Jeszcze o starożytnościach chrześcijańskich

W roku 70 świątynia jerozolimska została zniszczona. Świątynię zburzono  – jednak istniała dalej kontynuacja składanych w niej ofiar i wygłaszanych proroctw, zachowujący swych kapłanów, świątynię i nową, czystą Ofiarę Kościół. To żydzi, którzy odrzucili Chrystusa, w obliczu tej religii i zniszczenia świątyni, musieli zacząć szukać nowej tożsamości. Rabin Jochanan ben Zachai umknął z oblężonej Jerozolimy i założył szkołę talmudyczną w Jabne.

Jeszcze przed zniszczeniem świątyni, a po śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa chrześcijanie zdołali przejść trzy fale prześladowań ze strony żydów: pierwszą, w której brał udział Szaweł i podczas której poniósł śmierć męczeńską św. Szczepan, drugą, rozpoczętą około Roku Pańskiego 42 z inicjatywy Heroda Agryppy, w czasie której zamęczono Jakuba Starszego, syna Zebedeuszowego oraz trzecią, za czasów Nerona, po roku 60 kiedy to zabito drugiego Jakuba, zwanego Mniejszym. Jednocześnie, obok prześladowań pojawiał inny istotny wątek – judaizowania. Jego pierwsze przejawy widzimy już w Nowym Testamencie, gdzie św. Paweł pisze do Galatów (Ga  2,11-14) że otwarcie sprzeciwił się Piotrowi w Antiochii gdy ten chciał ulec zwolennikom zachowania jako obowiązującego w chrześcijaństwie starego Prawa oraz w opisanych w Dziejach Apostolskich (Dz 15) rozważaniach Apostołów w Jerozolimie o wymogach dla greckich prozelitów. Sam Paweł napominał potem Tytusa (Tt 1, 10-14) by karcił wiernych aby nie ulegali “żydowskim baśniom” oraz unikał kłótni o Prawo (Tt 3, 9-11).

Około roku 115 święty Ignacy z Antiochii w liście do mieszkańców Magnezji (tł. za Ante-Nicene Fathers, vol. 1) pisał: “jest absurdem mieć na ustach Jezusa Chrystusa i zarazem judaizować. Nie, chrześcijaństwo nie przyjęło  judaizmu, lecz judaizm chrześcijaństwo aby mogli  zostać zebrani wszyscy wyznający wiarę w Boga.” Wzywał też do nie obchodzenia szabasu “na sposób żydowski”. W liście do mieszkańców Filadelfii przestrzegał przed interpretacją dawnych pism na sposób żydowski i napominał: “jeśli ktoś głosi wam prawo żydowskie, nie słuchajcie go. Albowiem lepiej słuchać doktryny chrześcijańskiej z ust obrzezanego niż judaizmu z ust nieobrzezanego. (…) Uciekajcie zatem od nikczemnych podstępów i sideł księcia tego świata, abyście nie zostali nigdy pokonani przez jego sztuczki i nie osłabli w waszej miłości.”

W tym samym okresie, w latach 115-117, za cesarza Trajana, miał miejsce tzw. Tumultus Iudaicus – wielka rebelia diaspory żydowskiej z ośrodkami w Babilonii, Cyrenie, Judei, Egipcie i na Cyprze. Według Appiana żydzi zdzierali z Greków i Rzymian skórę oraz jedli ich mięso. Historyk żydowski Graetz uważa powyższe za przesadę, jednak wskazuje że przypuszczalnie żydzi zmuszali Rzymian i Greków by walczyli ze zwierzętami na arenie.  Według Dio Cassiusa w Cyrenajce wyrżnięto około 200 tysięcy Greków i Rzymian, na Cyprze – ponad 200 tysięcy Greków, zaś po wydarzeniach na wyspie Afrodyty wprowadzono prawo zakazujące żydom postawienia nogi na wyspie, nawet gdyby rozbili się u jej wybrzeża. Przywódcą rebelii został domniemany “mesjasz” Lukuas czy też Andreas z Cyrenajki (por. J. J. Bloom: The Jewish Revolts Against Rome…). Euzebiusz z Cezarei wskazuje że Lukuas przyjął tytuł króla żydowskiego zaś żydzi z Cyreny dotarli do Egiptu, plądrując tamtejsze ziemie. Jak piszą M. Cary i H. Hayes w: Dzieje Rzymu. Od czasów najdawniejszych do Konstantyna: “rewolta w Judei z pewnością zaskoczyła Trajana, nie wydaje się bowiem, aby Żydzi mieli jakikolwiek powód do skarg na tego cesarza: do Żydów aleksandryjskich Trajan odnosił się z tak wielką życzliwością, że wywoływało to oburzenie tamtejszej ludności greckiej (…) Bez żadnej wątpliwości główną przyczyną tego powstania były nadzieje mesjańskie, które przetrwały w szkołach rabinackich (…) Akcja ta została tak precyzyjnie zsynchronizowana, że powstańcy zdobyli przewagę na Cyprze i w Cyrenajce i jednocześnie związali resztki oddziałów rzymskich walkami w Palestynie i Egipcie, a gdziekolwiek odnieśli sukcesy, masakrowali całą ludność nieżydowską.” Warto przypomnieć że wcześniej (I w.) śmierć na Cyprze z żydowskiego poduszczenia ponieśli św. Barnaba i św. Marcjan. W Judei rewolcie przewodzili żydzi z Aleksandrii – Julian i Pappus. W roku 117 Trajan zmarł a jego następca Hadrian postanowił porozumieć się z żydami i nawet obiecał im dać zgodę na odbudowę świątyni, z tego potem przed obawą ich niezależności się wycofał.

