J. R.R. Tolkien – autor dzieł katolickich

wyimki z opublikowanych listów ś.p. J.R.R. Tolkiena:

Z listu do syna Michaela Tolkiena, 06/08.03.1941:
„W tym upadłym świecie naszymi jedynymi przewodnikami są rozwaga, mądrość (rzadka w młodości, zbyt późna w starości), czyste serce i wierność woli (…) Z mroku mojego życia, tak bardzo zawiłego, stawiam przed Tobą jedną wspaniałą rzecz godną miłości na tej ziemi: Najświętszy Sakrament… W nim znajdziesz romantyczne przeżycie, chwałę, honor, wierność i prawdziwą drogę wszystkich twoich miłości na ziemi i więcej: Śmierć, która, co sprawia boski paradoks, kończy życie i wymaga oddania wszystkiego, ale dzięki której smakowi (lub przedsmakowi) wszystko czego poszukujesz w swoich ziemskich relacjach (miłość, wierność, radość) może zostać utrzymane, lub nabrać zabarwienia realności, wiecznej trwałości, której pragnie serce każdego człowieka”

Z listu do syna Christophera Tolkiena, 08.01.1944:
„Pamiętaj o swoim aniele stróżu. To nie pulchna niewiasta z łabędzimi skrzydłami! Ale, przynajmniej takie mam przeczucie, tak jak jesteśmy duszami z wolną wolą, tak i on był, umieszczeni tak by zwracać się (lub móc zwrócić się) ku Bogu. Lecz Bóg jest (można tak rzec) również za nami, wspierając nas, podtrzymując (jako stworzenia). Jasnym punktem mocy, gdzie ta linia życia, ta duchowa pępowina nas dotyka jest nasz Anioł, zwrócony ku Bogu za nami, w stronę, w wymiarze którego nie dostrzegamy, i ku nam. Ale oczywiście nie wpadaj w znużenie, wyglądając ku Bogu, w swojej wolnej woli i sile (dostarczanych niejako z tyłu, jak mówiłem). Jeśli nie jesteś w stanie osiągnąć wewnętrznego pokoju, który jest dany nielicznym (a najmniej mnie) w czasach zamętu, pamiętaj, że próba osiągnięcia go nie jest bezcelowa, lecz że jest konkretnym aktem. (…) Jeśli tego jeszcze nie robisz, nabierz zwyczaju modlitw chwalebnych. Odmawiam je często (po łacinie): Gloria Patri, Gloria in excelsis, Laudate Dominum, Laudate Pueri Dominum (które szczególnie cenię), jeden z psalmów na niedzielę oraz Magnificat; również Litanię Loretańską (wraz z modlitwą Sub tuum preasidium). Jeśli masz je w pamięci, nie będziesz potrzebował pocieszenia. Dobrą i godną rzeczą jest również pamiętać kanon Mszy świętej, aby móc go odmówić w duchu, jeśli kiedyś trudna sytuacja pozbawi cię możliwości wysłuchania Mszy.”

