Hołd

Powiedz, ktokolwiek przeczytasz te sprawy,
Czyli nie nazwiesz monarchę szalonym,
Co mogąc łatwo skończyć z zwyciężonym,
Wzrok mu swój wolał pokazać łaskawy?
Pokazał temu, co niedawno jeszcze
Byłby niewdzięczny szarpał mu wnętrzności,
A oto wielbi ten czyn cnej mądrości
Chwała biskupów, wieszcz nad wieszcze!
Lecz bodaj myśl twa w rzecz wejrzeć umiała,
Zrozumiesz, jak się owa sprawa stała

S. Hozjusz

————————————————————

Jedno z pierwszych na świecie państwo protestanckie i pierwsza protestancka „diecezja” powstało pod patronatem „katolickiego” króla Polski. Było oparte na powszechnym przejściu w stan świecki krzyżackich rycerzy mnichów z Prus. Brat Albrecht z Brandenburgii, syn hrabiego Ansbach Fryderyka i wnuk, po kądzieli, Kazimierza Jagiellończyka, siostrzeniec króla Zygmunta zwanego Starym, urząd wielkiego mistrza krzyżackiego objął w roku 1511. Pierwsze lata jego rządów to umiejętne rozgrywanie przeciwko Polsce innych ważnych uczestników europejskiego teatru papieża i cesarza. W całej układance prowadzącej do wydarzenia, które rozegrało się na krakowskim rynku 10 kwietnia Roku Pańskiego 1525 Albrecht musiał brać pod uwagę zasadniczy punkt. Otóż cesarz, dotychczasowy sojusznik Zakonu i Albrechta, przestałby nim być w momencie porzucenia przez nich zakonnych ślubów. Przypomnijmy, że zawierając rozejm zawieszający wojnę 1519-21 z Polską, w wyniku zabiegów Albrechta, strony ustaliły, że cesarz będzie arbitrem przyszłego pokoju, na którego zawarcie wyznaczono horyzont czasowy czterech lat. To cesarz miał oceniać warunki pokoju toruńskiego z roku 1466, w tym składanie hołdu przez mistrza królowi Polski. Co zatem skłoniło Albrechta do porzucenia obozu cesarskiego, z którym był do roku 1521 ściśle związany?

W roku 1522 Albrecht udał się na zjazd książąt Rzeszy w Norymberdze, gdzie rozważano papieskie potępienie nauk Lutra. Tam spotkał się ze świeżo upieczonym (święcenia w 1520) księdzem Andreasem Osianderem, który wcześniej studiował język hebrajski na uniwersytecie w Ingolstadt. W roku 1522 Andreas sporządził łacińską wersję Biblii tłumaczoną z hebrajskiego. To właśnie Osiander przekonał Albrechta do nowej nauki. Jak ważną osobistością był dla Albrechta wskazuje fakt, iż gdy Osiander poróżnił się potem nieco z innym reformatorami, ostatecznie wylądował w roku 1549 na niedawno utworzonym uniwersytecie w Królewcu, gdzie mieszkał do śmierci. W roku 1523 wypadki przyspieszyły. Pod koniec lutego Luter na przygotowany przez Osiandera grunt, wysłał list wzywający członków zakonu krzyżackiego do porzucenia “nieczystej czystości” i gromadnego ożenku. Luter wyrażał w liście przekonanie, że zakon krzyżacki może dać w ten sposób doskonały przykład wszystkim innym zakonom. Podnosił, że bezżennych trapi brak nadziei i pewności, stały strach, że niepopularność Krzyżaków bierze się z powszechnego przekonania, które Luter w pełni podzielał, jak rzadką cnotą jest czystość, co powodował szczególną troskę o żony i córki wśród poddanych zakonu. Prawdziwy chrześcijanin, pisał Luter, powinien wierzyć, że Bóg nie był pijany kiedy ustanowił małżeństwo. Dalej następowało potępienie głupoty zakonnych ślubów, przeciwnych naturalnym popędom człowieka, niemożliwych do dotrzymania, narażających słabe ciało na grzech codzienny. Cudzołóstwo i nieczystość, wykładał Krzyżakom doktor Marcin, są drobnostką w zestawieniu z bluźnierstwem, a nawet sam Chrystus zapowiadał, że więcej będzie miał względów dla mieszkańców Sodomy i Gomory, nierządnic i grzeszników niż Kafarnaum i Betsaidy, pobożnych faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Przy okazji Luter pouczył Krzyżaków, że najmniejszym grzechem w oczach Boga jest kradzież, bo dotyka wyłącznie dóbr doczesnych. Luter wskazywał dalej, że sami biskupi i opaci chętnie by się ożenili, gdyby mieli w tym zakresie licznych prekursorów, a małżeństwo duchownych stało się powszechne, akceptowane i poważane w oczach świata. Kończąc obszerną epistołę Luter pisze, że nic nie może powstrzymać Zakonu na drodze ku porzuceniu ślubów za wyjątkiem bezrozumnych opinii tego szalonego świata, który zapyta: dlaczego rycerze teutońscy to czynią? Oczywiście Luter radzi powyższe zignorować i postąpić zgodnie ze skłonnością ludzką.