W roku 132 Szymon bar Kosiba, zwany przez Euzebiusza z Cezarei, autora Historii kościelnej, ogłosił się Nasim – księciem żydowskim i, wykorzystując wyjazd Hadriana do Egiptu, wszczął rebelię w Palestynie. Tytuł Nasiego nosił wcześniej m.in. Annasz, zięć Kajfasza. Przez rabina Akibę Szymon, który przyjął też pseudonim Bar Kochba to jest Syn Gwiazdy został uznany za mesjasza. Od chrześcijan zażądał aby wyparli się Jezusa i przystąpili do powstania przeciw Rzymowi. Opornych surowo karano. Rzymianie w początkowym okresie stracili 50 umocnionych twierdz i prawie tysiąc miejscowości. Rewolta ogarnęła całą Judeę, i zmusiła Hadriana do ściągnięcia aż z Brytanii doświadczonego generała Juliusza Sewera, który postanowił odciąć powstańców od zaopatrzenia, stopniowo odzyskując teraz. Bar Kochba został pojmany i stracony, Jerozolima okazała się nie do obrony, w roku 135 padła ostatnia twierdza – Betar i rebelia upadła. Hadrian rozpoczął burzenie miast, które podniosły bunt. Na miejscu Jerozolimy powstała hellenistyczna Aelia Capitolina, na miejscu dawnej świątyni – świątynia Jowisza Kapitolińskiego. W tym okresie św. Justyn Męczennik pisał w swym Dialogu z Tryfonem o tym jak żydzi nienawidzą chrześcijan i nadal prześladują Chrystusa. W dialogu owym odniósł się też do kwestii judaizowania, wskazując że “jeśli ktoś z powodu słabości umysłu pragnie przestrzegać zwyczajów przekazanych przez Mojżesza” a wierzy w Chrystusa to może, jego zdaniem, zostać zbawiony jeśli nie wierzy że zbawienie zależy od zachowywania starego prawa i nie nakłania innych do zachowywania tych zwyczajów. Justyn podkreślał też niegodziwość żydów, wskazując że są gorsi niż mieszkańcy Niniwy: “nie dość, że nie żałowaliście po tym, gdy dowiedzieliście się, że On zmartwychwstał, ale, jak powiedziałem wcześniej, rozesłaliście wybranych i wyznaczonych do tego ludzi po całym świecie, by rozgłaszali, ze z owego Jezusa, galilejskiego oszusta wynikła bezbożna i bezprawna herezja, że wyście Go co prawda ukrzyżowali, ale Jego uczniowie wykradli go nocą z grobu, gdzie został złożony po ukrzyżowaniu, a teraz oszukują ludzi przez rozgłaszanie, ze On zmartwychwstał i wstąpił do nieba. Ponadto oskarżacie Go o nauczanie owych bezbożnych i niecnych doktryn, które przytaczacie wówczas, gdy skazujecie tych, co wyznają, że jest On Chrystusem i Nauczycielem, i Synem Bożym. Ponadto, nawet kiedy wasze miasto zostało już zdobyte, a wasza ziemia spustoszona, nie pokutujecie, ale dopuszczacie się rozgłaszania przekleństw na Niego i tych wszystkich, którzy w Niego wierzą. A my wciąż nie odpowiadamy wam nienawiścią (…)”

Owe prześladowania opisywane przez Justyna nie ustawały. Przypuszczalnie w roku 156, w niedalekiej od Efezu, gdzie umieszczono Dialog, Smyrnie poniósł śmierć męczeńską św. Polikarp. Kilka lat później spisano jego Martyrium – jedną z najwcześniejszych zachowanych przykładów relacji tego typu. W Martyrium Polycarpi znajdziemy wzmianki o aktywnym udziale smyrneńskich żydów w kaźni Polikarpa (tł. za Ante-Nicene Fathers, vol. I). Gdy sędziwy biskup Polikarp wyznał wiarę chrześcijańską “cała rzesza zarówno pogan, jak i żydów, którzy mieszkali w Smyrnie zawołała z niepohamowaną wściekłością, gromkim głosem: Oto jest nauczyciel Azji, ojciec chrześcijan, który obala naszych bogów”. Gdy ogłoszono że Polikarp zostanie spalony tłum zaraz zaczął znosić “drwa i wiązki chrustu ze sklepów i łaźni, zwłaszcza żydzi, stosownie do zwyczaju, gorliwie im pomagali”. Gdy Polikarp po ciosie nożem, gdyż ogień się go nie imał, oddał ducha “za namową i usilną prośbą żydów”, którzy obawiali się czci wobec relikwii, odmówiono chrześcijanom wydania ciała męczennika a “centurion widząc spór wzniecany przez żydów złożył ciało w środku ognia, który je strawił.” Warto zaznaczyć że Polikarp był uczniem św. Jana Ewangelisty, a i Apokalipsa (Ap 2,8-9) wspominała w listach do Kościołów Azji Mniejszej społeczność żydów smyrneńskich: ” Aniołowi Kościoła w Smyrnie napisz: To mówi Pierwszy i Ostatni, który był martwy, a ożył: Znam twój ucisk i ubóstwo – ale ty jesteś bogaty – i [znam] obelgę wyrządzoną przez tych, co samych siebie zowią Żydami, a nie są nimi, lecz synagogą szatana.”