Z listu do syna Christophera Tolkiena, 07/08.11.1944:
„W niedzielę Prisca (córka J.T.) i ja pojechaliśmy na rowerach w wichurze i deszczu do Św. Grzegorza (…) Wysłuchaliśmy jednego z najlepszych (i najdłuższych) kazań ojca C. Cudowny komentarz do niedzielnej Ewangelii (o uzdrowieniu niewiasty i córki Jaira), wyłożony bardzo jasno dzięki porównaniu relacji trzech ewangelistów (…) I dzięki czytelnym ilustracjom ze współczesnych cudów. Podobny przypadek kobiety o zbliżonym schorzeniu (…) uzdrowionej nagle w Lourdes (…) I najbardziej poruszająca opowieść o małym chłopcu, który chorował na gruźlicze zapalenie otrzewnej i który nie został uzdrowiony, i musiał zostać niestety zabrany z powrotem do pociągu przez rodziców, w ciężkim stanie w asyście dwóch pielęgniarek. Jak tylko pociąg ruszył przejechał w pobliżu Groty. Mały chłopiec podniósł się. „Chcę pójść i porozmawiać z tą małą dziewczynką” – w pociągu była dziewczynka, która została uzdrowiona. I wstał, i poszedł, i bawił się z dziewczynką, a kiedy wrócił powiedział: „jestem teraz głodny”. I dali mu ciastko i dwa kawałki czekolady i spore kanapki z konserwowym mięsem, i zjadł je! (to miało miejsce w roku 1927) Tak jak Nasz Pan powiedział by dali małej córce Jaira coś do zjedzenia. Takie to proste, i w gruncie rzeczy: takie są cuda (…) Byłem głęboko poruszony historią małego chłopca (która ma potwierdzenie oczywiście w faktach) z jej pozornie smutnym zakończeniem i następującym potem nagłym, niespodziewanym radosnym finałem (…) Naraz zdałem sobie sprawę czym jest – kwestią, którą właśnie próbowałem opisać i wyjaśnić – w tamtym eseju o baśniach (…) Dla której ukułem słowo „eukatastrofa”: niespodziewany pozytywny zwrot w opowieści, który przeszywa cię radością aż do łez (…) I podsumowałem, mówiąc że Zmartwychwstanie było najwspanialszą „eukatastrofą” z możliwych w największej Baśni, która powoduje to czyste uczucie (…) Oczywiście nie mam na myśli tego, że przekaz Ewangelii jest tylko baśnią”.

Z listu do ojca Roberta Murraya, SJ, 02.12.1953:
„Władca Pierścieni jest oczywiście dziełem fundamentalnie religijnym i katolickim, podświadomie w pierwszej wersji i z pełną świadomością po korekcie.”

Z listu do Dawida I. Massona, 12.12.1955:
„Z pewnością pytanie o litość jest niedorzeczne w odniesieniu do książki, która tchnie Miłosierdziem od początku do końca, w której główny bohater pozostaje na końcu bezbronny, mając do dyspozycji tylko własną wolę? „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego” to słowa, które stają mi przed oczyma i których baśniową ilustracją miała być w zamyśle scena w Sammath Naur…”

Z listu do M. Straighta, 01/02.1956
„Jeśli oczekujesz głębszej refleksji, powiem, że w powyższej opowieści, ta „katastrofa” stanowi ilustrację (w pewnym aspekcie) znajomych słów „ I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego”

Z listu do J. Bum, 26.07.1956:
„Został (a z nim Sprawa) ocalony dzięki Zmiłowaniu: dzięki najwyższej wartości i skuteczności Miłosierdzia i przebaczeniu win (…) Istnieje możliwość znalezienia się w sytuacji przekraczającej własne siły. W takim wypadku (jak ufam) ocalenie od klęski zależy od czegoś pozornie niepowiązanego: ogólnej świętości (pokory i miłosierdzia) osoby, która się poświęca.”

Z listu do A. Ronald, 27.07.1956:
Jest możliwe, że ktoś dobry, nawet święty zostanie wystawiony na działanie zła, zbyt wielkie by je pokonać własnymi siłami. W tym konkretnym wypadku sprawa (a nie bohater) okazała się zwycięska, gdyż dzięki wcześniejszej litości, miłosierdziu i przebaczeniu win, doszło do sytuacji, w której wszystko zostało odwrócone i uniknięto katastrofy”