W odpowiedzi na powyższy list, w połowie 1523 roku Albrecht przekazał Lutrowi zakonne statuty celem ich krytycznej recenzji przez reformatora.  W czerwcu 1523 Luter posłał do Prus byłego franciszkanina Johanna Prysmanna vel Jana Breżana. Prysmann, podobnie jak Osiander, znawca hebrajskiego, trafił na tak przyjazny grunt, że we wrześniu roku 1523 mógł wygłosić  nauki w samym Królewcu. W rezultacie opisanej wyżej korespondencji wielki mistrz krzyżacki wyruszył w listopadzie 1523 roku w podróż do Wittembergii, gdzie spotkał się z samym Lutrem i Filipem Melanchtonem. Luter poradził Albrechtowi, jak postępowy mnich mnichowi, zlikwidować zakon i przekształcić Prusy we własne dziedziczne księstwo. Albrecht był zauroczony tą propozycją. Jeszcze w roku 1523 w Królewcu zaczęła działać protestancka drukarnia, głosili swoje nauki protestanccy kaznodzieje.

W roku 1524 na luteranizm przeszedł krzyżacki biskup Sambii Georg von Polentz – dawny… sekretarz Kurii rzymskiej za czasów Juliusza II, nawrócony przez Prysmanna. Prysmann został w Prusach na stałe jako bliski doradca Polentza i samego Albrechta, stając się pierwszym żonatym duchownym na tych ziemiach. Został wysłany w późniejszych latach (1527) wraz z rodziną na ziemie zakonu inflanckiego, gdzie miał walny udział w protestantyzacji Rygi i dzisiejszej Łotwy. Po powrocie do Prus Prysmann objął zbór katedralny w Królewcu i był jednym z inicjatorów założenia miejscowej uczelni, tej samej, która wydała znacznie później Immanuela Kanta. Wracając do roku 1524 – rok ten był czasem dalszego triumfalnego pochodu reformacji w Prusach. W marcu 1524 zajęto i zniszczono klasztor franciszkański pod Królewcem, rozpraszano kolejne konwenty. Antypapistowskie hasła trafiały także do tzw. warstw niższych, stając się przyczyną ruchawek, miejscami zbyt radykalnych dla interesów Albrechta.