Wkrótce postać żyda i judaizm rabiniczny wypłynął w polemice antychrześcijańskiej z trzeciej strony. Piszący po śmierci Justyna Męczennika Celsus w swojej rozprawie, znanej nam z traktatu Orygenesa Przeciw Celsusowi, wykorzystującej wątki, które potem pojawiały się w literaturze talmudycznej takiej jak Toledot Jeszu, zarzucał chrześcijanom że są apostatami z judaizmu, przy czym Orygenes zauważył że Celsus przeoczył sektę ebionitów, którzy zachowują Stare Prawo. W traktacie De Repromissionibus Orygenes pisał o takich osobach, że choć deklarują wiarę w Chrystusa “rozumieją Pisma Święte na sposób żydowski, nie wyprowadzając z nich nic co jest godne Bożych obietnic”. W dziele Przeciw Celsusowi (VI.XXVII) Orygenes wspomniał też o, ponawianych przez Celsusa, oskarżeniach żydowskich wobec chrześcijan że “chrześcijanie złożyli dziecko w ofierze i jedli jego ciało” oraz że “nauczyciele chrześcijańscy, chcąc czynić ‘dzieła ciemności’ mieli w zwyczaju (na zgromadzeniach) wyłączać światło i każdy odbywał stosunki płciowe z kobietą, z którą udało mu się zbliżyć.” Jak podsumował Orygenes: “kalumnie te długo wywierały, choć bezzasadnie, wpływ na umysły bardzo wielu, przywodząc tych, którym obca jest Ewangelia do uznania że chrześcijanie są tacy i nawet dziś wprowadzają one w błąd niektórych i powstrzymują ich od wchodzenia nawet w zwykłą rozmowę z chrześcijanami.” Relację Orygenesa potwierdza współczesny mu Minucjusz Feliks w swoim traktacie Oktawiusz, pisząc o oskarżeniach że “chrześcijanie czcili potwory, pożerali małe dzieci, brali udział w kazirodczych ucztach.” (tł. za Ante-Nicene Fathers, vol. IV).

Św. Ireneusz z Lyonu w Wykładzie nauki apostolskiej tak opisuje upadek synagogi:  “Mojżesz w Księdze Powtórzonego Prawa zapowiada, co w przyszłości nastąpi, że poganie będą na pierwszym miejscu, zaś nieposłuszny lud z tyłu. I mówi jeszcze: Pobudziliście mnie przez nie-bogów, wzburzyliście mnie przez waszych bożków, a ja was pobudzę przez nie-lud i wzburzę was przez głupi naród. Bo ci, którzy opuścili Boga, służyli tym bogom, którzy nie istnieją, a proroków Bożych zabili, prorokowali zaś w imię Baala, bożka Kananejczyków, odrzucili Syna Bożego, ale wybrali Barabasza, złoczyńcę pochwyconego na zabójstwie, zaparli się Króla odwiecznego, wyznali jednak jako swego króla doczesnego, Cezara. Spodobało się więc Bogu, aby obdarzyć dziedzictwem głupich pogan, którzy nie pozostawali we wspólnocie Bożej i nie znali Boga. Teraz więc, skoro dzięki temu wezwaniu zostało dane życie, a Bóg doprowadził w nas do pełni wiarę Abrahama, nie powinniśmy (…) zawracać do dawnego prawa.” Z kolei Hipolit Rzymski, w dziele o Chrystusie i Antychryście pisał wprost: “Antychryst (…) podniesie królestwo żydowskie”.

Afrykańczyk Kommodian żyjący pod koniec III w. albo na przełomie IV i V w. (pierwsza wzmianka o nim pochodzi z końca V w. z dzieła historyka Gennadiusza) przestrzegał w swoich Pouczeniach (http://www.intratext.com/IXT/ENG0244/_INDEX.HTM) przed zostaniem ofiarą judaizowania:

