleńska, gdzie podeszły wojska moskiewskie – car chciał skorzystać z zamętu bezkrólewia po śmierci Zygmunta III. Sławetna odsiecz smoleńska ubezskuteczniła te zamiary. W roku 1633 Bobola został skierowany do Płocka, w roku 1636 został kaznodzieją w Warszawie, wreszcie – w roku 1638 przełożonym szkoły jezuickiej w Łomży, co zbiegło się z nadaniem miejscowego starostwa przez króla Władysława IV niesławnemu później Hieronimowi Radziejowskiemu. W roku 1642 wrócił na terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego, podejmując ewangelizację ziemi pińskiej. Musiał ją w roku 1646 przerwał z powodu złego stanu zdrowia i kolejne lata spędził w Wilnie. W roku 1652 wrócił do Pińska. Miasteczko powoli podnosiło się po rzezi dokonanej we wrześniu roku 1648 przez kozaków zaporoskich atamana Antona Nebaby. Przy wsparciu “piątej kolumny” z wnętrza miasta zajęli oni Pińsk. Miejscowość została następnie odbita przez wojska litewskie, które w odwecie bezlitośnie rozprawiły się z buntownikami. Okolica była spustoszona i dzika, dla pracy duchowej – prawdziwy ugór. Żarliwość w głoszeniu Ewangelii na tych ziemiach , nie zważając na niespokojne czasy połowy XVII stulecia, kiedy to najpierw rebelia Chmielnickiego, potem najazd rosyjski, wreszcie szwedzki zalały niemal cały kraj, zyskała Andrzejowi Boboli wśród miejscowej ludności miano “duszochwata” – “łowcy dusz”.

Rok 1655 to okres pogłębienia dramatu Rzeczypospolitej – do Polski wkroczyli Szwedzi, na Litwie w sierpniu doszło do rzezi Wilna przez moskiewskie wojska Zołtareńki. Wg ks. Popłatka Bobola był w lecie tegoż roku w Wilnie, ale opuścił je przed zdobyciem przez Moskali, udając się ponownie do Pińska. Idąc za ciosem, na początku października 1655 roku oddziały wojewody Dymitra Wołkońskiego wsparte przez zaporoskich kozaków zdobyły i splądrowały Pińsk, paląc miasto i zabijając jego mieszkańców, co spowodowało kolejny odwet polski podczas, którego spalono prawosławny monastyr. W tym czasie Bobola przebywał cały czas w Pińsku lub okolicach. Kolejne półtora roku było względnie spokojne – jeszcze jesienią zaniepokojony sukcesami Szwedów w Rzeczypospolitej car Aleksy wstrzymał postępy swoich wojsk, na wiosnę roku 1656 rozpoczęto negocjacje z Moskwą, a działania wojenne na tym froncie ustały, co potwierdzono zawarciem w listopadzie tegoż roku rozejmu w Niemieży, który obowiązywał przez około dwa lata. Pod koniec roku 1656 nowy gracz – sojusznik Szwedów i Kozaków miał jednak wkroczyć na ziemie Rzeczypospolitej, daleko na północ od swojej dziedziny. Książę siedmiogrodzki Rakoczy.