Z listu do syna Christophera Tolkiena, 01.11.1963 r.:
„Mówisz jednak o kryzysie wiary. To nieco inna kwestia: w końcu wiara jest aktem woli, inspirowanym przez miłość. Nasza miłość może przygasnąć, a wola ulec zmurszeniu na widok błędów, głupstw, a nawet grzechów Kościoła i jego kapłanów, ale nie sądzę by ktoś kto miał wiarę stracił ją z tych powodów (a zwłaszcza ktoś nawet z niewielką wiedzą historyczną). Skandale są zwykle okazją do pokus – podobnie jak nieprzyzwoitość do pożądliwości, która nie tworzy lecz pobudza. Są wygodne – zwracają bowiem nasze oczy z nas samych i naszych własnych błędów na kozła ofiarnego (…) Pokusa by nie wierzyć (co oznacza odrzucenie naszego Pana i Jego nakazów) czyha wewnątrz nas. Nakłania by znaleźć pretekst na zewnątrz. Im silniejsza jest ta wewnętrzna pokusa, tym bardziej i mocniej będziemy dali się powodować skandalami innych. Myślę że jestem podobnie wyczulony jak ty (i każdy chrześcijanin) na skandale – wśród duchowieństwa i świeckich. Dość miałem cierpień w życiu z powodu nierozumnych, zmęczonych, ciemnych, a nawet złych księży; ale znam siebie na tyle że wiem, że nie opuszczę Kościoła (co oznaczałoby dla mnie wypowiedzenie wierności Naszemu Panu) z tego typu powodów (…) Potrzeba niesłychanej woli niewiary by uznać, że Jezus nigdy nie istniał, że nie wypowiadał słów, które zanotowano – zbyt niesłychanych by mogły zostać wymyślone przez kogoś w owym czasie jak na przykład: „zanim Abraham przybył, ja jestem” (J 8), „ten kto mnie widzi, widzi Ojca mego” (J 9), czy zapowiedź Najświętszego Sakramentu w J 9: „ten kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew ma życie wieczne” (…) Jest dla mnie trudne do uwierzenia by ktoś kto przyjął choć raz Komunię, przynajmniej z dobrą intencją, mógłby Go potem odrzucić, bez ciężkiej winy (…) Jedynym ratunkiem na słabnącą wiarę jest Komunia. Choć zawsze niezmienny, doskonały, pełny i nienaruszony Najświętszy Sakrament nie działa raz na zawsze w każdym z nas. Podobnie jak akt wiary musi być podtrzymywany i wzrastać dzięki praktyce. (…) Osobiście jestem przekonany o prymacie Piotrowym, zaś rozejrzenie się po świecie nie pozostawia wiele wątpliwości który kościół (jeśli uznamy chrześcijaństwo za prawdziwe) jest Prawdziwym Kościołem, świątynią Ducha*) umierającą lecz żywą, grzeszną ale świętą, samo odnawiającą się i oczyszczającą. Lecz dla mnie Kościół, którego uznaną głową na ziemi jest papież ma podstawowy argument za swoją prawdziwością to że zawsze (i nadal to czyni) chronił Najświętszy Sakrament i oddawał mu najwyższą cześć, przyznając mu (jak to zamierzył Chrystus) pierwsze miejsce. (…) To przeciwko temu tak naprawdę wybuchła zachodnioeuropejska rewolucja (zwana reformacją) – przeciwko „bluźnierczej bajce Mszy św.” – zaś kwestia wiary i uczynków były tylko przykrywką. Uważam, że największą reformę naszych czasów przeprowadził św. Pius X: przenosząc wszystko, co, choć potrzebne, ten Sobór jest w stanie osiągnąć. Zastanawiam się w jaki stanie byłby teraz Kościół, gdyby nie ta reforma. (…) Od początku zapałałem miłością do Najświętszego Sakramentu – i dzięki łasce Boga nigdy nie wygasła, lecz zaiste! Nie zawsze byłem jej godny.”

*) ( (…) Nie można stawiać Bogu ograniczeń (…) może On użyć dowolną drogę dla swojej łaski (…) Poza słońcem może być światło księżyca (wystarczająco jasne by czytać), ale jeśli usuniemy słońce i księżyc nie będzie widoczny. Czym byłoby chrześcijaństwo teraz, gdyby Kościół rzymski został zniszczony?”

Z listu do syna Michaela Tolkiena, 09/10.01.1965:
„Bardzo trudne to dla mnie i gorzkie, gdy moje dzieci odeszły na manowce (od Kościoła).”