Równolegle, jako zręczny gracz, w obawie przed przedwczesnym spaleniem mostów z Rzymem i Habsburgami, zanim zostałby domknięty układ z Polską, Albrecht oficjalnie zaprzecza, iż sprzyja reformacji. Nie przeszkadza mu to korespondować z Lutrem i tolerować ruchy skierowane przeciw innym niż Krzyżacy zgromadzeniom zakonnym. Idea sekularyzacji nabiera kształtu – w listopadzie 1524 roku odbywa się tajny zjazd szlachty pruskiej w Bartoszycach, na którym Georg von Polentz przekonywał zebranych do idei sekularyzacji w duchu luterańskim. Pozostaje jeszcze przekonać drugą stronę, obstawianego protektora, wprawdzie oficjalnie wciąż wroga (rozejm, który wygasał na początku kwietnia kolejnego roku, nie mniej, bądź co bądź, członka rodziny.

Za urabianie Zygmunta Starego zabrał się starszy brat Albrechta Jerzy Hohenzollern, margrabia Ansbach. Albrecht zawdzięczał mu wybór na wielkiego mistrza zakonu, którego regułę miał teraz zdradzić, uwłaszczając się na jego ziemiach. Jerzy (Georg) od dłuższego czasu obstawiał dwór czesko-węgierski. Był zausznikiem drugiego wuja braci Hohenzollernów – Władysława Jagiellończyka, dzięki którego protekcji uzyskał znaczne dobra na Śląsku Górnym (znany jest jako założyciel Tarnowskich Gór), a potem został opiekunem jego syna Ludwika. Jako opiekun mógł rozwijać „ekscentryczne” skłonności młodego władcy do ekshibicjonizmu i innych wynaturzeń natury seksualnej. Jerzy stał się sympatykiem nauk Lutra i wykorzystywał swój wpływ na nieporadnego króla Ludwika w celu umożliwienia rozprzestrzeniania się reformacji na ziemiach pozostających pod jego panowaniem.

W negocjacjach traktatu krakowskiego Jerzy współpracował ściśle z księciem legnickim Fryderykiem, zwanym w lokalnej tradycji „wielkim”, który zasłynął m.in. tym, że kazał rozebrać 15 kościołów i kaplic pod murami miasta w obawie przed Turkami. Fryderyk, podobnie jak Jerzy brał udział w mediacjach rozejmowych po wojnie polsko-krzyżackiej 1519-21. Wspomnianą parę jako pierwszoplanowe postacie umieścił Matejko na swoim słynnym obrazie “Hołd pruski”.

Nie ulega wątpliwości, że po stronie polskiej koncepcję sekularyzacji popierali druh Albrechta, kanclerz koronny, wojewoda krakowski Krzysztof Szydłowiecki oraz podkanclerzy koronny, biskup poznański, a od roku 1524 także krakowski – Piotr Tomicki, z uwagi na kwestie posiadanych synekur, stojący w opozycji do wzbierającego na sile ruchu egzekucji praw. Mieli oni w kwestii Prus inną koncepcję niż polska szlachta z prymasem Janem Łaskim. Pośrednikiem między obu wielmożami a Albrechtem był zausznik Hohenzollerna – Achacy Cema, podkomorzy pomorski, starosta człuchowski i starogardzki, który występował na ostatnim etapie rokowań w imieniu… strony polskiej (J. Małłek: Prusy Książęce a Prusy Królewskie w latach 1525-1548, Warszawa 1976, s. 27).

Jak jednak przekonano Zygmunta po jego wcześniejszych doświadczeniach z Albrechtem, zwłaszcza, że i Hohenzollern mediator nie budził zaufania z uwagi na jego, znaną królowi działalność na dworze Ludwika? Wersja, że Zygmunt miał słabość do siostrzeńca każe przyjąć założenie, iż król Polski był idiotą, obdarzonym zbyt dużą do możliwości władzą, a zatem odpada na samym początku. Wątpliwe jest również by przeważyła argumentacja, że pierwsze w Europie księstwo luterańskie nie będzie mogło liczyć na porozumienie z katolickim cesarzem, a łatwo będzie się porozumiewało z katolicką Polską, która to koncepcja fatalnie zawiodła 250 lat później, podczas drugiej fali oświecenia (odrodzenia). Po pierwsze, partnerów dobierano sobie mało wiarygodnych, o czym zarówno Szydłowiecki, jak i Zygmunt wiedzieli.