“Co, jesteś pół-żydem? Chcesz być pół-poganinem? Dlatego po śmierci nie uciekniesz sądu Chrystusowego. Sam schodzisz na oślep i nierozumnie wchodzisz między ślepców. I tak ślepi wiodą ślepych do dołu. Wchodzisz w to czego nie znasz i wskutek tego z ignorancji odchodzisz. (…) idziesz do tych, od których niczego nie możesz się nauczyć. (…) [Bóg] sam schronił się przed tym krwawym ludem. Sam dał się nam poprzez nowo nadane prawo.” Na początku IV wieku odbył się synod w Elwirze, którzy nakazał aby katolickie dziewczęta nie wydawano za heretyków ani za żydów albowiem nie ma wspólnoty między wierzącym a niewierzącym (Kanon 78), a także ogłosił zakaz  spożywania przez duchownych i świeckich posiłków z żydami, co uważano za grzech ciążki. Zakaz przyjmowania błogosławieństwa od żydów obowiązywał pod karą ekskomuniki. Żywot św. Hilarego z Poitiers pióra Wenancjusza Fortunata (VI w.) wskazuje że kanony z Elwiry były stosowane także poza obszarem Hiszpanii albowiem jego protagonista, doktor Kościoła nigdy nie przyjmował jedzenia z rąk heretyka ani żyda, oraz nie odwzajemniał na pozdrowienia z ich strony. Sobór Nicejski zakazał świętowania Paschy z żydami, ustalając datę Wielkanocy niezależnie od żydowskiego kalendarza. Synod z Laodycei (360) w swoich kanonach zakazywał judaizowania, w tym odpoczynku w sobotę, i położył nacisk na odróżnienie żydowskiego szabasu od Dnia Pańskiego. Kanony 37 i 38 zakazywały chrześcijanom przyjmowania podarków od żydów i heretyków oraz świętowania z nimi, w tym “brania udziału w ich bezbożności.” Zakaz świętowania z żydami (kanon 8) oraz przyjmowania darów związanych z ich świętami (kanon 70) pod karą wydalenia ze stanu kapłańskiego oraz wyłączenia ze społeczności wiernych powtarzają także pochodzące z obszaru Kościoła w Syrii Konstytucje Apostolskie (http://www.newadvent.org/fathers/07158.htm). Taką samą karę przewidywały za modlitwę w synagodze żydowskiej lub heretyckiej (kanon 65), wnoszenie tam oleju oraz zapalenie świateł w czasie świąt żydowskich (kanon 71). Całość podsumowywał nakaz by chrześcijanie nie wypierali się swej wiary z obawy przed heretykami i żydami (kanon 62). Czwarty synod w Kartaginie w kanonie 86 zakazywał przyjmowania żydowskich przesądów i świąt pod rygorem wyłączenia z Kościoła. Przed świętowaniem szabasu i innych świąt żydowskich przestrzegali również ojcowie Kościoła np. św. Afrahat. Św. Bazyli w swej Homilii XXIV głosił “żydzi (…) walczą też z chrześcijanami, podobnie jak Asyryjczycy i inni byli wrogami starożytnego Izraela. My chrześcijanie powinniśmy unikać bluźnierstwa żydów, którzy zamordowali Syna Bożego z obawy przed ulegnięciem zepsuciu.” Św. Grzegorz z Nysy spisał obszerny traktat Testimonia adversus Judaeos opisujący błędy żydowskie w kwestii Wcielenia. Św. Jan Chryzostom w swoich kazaniach dla Antiochijczyków przestrzegał przed bluźnierczym pomysłem przejścia do synagogi czy świętowania żydowskiej Paschy. Jak pisał – przebywanie z żydami w dzień kiedy zamordowali Jezusa ściąga potępienie przez Chrystusa w Dniu Sądu, ostrzegał przed judaizantami, którzy uważają żydów za godniejszych nauczycieli niż własnych biskupów. Św. Hieronim w liście LXXXIV do Pamachiusza i Okeana pisał  (tł. za Nicene and Post-Nicene Fathers, 2nd Series, vol. VI): …jeśli można nie cierpieć jakiegoś człowieka i czuć wstręt do jakiegoś plemienia, mam osobliwą niechęć do obrzezanych. albowiem do dziś prześladują naszego Pana Jezusa Chrystusa w synagogach szatana”. W liście CXII do św. Augustyna z Hippony (tamże) pisał na kanwie wątku o żydach mesjanistycznych i ich obrzędach oraz problemie konwersji: “jeśli będziemy zmuszeni przyjąć żydów do Kościoła razem ze zwyczajami przepisanymi przez ich prawo, jeśli, krótko mówiąc, uznane zostanie za zgodne z prawem kontynuowanie przez nich w Kościołach Chrystusa tego co mieli w zwyczaju praktykować w synagogach szatana, to, przekazując ci moją opinię w tej kwestii: nie staną się chrześcijanami, lecz nas zjudaizują.” W komentarzu do księgi Izajasza opisywał żydowski rytuał przeklinania “Nazareńczyków” w synagogach trzy razy dziennie. Ów rytuał przeklinania minim znalazł się w rabinicznym Shemone Esre bardzo wcześniej, przypuszczalnie na przełomie I i II wieku.