Z listu do syna Michaela Tolkiena, 1968:
„”Trendy” w Kościele są… poważne, zwłaszcza dla tych, którzy przyzwyczaili się znajdować w nim pociechę i pokój w czasach przejściowego zamętu, a nie jeszcze jedną aferę konfliktów i zmian (…) Jestem świadomy, że dla Ciebie podobnie jak dla mnie, Kościół, który dawniej był schronieniem, teraz często wydaje się pułapką. A oprócz niego nie ma dokąd pójść! (…) Myślę, że nie możemy nic więcej zrobić, jak tylko modlić się, za Kościół, za Wikariusza Chrystusowego, i za nas samych; jednocześnie praktykując cnotę wierności, która zaprawdę jedynie wtedy staje się cnotą, kiedy człowiek znajduje się pod presją by ją porzucić (…) „Protestanckie” sięganie wstecz w poszukiwaniu „prostoty” i bezpośredniości – które, oczywiście, mimo że zawiera okruch dobrych lub przynajmniej zrozumiałych intencji, jest pełne błędu i zaiste próżne. Albowiem „pierwotne chrześcijaństwo” jest i mimo wszelkich „badań” pozostanie w większości nieznanym; albowiem „prymitywizm” nie zapewnia wartości i jest, a także była w przeważającej mierze odbiciem ignorancji. Poważne nadużycia występowały w takim samym stopniu w chrześcijańskiej liturgice na początku jak obecnie. Ponadto, ponieważ „mój Kościół” nie został zamierzony przez Naszego Pana jako coś statycznego lub pozostającego w wieku dziecięcym, ale jako żywy organizm (przypominający roślinę), który rozwija się i zmienia (…) Nie ma podobieństwa między „ziarnem gorczycy” a w pełni wyrośniętym drzewem musztardowym. Dla tych co żyją w czasach rozgałęziania punktem odniesienia jest Drzewo, albowiem dzieje żyjącego organizmu są częścią jego życia, a historia ta jest święta. Mądrzy ludzie wiedzą, że rozpoczęło się ono od nasienia, ale próżnością jest próba jego ustalenia i wykopania, gdyż nasienie to już nie istnieje, zaś cnota i moc trwają teraz w Drzewie. W ramach kultywacji władze, opiekunowie Drzewa powinni się o nie troszczyć, stosownie do posiadanej mądrości, przycinać je, usuwać narośle, pozbawiać pasożytów, i tak dalej (…) Ale z pewnością mu zaszkodzą jeżeli będą dotknięci obsesją powrotu do nasienia bądź nawet do lat pierwszej młodości rośliny kiedy była (jak sobie wyobrażają) piękna i niedotknięta złem. Inny motyw (mylony teraz z tym prymitywistycznym, nawet w umysłach reformatorów) to aggiornamento: uwspółcześnienie, co niesie swoje własne śmiertelnie poważne niebezpieczeństwa, tak jak było to już widoczne na przestrzeni dziejów.”

Z listu do Kamili Unwin, 20.05.1969 (na pytanie o sens życia):
„Jeżeli nie wierzysz w osobowego Boga pytanie o sens życia nie ma sensu i nie znajduje odpowiedzi. Do kogo lub czego zaadresujesz takie pytanie? (…) Ci, którzy wierzą w osobowego Boga, Stwórcę, nie uważają, że wszechświat jako taki jest godny czci, choć dogłębne jego badanie może być jednym ze sposobów oddania Jemu czci. I choć jako żyjące stworzenia jesteśmy (w części) częścią wszechświata i w nim się znajdujemy, nasze wyobrażenia o Bogu i sposób ich wyrażania będą w znacznym stopniu wyprowadzane z kontemplacji świata wokół nas (chociaż tu trzeba wskazać, że jest także objawienie skierowane do wszystkich i do poszczególnych osób). Można zatem powiedzieć, że głównym sensem życia, dla każdego z nas, jest powiększać, stosownie do naszych zdolności, naszą wiedzę o Bogu wszystkimi środkami jakie posiadamy i by skłaniało nas to do oddawania chwały i dziękczynienia. Jest czynić tak jak mówimy w Gloria in excelsis: chwalimy Cię, błogosławimy Cię, wielbimy Cię, wysławiamy Cię, dzięki Ci składamy, bo wielka jest chwała Twoja.”

I jeszcze fragment listu “przedświątecznego” – do Michaela Tolkiena, z 19.12.1962 r.:
„Oto nadchodzi Boże Narodzenie. To wspaniałe święto, którego żadna „komercyjność” nie może naprawdę zepsuć, chyba że jej na to pozwolisz. Ufam mój drogi, że przyniesie ci nieco spokoju i odświeżenia w każdym wymiarze, i będę pamiętać o tobie, przyjmując komunię (jak zawsze, lecz w szczególny sposób)”

wybór z “The Letters of J.R.R. Tolkien” selection by H. Carpenter & Ch. Tolkien, London

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s