Pominąwszy samego Albrechta „narratorem” traktatu krakowskiego jest wspomniany już Jerzy Hohenzollern, jego sygnatariusz obok Zygmunta, Albrechta i Fryderyka legnickiego. Szydłowiecki w październiku roku 1523 posłował na kongres w Neustadt, gdzie mógł zaobserwować jaki skutek kuratela Hohenzollerna daje wobec Ludwika. Wysłuchał tam zwierzeń kanclerza Węgier Thurzona, kanclerza arcyksięcia Ferdynanda oraz hrabiego de Burgos – ambasadora hiszpańskiego na dworze dotyczących osoby Ludwika, o czym nie omieszkał donieść Zygmuntowi. Wyłaniał się z nich opisany już wyżej obraz zdeprawowania, zgłupienia, najgorszych obyczajów, braku szacunku poddanych, przy czym, jak stwierdził następnie Szydłowiecki, zarówno Jerzy Hohenzollern, jak i wspomniany de Burgos z ramienia Habsburgów byli przez Węgrów obwiniani jako główne siły sprawcze (za: L. Kolankowski: Polityka ostatnich Jagiellonów, Kwartalnik Historyczny 1911, t. 25, s. 55 i nast., który to autor mimo wszystko jednym tchem ocenia samą umowę pod auspicjami margrabiego Jerzego za korzystną). Po drugie, przeciw powyższemu świadczą działania Zygmunta w Prusach Królewskich bezpośrednio po podpisaniu traktatu, których antyprotestanckość musiał hamować Albrecht (o czym poniżej).

W wypowiedziach współczesnych (m.in. Tomickiego) cytowanych przez Z. Wojciechowskiego przewija się wątek turecki jako wyjaśnienie dla odpuszczenia kwestii chrześcijaństwa na północy, co brzmi równie nieprzekonująco, gdyż Polska nie była wówczas, co potwierdziły kolejne lata, na tureckim celowniku. Wątpliwym listkiem figowym postępowania Zygmunta była bierna postawa papieży, zarówno w kwestii potwierdzenia pokoju toruńskiego, jak tępienia luteranizmu w Prusach.

W komentarzach do traktatu krakowskiego pojawia się również wątek przekupstwa, na co wskazywał poseł papieski na Węgrzech, a co sugerował również między strofami swego wiersza Stanisław Hozjusz. Szydłowiecki i Tomicki nie mieli interesu w wojnie z Prusami, która wobec problemów finansowych króla, implikujących konieczność zaangażowania pospolitego ruszenia, mogła spowodować kolejne ustępstwa na rzecz ruchu egzekucyjnego szlachty, protestującego m.in. przeciwko łączeniu synekur. Jak wielką propagandę i z jakim zaangażowaniem uprawiał w okresie poprzedzającym traktat krakowski Tomicki, świadczy na przykład jego list do Jana Dantyszka, w którym biskup przekonuje adresata, że Albrecht z wilka stał się jagnięciem. Opisane problemy finansowe Zygmunta mogły mieć znaczenie. Prowadzone wojny i ciągłe korowody dyplomatyczne były kosztowne – sprawy pieniędzy załatwiano przez bogate domy bankierskie. W roku 1522 Zygmunt żalił się Szydłowieckiemu, iż w tej chwili pieniędzy nie ma i wiele z naszych dóbr zastawił, nie wie, jak sobie poradzić, zwłaszcza „że tyle już winniśmy Bonerowi” (Acta Tomiciana cytat za: Z. Wojciechowski: Zygmunt Stary 1506-1548, Warszawa 1979, s.207, mowa o zmarłym w roku 1523 Hansie Bonerze). Jednakże poparcie Albrechta mogło prowadzić paradoksalnie do odpadnięcia źródła finansowania. Na przykład Fuggerowie byli przede wszystkim bankierami papiestwa i cesarstwa, z powodu czego stali się obiektem krytyki Lutra i protestanckich kaznodziejów.