W komentarzu do księgi Ozeasza nazywał Synagogę nierządnicą mającą stosunki z różnymi mężami i cudzołożnicą, która zdradziła prawowitego oblubieńca. Z kolei w komentarzu do Listu do Galatów przestrzegał przed tymi, którzy interpretują Stary Testament na sposób żydowski, albowiem “prześladują Kościół Chrystusowy i napełniają go nie gorliwością do słowa Bożego lecz tradycjami zdeprawowanych ludzi.” Z kolei św. Augustyn w swoim traktacie adversus Judaeos, wykładając XI Rozdział Listu św. Pawła do Rzymian w sposób krańcowo odmienny od teologii po Auschwitz i Nostra Aetate, podkreślał że niewiara spowodowała odcięcie żydów od korzenia, a ponieważ wezwania Boże są nieodwołane i do nich adresowane jest Nowe Przymierze. Na twierdzenia żydowskie iż nadal uważają się za naród wybrany Augustyn, wzywając do głoszenia żydom z miłością słowa Bożego, odpowiadał: “Jesteście tak zaślepieni że twierdzicie że o was mowa gdy nie jest i nie widzicie własnej sytuacji. Malachiasz mówił o waszym odrzuceniu. Przyjdźcie zatem, żydzi, do Niego. Albowiem światłość nie jest w was, żydzi, lecz w Chrystusie.” Jednocześnie czwarty synod w Kartaginie (398) wskazywał by nie wzbraniać żydom udziału w Mszy Katechumenów by mogli wysłuchać słowa Bożego.

Acta Sanctorum dotyczące biskupa Clermont i apostoła Owernii św. Austremoniusza z IV w. opisują że dokonywał on wielu nawróceń wśród żydów. Jednym z nawróconych był Lucjusz, syn człowieka spośród żydowskiej starszyzny. Jego ojciec na wieść o konwersji syna chwycił za nóż i zabił biskupa oraz własnego syna.

Przykłady antychrześcijańskich wystąpień żydowskich pochodzą z czasów cesarza Juliana Apostaty, który aby podważyć proroctwo Chrystusa o świątyni żydowskiej podjął się jej odbudowy, przy wsparciu żydowskich funduszy. Chrześcijan uważał za nieprawowitą judaistyczną sektę. Po niepowodzeniu przedsięwzięcia wskutek trzęsień ziemi i “kul ognia” jakie opisywał Ammianus, zostawił żydów samym sobie. Wystąpienia antychrześcijańskie miały wówczas miejsce zwłaszcza w Egipcie i Syrii, gdzie skupiska żydowskie były liczne i wpływowe. Jak zanotował Sokrates Scholastyk w swojej Historii kościelnej żydzi “zachowywali się z wielką zuchwałością wobec chrześcijan i grozili że im wyrządzą taką krzywdę jaką sami cierpieli od Rzymian.”  W Acta Sanctorum można znaleźć imiona rzymskich żołnierzy z Antiochii Bonosusa i Maksymiliana, którzy ponieśli śmierć męczeńską za odmowę zdjęcia krzyża ze sztandarów. Podczas ich męczarni na arenie żydzi razem z poganami szydzili z nich.

O ówczesnych ekscesach żydowskich wspomina św. Ambroży w pisanym z Akwilei, której biskup Chromacjusz również głosił kazania, przestrzegające przed judaizowaniem, liście do cesarza Teodozjusza (list XL: “mógłbym powiedzieć jak wiele bazylik chrześcijańskich żydzi spalili za czasów cesarza Juliana: dwie w Damaszku, zaledwie niedawno wyremontowano jedną z nią i to na koszt Kościoła, nie Synagogi, druga jest nadal surową masą bezkształtnych ruin. Bazyliki palono w Gazie, Askalonie, Berycie i niemal w każdej miejscowości w owych stronach i nikt nie żądał kary. Zaś w Aleksandrii bazylikę spalili poganie i żydzi, którzy wyróżnili się ponad całą resztę”, tł. za Nicene and Post-Nicene Father, P. Schaff). Wspomina również o nich w swoich hymnach św. Efrem Syryjczyk, nazywając żydów “obrzezanymi tułaczami.” Jak pisał: “obrzezani zadęli w swe trąby i rozradowali się że Julian był czarownikiem i czcicielem bożków. Ujrzeli znów obraz bestii na jego złotych monetach oraz byka hańby i tańczyli wokół niego z trąbkami i cymbałami, albowiem uznali w owej bestii swego pradawnego złotego cielca. Obrzezani zadęli w swe trąby i zachowywali się jak szaleni. Jerozolima zawstydziła objętych klątwą za ukrzyżowanie, którzy ośmielili się ogłosić że odbudują ruinę, którą sprowadziły ich grzechy.”