W kwietniu 1657 wojska Rakoczego wspierane przez oddziały kozackie, splądrowawszy uprzednio Małopolskę i wzmocniwszy garnizon szwedzki w Krakowie, skierowały się na północny-wschód. 12 kwietnia połączyły się z armią Karola Gustawa i 7 maja obie armie stanęły pod Brześciem nad Bugiem. 13 maja litewski garnizon bez walki skapitulował. W międzyczasie wspierający Szwedów i Węgrów kozacy rozlali się po okolicach – oddziały pułkownika kijowskiego, atamana Antona Zdanowicza ruszyły na Polesie. Jeden z nich wkroczył do nieszczęsnego Pińska i tym razem doszło do rzezi. Andrzej Boboa wcześniej opuścił miasto, ale sotnie kozackie rozlały się po okolicy. 15 maja w rejonie Horodca kozacy dopadli i zamordowali jezuitę x. Szymona Maffrona – przybito go gwoździami do stołu, duszono, spalono boki i zdarto skórę. W środę, 16 maja doszło do rzezi katolików i żydów w Janowie Poleskim. W tym samym dniu koło Peredyla został pojmany sam Bobola – zaciągnięto go, okładając biczami i czekanami, tnąc szablą do Janowa Poleskiego. Tam nakłaniano do zaparcia się wiary katolickiej. Bezskutecznie. Rozpoczęto zatem tortury – wyłupano mu prawe oko, przypalano ciało, zdarto skórę z tułowia i głowy, wbijano mu drzazgi w palce i część obcięto, wyrwano język przez… otwór wycięty w szyi, wreszcie przywiązano za nogi do belki. Około godziny trzeciej po południu widząc nieugiętość męczennika dobito go ciosem szablą. Tego samego dnia na wieść o polskim podjeździe kozacy opuścili Janów, zaś miejscowy proboszcz, który się przed nimi ukrywał polecił przenieść ciało na plebanię i okryć całunem. 18 maja przybrano je w sutannę i przewieziono do Pińska. Interesujące, że cytowana przez ks. Popłatka wzmianka z kroniki pińskiego kolegium jezuickiego z roku 1657 wskazuje, iż sporządzający ją przypisywał sprawstwo męczeństwa ojca Boboli Kozakom oraz Wołochom i Węgrom (op. cit., s. 147). Ziemia pińska pozostała terenem zmagań z kozakami aż do roku 1660, kiedy to doszło do kolejnego zniszczenia miasta i morderstwa księdza Eustachego Pilińskiego, ale i wielkich zwycięstw polskich nad Rosjanami pod Połonką i Cudnowem oraz zawarcia pokoju ze Szwedami. Ciało Andrzeja Boboli, jednego z prawie 50 ówczesnych męczenników jezuickich z obszaru Rzeczypospolitej  w tych niespokojnych czasachm zostało pogrzebane w Pińsku i zapomniane.

17 kwietnia roku 1702 przełożony pińskich jezuitów ksiądz Marcin Godebski, który rozważał kwestię patrona, który objąłby opiekę nad pińskim kolegium jezuitów miał wizję, w której ukazał mu się Andrzej Bobola i polecił odnaleźć swoje ciało. Po znalezieniu spisu osób pochowanych w miejscowym kościele dotarto do trumny męczennika i znaleziono doskonale zachowane jego ciało ze śladami okrutnych tortur. Postanowiono udać się do Janowa i dotrzeć do świadków zbrodni sprzed lat. Znalezione ciało bez oznak rozkładu spowodowało również powstanie miejscowego kultu. Wstawiennictwu Andrzeja Boboli przypisywano m.in. ocalenie Pińska podczas nowej wojny północnej. Cześć męczennika sie szerzyła i rozpoczęto starania o jego beatyfikację.  W roku 1755 wydano dekret o heroiczności i cnotach Andrzeja Boboli, co otwierało drogę do procesu beatyfikacyjnego. Nastepny okres to jednak lata rozbiorów i rewolucji oraz czarnej legendy jezuitów, która doprowadziła nawet do rozwiązania zakonu przez papieża pod naciskiem “oświeconych” monarchów. W roku 1808 Moskale, po przejęciu klasztoru jezuitów w Pińsku postanowili pozbyć się męczennika za wiarę katolicką, jezuitom udało się jednak wywieźć ciało do Połocka. Od roku 1820 opiekowali się nim dominikanie. W roku 1819, 7 lat po upadku płonnych nadziei wiązanych z Francuzami, wileński dominikanin o. Alojzy Korzeniewski modlił się o niepodległość Polski, powierzając tę kwestię Andrzejowi Boboli. Ukazał się mu Andrzej Bobola, zapowiadając, że po wielkiej wojnie królestwo Polskie zostanie przywrócone. Zauważmy na marginesie odmienność przebiegu tej wizji oraz poprzedniej wizji z roku 1702 ks. Marcina Godebskiego, którzy prosili o pomoc z niebios, a zdarzenie miało charakter jednostkowy od przebiegu zjawisk w Strachocinie to jest wieloletniego, samoistnego “przychodzenia z zaświatów nieznanego kapłana” (za: Czy znów uratuje Ojczyznę?, Niedziela 19/2012)