Sam negocjowany traktat, niezależnie od samego pomysłu sekularyzacji Prus, implikował również inne perturbacje związane z relacjami z papiestwem. Rozejm w Toruniu w roku 1521 między Polską a Zakonem był zawierany przy udziale legata papieża Leona X, z którym Zygmunt spierał się w kwestii krzyżackiej. Papież ten próbował podporządkować politykę państw europejskich obronie przeciwko zagrożeniu osmańskiemu – Krzyżacy mieli być elementem tej układanki. Poza tym jego stosunki z Polską układały się dobrze, co potwierdzały decyzje personalne Leona w kwestii obsady biskupstwa wrocławskiego (zablokowano nominację dla brata Albrechta – Jana Albrechta Hohenzollerna) i pomezańskiego oraz zawarcie w roku 1519 konkordatu, a także przygotowanie bulli o przekazywaniu dochodów ze świętopietrza królowi. Spór z kolejnym papieżem Hadrianem VI dotyczył z kolei ponownie osoby Jana Albrechta, który bez porozumienia z Zygmuntem, a z pewnością przy udziale pozostałych braci, został nominowany przez Hadriana w roku 1522 na stolec biskupi płocki, czemu sprzeciwiali się również, przynajmniej oficjalnie, Szydłowiecki i Tomicki. W roku 1523 Hadrian, na krótko przed śmiercią cofnął swoją decyzję. Kolejną osią sporów było wycofanie się przez papieża z koncesji poczynionych przez papieża Leona oraz poparcie przez Hadriana idei mediacji między Zygmuntem a Albrechtem za pośrednictwem sejmu Rzeszy. Kolejny następca Piotrowy Klemens VII z kolei potwierdził decyzje Leona. Papież ten stanął przed problemem ostrego konfliktu Franciszka I francuskiego z Karolem V Habsburgiem, który zawisł również nad Państwem Kościelnym.

Tuż przed zawarciem traktatu krakowskiego, pod koniec lutego 1525 roku doszło do klęski Francuzów, którzy wcześniej dyktowali warunki w Italii, w walnej bitwie pod Pawią, a sam król Franciszek dostał się do habsburskiej niewoli. Spowodowało to zamęt w Rzymie i konieczność nagłego porozumienia się z Habsburgami. Miało następstwa również w Polsce, która zaledwie pół roku wcześniej zawarła układ z Francuzami. Wieść o Pawii dotarła podczas obrad senatu nad propozycjami rozwiązania kwestii pruskiej, w połowie marca 1525 roku. Argumentacja, iż potencjalny luteranizm Albrechta był atutem, gdyż zbliżał on Albrechta do króla Francji i zapewniał mu złe notowania w Madrycie, musiała zatem stracić na znaczeniu. Pawia zdezaktualizowała zatem m.in. uwagi Jana Dantyszka z listu do Zygmunta wysłanego w początku lutego 1525 z Hiszpanii, podnoszącego przychylność Albrechta dla Francuzów. Jednocześnie trudno uwierzyć by koncepcję sekularyzacji opracowywano naprędce dopiero po otrzymaniu wieści z Italii – w ciągu 3 tygodni jakie pozostały do ostatecznego zawarcia traktatu krakowskiego.