Konflikty Kościoła z posiadającą silne wpływy w Aleksandrii wspólnotą żydowską relacjonował też Sokrates Scholastyk.  W swojej kontynuacji Historii kościelnej Euzebiusza z Cezarei, wskazuje że do apogeum starcia synagogi z Kościołem w tym mieście doszło za czasów św. Cyryla w związku z pokazami tanecznymi jakie odbywały się w soboty: “… I choć [Żydzi] są zawsze wrodzy chrześcijanom podnieśli jeszcze większy sprzeciw wobec nich w związku z tancerzami. Kiedy zatem prafekt Orestes ogłaszał edykt (…) w teatrze dotyczący pokazów, część zwolenników biskupa Cyryla była obecna aby poznać naturę przepisów jakie miały zostać wydane. Był pośród nich niejaki Hieraks, nauczyciel elementarnych rodzajów literatury, bardzo entuzjastyczny słuchacz kazań biskupa Cyryla i stał się podejrzanym z powodu swej gorliwości do aplauzu. Kiedy żydzi zobaczyli go w teatrze, zaraz zawołali że przyszedł wzniecać wzburzenie pośród ludu. A Orestes od dawna patrzył z zazdrością na rosnącą władzę biskupów, gdyż wkraczali w jurysdykcję władz cesarskich, szczególnie że Cyryl zamierzał szpiegować jego działania. Nakazał zatem pojmanie Hieraksa i publicznie poddał go w teatrze torturze. Na wieść o tym Cyryl posłał po żydowskich starszych i zagroził im największą surowością jeśli nie przestaną nękać chrześcijan. Na wieść o tych pogróżkach ludność żydowska, zamiast powstrzymać swą przemoc, stała się jeszcze bardziej zaciekła i zaczęła tworzyć spiski by zniszczyć chrześcijan, jeden z nich, który teraz opiszę, miał tak potworny charakter że spowodował ich całkowite wygnanie z Aleksandrii. Uzgodniwszy że każdy z nich będzie nosił na palcu obrączkę z kory palmy, aby zapewnić wzajemne rozpoznanie się, postanowili w nocy zaatakować chrześcijan. Posłali zatem ludzi na ulice aby podnieśli tumult że płonie kościół Aleksandra. I tak wielu chrześcijan, słysząc to, wybiegło z niepokojem, jedni z jednej strony, inni z drugiej, by ratować swój kościół. Żydzi natychmiast wpadli na nich i ich zabili, rozpoznając się po swych obrączkach. O świcie sprawcy tej potworności nie byli w stanie się ukryć i Cyryl wraz z wielką rzeszą ludzi, idąc do ich synagog (…) odebrał je im i wypędził żydów z miasta, pozwalając by tłum plądrował ich mienie.” Brak potwierdzenia by wydarzenia te objęły wszystkich z dość licznych żydów aleksandryjskich. W każdym razie po tym zdarzeniu prefekt Orestes interweniował, pisząc list do cesarza, do Konstantynopola, zaś w konflikcie z Cyrylem był popierany przez pogan i żydów. Późniejszy, X-wieczny kronikarz Agapiusz przekazał też relację o publicznych współczesnych (rok 411) żydowskich szyderstwach w Aleksandrii  podczas święta Purim z ukrzyżowanego Chrystusa.

Sam Sokrates wspomina również o kolejnym żydowskim wystąpieniu wobec chrześcijan, które legło u podstaw legislacji Teodozjusza II. W roku 414, w miejscowości Inmestar, w Syrii żydzi w szyderstwie z chrześcijan i Chrystusa na święto Purim posunęli się tak daleko że pojmali chrześcijańskiego chłopca i przywiązawszy go do krzyża, katowali, doprowadzając do śmierci: “… byli winni lżenia chrześcijan i nawet samego Chrystusa, i na szyderstwo z krzyża i wszystkich, którzy pokładali ufność w Ukrzyżowanym, pojmali chrześcijańskie dziecko, i przywiązawszy do krzyża, zaczęli śmiać się i drwić. A po chwili, wpadłszy w furię, chłostali dziecko aż poniosło śmierć z ich rąk.” (tł. za Nicene and Post-Nicene Fathers, seria 2, vol. II). Jak pisał inny kronikarz Teofanes – “żydzi porwali chrześcijańskiego chłopca podczas święta Hamana. W czasie swych zabaw powiesili tegoż chłopca na belce na szyderstwo z krzyża i, torturując, zabili. Z tego powodu cesarz pochwycił i stracił żydów odpowiedzialnych za udrękę.” Również z początku V wieku pochodzi relacja dotycząca perskiego duchownego Barsaumy, który, odwiedzając Ziemię Świętą, stwierdził że bardzo niewielu tam chrześcijan a żydzi i samarytanie, którzy przeważali w kraju, prześladowali ich.