W roku 1853 bł. Pius IX beatyfikował Andrzeja Bobolę. W roku 1918 Polska ponownie pojawiła się na mapie Europy. W roku 1920, w obliczu nadchodzącej bolszewickiej nawały biskupi polscy ponownie ogłosili Maryję królową Polski. Odmawiano również, od 6 sierpnia nowennę do bł. Andrzeja Boboli. W uroczystej procesji z Najświętszym Sakramentem i relikwiami Andrzeja Boboli w dniu 8 sierpnia brało udział około 100 000 wiernych oraz późniejszy papież Pius XI, ówczesny nuncjusz w Warszawie. W ostatnim dniu nowenny doszło do tzw. cudu nad Wisłą. Nie było to ostatni moment pośmiertnego związku męczennika z Maryją królową Polski, której oddał znaczną część życia – 16 maja 1956 roku, w rocznicę śmierci Andrzeja Boboli internowany w bieszczadzkiej Komańczy kardynał Stefan Wyszyński napisał odnowienie ślubów lwowskich. Ciało męczennika pozostało jednak w Połocku, poza granicami traktatu ryskiego. Z powodu doskonałego stanu zachowania było otaczane czcią przez miejscową ludność, głównie prawosławną. I tak jak kiedyś sprawiało to kłopot prawosławnym władzom carskim, tak obecnie luminarzom nowej, lepszej religii. Religii bez Boga. Bolszewicy próbowali najpierw zniszczyć mit, udawadniając, że rzekomy doskonały stan ciała Andrzeja Boboli jest bajką ludową. W tym celu, w czerwcu 1922 r. specjalna komisja wkroczyła do kościoła – trumną w pozycji pionowej uderzono o posadzkę kościoła w Połocku, ale szczątki się nie rozpadły. Rozebrano następnie ciało i dokładnie obejrzano. Uznano je za osobliwość i w lipcu 1922 r. wywieziono z Połocka do Moskwy, gdzie umieszczono nagie w muzeum na pokaz. Odwiedzający nie wyzbyli się jednak “ciemnych” skojarzeń ze świętością i okazywali niezwykłym szczątkom religijną część. Schowano zatem kłopotliwe ciało do magazynu i w roku 1923 wysłano potajemnie przez Morze Czarne oraz Stambuł do Rzymu – oficjalnie w zamian za pomoc humanitarną głodującym Rosjanom, z zastrzeżeniem by nigdy nie trafiło do Polski. Ciało Andrzeja Boboli spoczęło w słynnym kościele jezuitów Il Gesu. Wraz z niepodległością Polski, po cudzie warszawskim sierpnia roku 1920 ruszył proces kanonizacyjny zakończony ogłoszeniem męczennika świętym przez Piusa XI 17 kwietnia 1938 roku. Doczesne szczątki jezuity sprowadzono z wielkimi honorami do Polski, gdzie spoczęły w kościele ojców jezuitów przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Jak napisał papież Pius XII w cytowanej na wstępie encyklice “dokądkolwiek bowiem oczy obróci i dążyć zaczyna ludzka społeczność, jeżeli od Boga odchodzi, nie tylko nie osiąga upragnionego spokoju i zgody, ale wpada w taką rozterkę i niepokój, jak człowiek trawiony gorączką, oddając się pogoni za bogactwem, za wygodnym i przyjemnym życiem, które wyłącznie sobie ceni, chce pochwycić coś, co przed nią ciągle ucieka i buduje na tym, co się zapada. Albowiem bez uznania Najwyższego Boga i Jego świętego prawa nie może istnieć wśrod ludzi żaden ład, ani żadne prawdziwe szczęście. Brakuje bowiem podstawy zarówno do prywatnego, jak i do należycie prowadzonego społecznego życia (…) Im zuchwalej ludzie nienawidzący Boga i nauki chrześcijańskiej występują przeciw Chrystusowi i założonemu przezeń Kościołowi, tym gorliwiej powinni nie tylko kapłani, ale wszyscy katolicy i żywym słowem i przez pisma rozpowszechnić wśród ludu, a najbardziej przez świetlany przykład życia swego się im przeciwstawić, zachowując zawsze poszanowanie dla osób, ale mężnie stając w obronie prawdy (…) Niechże, więc, wszyscy jako we wzór wpatrują się w męstwo Świętego Męczennika Andrzeja Boboli. Niech nieugiętą jego wiarę i sami zachowują i na wszelki sposób bronią. Niech tak naśladują jego apostolską godność, żeby starali się najusilniej, stosownie do swego stanu, Królestwo Chrystusowe na ziemi umacniać i we wszystkich kierunkach rozszerzać.” A, wzywając Polaków do zachowania w trudnych czasach wiary katolickiej i jedności, dodał “tak postępując i to osiągniecie, żeby wszyscy święci, osobliwie ci, co z waszego rodu wyszli, z tego wiekuistego szczęścia, jakim obecnie się cieszą, wraz z Królową Polski, Bożą Rodzicielką Maryją, na was i na ukochaną Ojczyznę waszą łaskawie spoglądali, by opiekować się nią i jej bronić”.