Pojawiają się również argumenty, że protestantyzm w Prusach Książęcych jako państwie zewnętrznym był uznawany w Polsce za czynnik pozytywny – przeczą temu okoliczności wskazujące, iż dalekosiężnym celem miała być jednak integracja Prus z Polską (co potwierdzają choćby kolejne kroki Zygmunta, np. unia monetarna). Przymierze z Albrechtem, którego rękojmią miało być odstępstwo pruskie od religii katolickiej było w tej sytuacji co najmniej zastanawiające, zwłaszcza rzekoma przemiana wilka w jagnię nie dawała żadnych rokowań trwałości, co trafnie wypomniał arcybiskup lwowski. Decyzję, dość radykalną, biorąc pod uwagę opisaną wyżej niestabilną sytuację, podejmowano przy założeniu ryzyka porozumienia się Albrechta z drugą stroną (przy postrzeganiu osoby Albrechta jako oportunisty i pragmatyka, wychodzi zatem, iż to Polska świadomie i z premedytacją wepchnęła Albrechta i Prusy w luteranizm).

Uzasadnienie powyższe jednak kompletnie nie przekonuje. Skoro bowiem Albrecht jawił się z liście Dantyszka jako oponent Habsburgów i przyjaciel Franciszka, Pawia tworzyła doskonałą okazję by, korzystając z zaangażowania Habsburgów w Italii i koniecznością przejścia papieża do ich obozu, „połknąć” Albrechta. Czy można było ujawnić machinacje Albrechta i przy papieskim błogosławieństwie oraz przy bierności cesarskiej zaorać Prusy? Taką możliwość potwierdziły wydarzenia kolejnego roku, kiedy to cesarstwo i królestwo węgierskie musiało zająć się zagrożeniem z południa. Również postronni współcześni obserwatorzy uważali (za Z. Wojciechowskim), iż „gdyby teraz król polski zmądrzał i chciał wznowić wojnę z mistrzem pruskim, nie miałby żadnych trudności: opuszczony jest (w. mistrz) przez wszystkich przyjaciół, nikt więcej mu nie wierzy i skończona sprawa z Prusami i z całą jego fortuną.” Sam Klemens VII na wieść o sekularyzacji zakonu i przekształceniu Prus w państwo luterańskie rzucił w 1526 roku na Albrechta ekskomunikę.

Przy traktacie krakowskim papiestwo reprezentował jednak w swoisty sposób…. biskup Tomicki, od roku 1524 nuncjusz apostolski. Traktat zawarto w wigilię Niedzieli Palmowej – 8 kwietnia 1525 roku, aby obejść niewielki problem związany z treścią rozejmu sprzed 4 lat. Otóż rozejm ten warował uczestnictwo cesarza i króla węgierskiego w pokojowym zamknięciu sprawy, w tym wypowiedzenie się co do przysięgi lennej wielkiego mistrza. Traktat krakowski sporządzony 4 lata i 3 dni po rozejmie stwierdza, iż skoro we wskazanym okresie mimo trudów i starań wielkiego mistrza ani cesarz, ani król Węgier, ani też papież nie zdołali z powodu „innych poważnych spraw” powyższym się zająć, strony same musiały dojść do porozumienia.

Traktat krakowski został zawarty między Królestwem Polski a Albrechtem jako Wielkim Mistrzem Zakonu oraz samym Zakonem. Nie ma w nim mowy wprost o nowej wierze zakonników, Albrecht jednak z mistrza Zakonu w preambule i punkcie pierwszym, już w kolejnych punktach zmienia się w księcia na Prusiech, który zrzeka się przywilejów sprzecznych z ugodą, w tym także tych papieskich. Stanowiło to wyrzeczenie się papieskiego zwierzchnictwa nad Zakonem – kwestii, którą ominięto przy drugim pokoju toruńskim z 1466 roku i która pojawiała się podczas wojny 1519-21. W dniu 10 kwietnia 1525 odbyła się słynna scena hołdu pruskiego, podczas której zakonnicy obecni na krakowskim rynku zdarli krzyże ze swoich płaszczy. Pomimo lokalnego oporu w ślad za nimi poszła reszta zakonu w Prusach.