Legislacja cesarska obejmowała m.in. dekrety Gracjana z roku 383, który wprowadził karę dla żyda, który dokonywał prozelityzmu wobec chrześcijanina oraz chrześcijanina, który dokonał apostazji przechodząc na judaizm rabiniczny, zakazywał też chrześcijanom uczęszczania do świątyń i uczęszczania w nabożeństwach heretyków i żydów pod groźbą wyłączenia od możliwości testowania. Gracjan ponowił także zarządzenia poprzednich cesarzy zakazujące nabywania przez żydów chrześcijańskich niewolników oraz prób psucia chrześcijan żydowskimi rytuałami. Teodozjusz Wielki wprowadził dodatkowo zakaz związków mieszanych chrześcijańsko-żydowskich pod rygorem uznania ich za cudzołóstwo. Z relacji biskupa Werony Zenona wynika że wprowadzono również ograniczenia przeciw nadmiernemu przepychowi i okazałości synagog. W roku 404 cesarz Honoriusz wyłączył żydów od możliwości sprawowania urzędów w armii i na dworze cesarskim, w roku 418 powtórzono zakaz ale dopuszczono ich do służby prawniczej. Ten okres legislacji niektórzy badacze wiążą z poparciem okazanym przez żydów sekcie donatystów. Prawo z 408 zakazujące żydom i heretykom zakłócania chrześcijańskich sakramentów stwierdzało “nową i niezwykłą zuchwałość donatystów i żydów” która wskazywała że “chcą oni zakłócać sakramenty Wiary Katolickiej.” W roku następnym Honoriusz ponownie upominał żydów i heretyków by nie uznawali że zeszłoroczny edykt jest martwy. Nałożył również karę na urzędników ukrywających tego rodzaju zbrodnie popełnione w miejscu ich jurysdykcji na rzecz żydów lub heretyków. Cesarz zezwolił natomiast żydom na posiadanie chrześcijańskich niewolników pod warunkiem że właściciele zezwolą niewolnikom na praktykowanie ich religii. Walentynian III, następca Honoriusza na zachodzie wprowadził natomiast zachowek dla żydowskich dzieci, które przyjęły chrześcijaństwo i zostały wydziedziczone przez rodziców.

Regulacje Teodozjusza II  – cesarza na wschodzie dotyczyły antychrześcijańskich wystąpień żydów, zwłaszcza w okresie święta Purim, które apogeum osiągnęły w opisanym wyżej wypadku w Inmestar i, jak świadczy opisana wyżej relacja z Aleksandrii, pojawiały się tam gdzie występowały dość liczne wspólnoty żydowskie. Teodozjusz zakazał podpalania wizerunków krzyży sporządzanych na szyderstwo z wiary chrześcijańskiej oraz palenia wizerunku Hamana, czemu żydzi nadawali wydźwięk antychrześcijański. W roku 415 Teodozjusz objął sankcjami patriarchę żydowskiego Gamaliela, surowo zakazując by ani on ani inny żyd nie “skażali żadnego chrześcijanina wolnego czy niewolnika, z jakiejkolwiek sekty, żydowskim znamieniem” czyli nie dokonywali obrzezania pod przymusem, ani nie dokonywali sądów nad chrześcijanami. Cesarz wprowadził ponadto wcześniejsze regulacje dotyczące zakazu posiadania chrześcijańskich niewolników przez żydów pod rygorem konfiskat mienia i kary śmierci. W roku 420 Teodozjusz skierował do prowincji Illyricum zakaz występowania przeciw żydom i palenia synagog, jednocześnie napominając by “żydzi nie wzrastali w jakąkolwiek zuchwałość i ośmieleni pewnością własnego bezpieczeństwa nie dopuszczali się gwałtownych aktów przeciw świętości religii chrześcijańskiej”. Powyższe świadczy że i w tej prowincji konflikt między obiema religiami trwał i przybierał ostre postaci. W roku 423 ponownie obejmował ochroną istniejące synagogi, ale zakazywał budowy nowych oraz ponawiał zakaz obrzezania pod karą wygnania i konfiskaty mienia.

W roku 432 na Krecie pojawił się wśród żydów samozwańczy drugi Mojżesz, przemierzając wyspę i nauczając. Po roku zebrał żydów na wybrzeżu morza i oświadczył że to rozstąpi się przed nimi, nakazując wyznawcom rzucić się w jego fale. Część żydów, którzy nie rozbili się od skały wyłowiły statki chrześcijańskie, co jak odnotował Sokrates Scholastyk, przyczyniło się do przyjęcia przez część ocalonych chrześcijaństwa.

W roku 438 ogłoszono Kodeks Teodozjusza II, stanowiący kompilację stosowanego w IV i V w. prawa, spisany w latach 30-tych V stulecia. Wspomina on o judaizującej sekcie Caelicolae, pisząc że “ci niegodziwcy prowadzący prozelityzm próbują zmusić pewnych chrześcijan do przyjęcia nikczemnego i niegodnego imienia żyda”, podkreślając że była potępiana już wcześniej. Kodeks wskazywał że “rzeczą gorszą dla każdego chrześcijanina niż śmierć i straszniejszą niż zniszczenie jest zakażenie zarazą żydowskich wierzeń” i wprowadzał sankcję jak za zbrodnię obrazy majestatu za owo judaizowanie.  Teodozjusz w roku 438 zakazał też zajmowania przez żydów jakichkolwiek stanowisk cywilnych, nawet adwokata. Żydzi przenosili się do Babilonii, gdzie do VI wieku powstała tamtejsza kompilacja Talmudu.

W roku 614 żydzi z Mezopotamii we współpracy z żydami mieszkającymi w Palestynie wzięli odwet na chrześcijańskim Cesarstwie Wschodniorzymskim. Doprowadzili do sukcesu perską inwazję na Ziemię Świętą. Po zdobyciu Jerozolimy wyrżnięto chrześcijańską ludność miasta. W 619 Sasanidzi zajęli Aleksandrię a żydzi rozpoczęli grabież chrześcijańskich majętności oraz rzeź i sprzedawanie w niewolę chrześcijan. W roku 627 cesarz Herakliusz rozgromił wprawdzie Persów w bitwie pod Niniwą i odzyskał Jerozolimę, wkrótce jednak na ziemie chrześcijańskie spadło kolejne, jeszcze poważniejsze zagrożenie wspierane przez wrogów Kościoła. Islamski dżihad.