Warto dodać, że miejsce kaźni Andrzeja Boboli – Janów Poleski, dziś w granicach Białorusi, nie raz spłynęło krwią polskich kapłanów. W dniu 22 stycznia 1943 r. został tu rozstrzelany wraz z grupą 37 zakładników wziętych przez Niemców jako odwet za uwolnienie przez oddział AK Jana Piwnika – “Ponurego” cztery dni wcześniej więźniów z więzienia w Pińsku, wikariusz generalny diecezji pińskiej ksiądz prałat Witold Iwicki. Egzekucja nastąpiła w okolicznościach przypominających męczeństwo św. Maksymiliana Marii Kolbego. Gdy okazało się, że zakładników jest o jeden więcej niż obejmował rozkaz egzekucji, Niemcy zaproponowali księdzu Iwickiemu uwolnienie. Ten jednak nie przystał na to i zamiast niego został uwolniony pracownik stacji kolejowej w Pińsku, który miał żonę i dzieci.

Wybrana bibliografia:
Słowo biskupa diecezji pińskiej Antoniego Dziemianki z okazji 70 rocznicy męczeńskiej śmierci ks. Witolda Iwickiego rozstrzelanego wraz z zakładnikami z Pińska w Janowie Poleskim przez hitlerowców z 10.01.2013 r.
ks. R. Dzwonkowski: Ksiądz Witold Iwicki, na: echapolesia.pl
ks. J. Niżnik: Św. Andrzej Bobola w Strachocinie, Niedziela – edycja przemyska 18/2002
ks. I. Skubiś, J. Niżnik: Czy znów uratuje ojczyznę? Niedziela 19/2012, za: opoka.org.pl
ks. J. S. Pietrzak: Niepokalana królowa Polski, Kraków 1926
ks. J. Popłatek: Błogosławiony Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego. Życie – męczeństwo – kult. Kraków 1936
ks. H. Szuman / ks. J. Cyrankowski: Św. Andrzej Bobola TJ, Starogard 1938
J. Łukawy: 75. rocznica kanonizacji św. Andrzeja Boboli, Nasza Służba, rok 2013, nr 10 (467)

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s