Nie obyło się również bez tarć ze strony polskiej, która stanęła wobec zarzutu zdrady papiestwa i przystąpiła do “walki” z herezją. 9 maja 1525 roku zostało sporządzone skierowane do gdańszczan, którzy podburzeni przez kaznodziejów luterskich wzięli się za zabór kościelnego mienia i wypędzanie zakonników niezwykle ostre w tonie pismo. Na początku marca 1526 roku Zygmunt wjechał do Malborka i kazał uwięzić miejscowych protestanckich kaznodziejów. O łaskę dla nich prosił wuja Albrecht w napisanym pod koniec miesiąca liście. Posłańcem był biskup Pomezanii Queiss, który został na początku kwietnia potraktowany przez króla dość chłodno z wytknięciem, że wybór Queissa nie został zatwierdzony przez Rzym. Zaledwie parę dni później Albrecht żali się na to zachowanie Zygmunta w liście do kanclerza Krzysztofa Szydłowieckiego, wskazując, że choć papież nie zatwierdził traktatu, układ jest  ważny. Albrecht postanowił jednocześnie bez uprzedzenia ruszyć w ślad za królem, który udał się do Gdańska. Pośpiech i charakter wizyty, która nie została uzgodniona z polskim monarchą wskazują, że traktował kwestie protestantyzmu jako pierwszoplanowe. Spotkanie z królem nie było serdeczne – Zygmunt zagroził ponoć Albrechtowi, iż odda księstwo innemu, jeśli nie wyrzeknie się herezji i zdecydowanie odrzucił propozycję debaty z udziałem teologów luterańskich. Do miasta pod protekcją króla wrócili franciszkanie i dominikanie, przywrócono katolicką liturgię. Natomiast gesty braterstwa Albrecht wymienił z Krzysztofem Szydłowieckim. Atmosfera wkrótce poprawiła się, a Zygmunt podpisał akt wprowadzający Albrechta w pruskie lenno. Na początku czerwca brat kanclerza, Mikołaj, podskarbi koronny donosił w liście królowej Bonie, że Albrecht jest “księciem bardzo ludzkim. Nie można wypowiedzieć, jak szanuje i kocha Majestat królewski i żadnego dnia nie zaniedbuje, by prowadzić Majestat do kościoła. Ledwie zbierze się czwarta część dworzan, gdy ten już jest obecny i nieraz przeszło godzinę wyczekuje przed sypialnią Majestatu królewskiego” (cytat za: Z. Wojciechowski: Zygmunt Stary, Warszawa 1979, s. 255). Czy Zygmunt uwierzył w ową gorliwość Albrechta w chodzeniu na “papistowskie” msze? Tym bardziej, że Albrecht nie ustawał w wysiłkach na rzecz uwolnienia zluteranizowanych duchownych. Z miasta zniknął po potwierdzeniu wprowadzenia go w lenno 26 maja 1526, uwożąc za sobą dwóch protestanckich kaznodziejów – Michaela Meurera oraz Ambrosa Hitfelda. Innym opiekunem luteran gdańskich okazał się Cema, któremu Zygmunt powierzył zarząd miasta po swoim wyjeździe – pod koniec lipca z więzienia zwolniono kolejnych sześciu kaznodziejów. Albrecht rekomendował później królowi Achacego na funkcję burgrabiego Gdańska, na co Zygmunt nie wyraził aprobaty, wymawiając się przywilejami miasta. Mimo wszystko król czynił dalej przyjazne Albrechtowi gesty, zwalniając pod koniec roku 1529 Johanna Nimptscha, za którym Albrecht wielokrotnie się wstawiał i którego Zygmunt początkowo chciał skrócić o głowę. Albrecht apelował również do biskupa włocławskiego Macieja Drzewieckiego o zwolnienie uwięzionych z kolei przez niego protestantów.

Biskup krakowski Tomicki pozostał wierny renesansowym tendencjom – za jego rządów na uniwersytecie krakowskim wprowadzono nauczanie języka hebrajskiego. Odmiennej niż Tomicki oceny traktatu dokonał arcybiskup lwowski Bernard Wilczek, stwierdzając odważnie:  “jakżeż dotrzyma królowi polskiemu przysięgi ten, który jej nie dotrzymał Bogu?” – jako komentarz do porzuconych przez Albrechta zakonnych ślubów. Podobnie jak młody wówczas Stanisław Hozjusz, który, cytowanym na wstępie w przekładzie Szujskiego wierszem, skwitował apologię pióra Andrzeja Krzyckiego, siostrzeńca biskupa Piotra Tomickiego. 43-letni wówczas Krzycki, nazywany przez wuja pieszczotliwie “Luterkiem”, z poręki tegoż biskup przemyski, zwany z łacińska Criciusem był znanym twórcą fraszek, satyr i innych poezji (m.in. dwuznacznej “Pochwały Lutra”) oraz apologetą Filipa Buonacorsiego, pseudo “Kalimach”, którego mowy opracował i wydał. To właśnie Krzycki w wierszu Hozjusza jest określany jako “chwała biskupów, wieszcz nad wieszcze”. Był on autorem dość bezczelnego w treści listu do nuncjusza papieskiego na Węgrzech Jana Antoniego Pulleona o okolicznościach hołdu pruskiego, wskazując, że jego przyczyną była… bezczynność papiestwa w obliczu rozkładu moralnego Zakonu oraz że herezja luterska szerzy się w całej Rzeszy, zaś w Polsce obok katolików żyją także Rusini, Żydzi czy Tatarzy, więc znajdzie się miejsce i  dla luteran. Krzycki wskazywał również, że przejście na luteranizm było wewnętrzną sprawą Zakonu, do której Polska mieszać się nie mogła. “Renesansowe” umysły nie widziały jak widać w traktacie krakowskim większego problemu.

Co więcej, ówczesny pragmatyzm ukazuje inne pismo Krzyckiego, którego dzieła znalazły się potem na kościelnym indeksie ksiąg zakazanych, z roku 1525, a mianowicie replika udzielona posłom gdańskim, którzy bronili się przed zarzutami Krakowa o popieranie luteranizmu, plądrowanie kościołów i prześladowania zakonników, sformułowane w liście Zygmunta Starego z 9 maja 1525. Ostry ton przybrany przeciw protestantom, tak sprzeczny z duchem niedawnego traktatu krakowskiego, obok obrony przeciw zarzutom zdrady chrześcijaństwa mógł mieć też inne, bardziej prozaiczne tło. W okresie, kiedy trwały ostatnie rozmowy przed podpisaniem traktatu krakowskiego, to jest w marcu 1525 roku zebrały się w górnej Szwabii gromady podburzanych przez kaznodziejów luterańskich chłopów w łącznej liczbie około 30 000, przyjmując 20 marca w Memmingen tzw. dwanaście artykułów. Odnosiły się one do różnych kwestii, ale ich pierwszym punktem było wprowadzenie zasady sola scriptura to jest nakazu przekazywania słowa Bożego przez kaznodzieję w sposób prosty, jednoznaczny, tak jak zostało zapisane, bez żadnych ludzkich zmian, jak również prawo wyboru i odwoływania księży przez lokalną społeczność. Wydarzenia w Szwabii były wstępem do wybuchu tzw. wojny chłopskiej, która wkrótce rozszerzyła się na inne kraje Rzeszy. Jak się przyjmuje od marca do maja 1525, dzięki głównej maszynie protestantyzmu – prasie drukarskiej, artykuły z Memmingen rozpowszechniono w ponad 25 000 kopiach. Rozwój sytuacji przeraził nawet samego Lutra, który w tymże maju 1525 wydał rozprawę przeciw morderczym, rabunkowym bandom chłopskim, wzywając do krwawej rozprawy z nimi. Takie skrajne oblicze “reformacji” z pewnością wywarło wrażenie również na “humanistów” z Krakowa.

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s