Podobne tematy:

T. Madden: Kościół Katolicki i żydzi w średniowieczu (fragmenty)

 

Posted in Historia Kościoła, Patrystyka | Leave a comment

Św. Ambroży – O Duchu Świętym [fragmenty]

…I kiedy cały świat usychał z suszy zabobonu pogan spłynęła na runo [Gedeona] owa rosa niebiańskich objawień. Jednak po tym jak zaginione owce z domu Izraela – Mt 15,24 (którą jak uważam zapowiadała figura żydowskiego runa), po tym jak owce owe, powiadam – Jr 2,13 odrzuciły źródło żywej wody, dająca nawilżenie rosa wiary wyschła w żydowskich piersiach i owo boskie Źródło zwróciło swój wypływ ku sercom pogan. Albowiem stało się że obecnie cały świat został nawilżony rosą wiary a żydzi stracili swych proroków i doradców.
Nie dziwi też że cierpią posuchę niewiary ci, których Pan pozbawił ożywczego deszczu proroctwa, mówiąc: chmurom mym zakażę spuszczać deszcz na winnicę – Iz 5,6. Albowiem to jest dający zdrowie deszcz zbawczej łaski, jak mówił także Dawid: zstąpił jak deszcz na runo i jak krople spływające na ziemię. Pisma Boże obiecały nam ów deszcz nad całą ziemią by nawadniał świat rosą Ducha Bożego wraz z przyjściem Zbawiciela. Pan zatem przyszedł i ów deszcz przyszedł. Pan przyszedł, przynosząc ze sobą niebiańskie krople i tak teraz pijemy, ci którzy byliśmy spragnieni i z wewnętrzną posuchą, pijemy w owym Duchu Bożym. (…)
Nie wierzy w Ojca kto nie wierzy w Syna i nie wierzy w Syna Bożego, kto nie wierzy w Ducha, nie może też wiara ostać się bez zasady prawdy. Albowiem ten, który zaczął przeczyć jedności mocy w Ojcu, Synu i Duchu Świętym z pewnością nie jest w stanie dowieść swej podzielonej wiary w punktach, gdzie nie ma różnic. Zatem ponieważ całkowitą pobożnością jest wierzyć prawdziwie, całkowitą bezbożnością wierzyć błędnie. (…)
Czym zatem jest ów ogień? Z pewnością nie jest ze zwykłych drzazg ani nie huczy od palonych szczap drewna, lecz ogień ów ulepsza dobre uczynki jak złoto i pochłania grzechy jak ściernisko. To jest bez wątpienia Duch Święty, który nazywany jest zarazem ogniem i światłem oblicza Bożego. (…)
Duch Święty jest rzeką, obfitą Rzeką, która wedle Hebrajczyków wypłynęła wypłynęła od Jezusa na ziemi, jak to otrzymaliśmy w proroctwie Izajasza – Iz 66,12. To jest wielka Rzeka, która zawsze płynie i nigdy nie zawodzi. I nie zwykła rzeka ale o obfitym nurcie i rozlanej wielkości, jak równie powiedział Dawid: prąd rzeki rozwesea miasto Boże (Ps 45,4). (…) Albowiem Duch Święty jawi się w większej obfitości pośród owych niebiańskich Tronów, Mocy i Władz, Aniołów i Archaniołów, w pełnym nurcie siedmiu cnót Ducha. Albowiem jeśli rzeka, wznosząc się ponad brzegi rozlewa się, tym bardziej Duch, wznosząc się nad każde stworzenie, kiedy dotyka, jak nisko położone pola naszych umysłów, rozwesela ową niebiańską naturę stworzeń większą żyznością swego uświęcenia.
I niech was nie kłopocze że tutaj powiedziano strumienie – J 7,38 – a tam siedem duchów (Ap 5,6) albowiem poprzez uświęcenie owymi siedmioma darami Ducha, jak wskazywał Izajasz – Iz 11,2, ukazuje się pełnia wszelkich cnót: Ducha mądrości i rozumu, Ducha rady i męstwa, Ducha umiejętności i pobożności oraz Ducha bojaźni Bożej. Jedna jest zatem Rzeka lecz wiele kanałów darów Ducha. Owa Rzeka zatem wypływa ze Zdroju Życia. (…)


Posted in Patrystyka | Leave a comment

Ks. Jacek Bałemba z Gietrzwałdu – fragmenty

całość kazania pod tym odsyłaczem

(…) Trzeba w dzisiejszych czasach zamętu powszechnego odkrywać w naszej historii i ujawniać – dać poznać! – postacie pasterzy katolickich wiernych, gorliwych, prawdziwie wielkich! Uczą oni nas, zwłaszcza duchownych katolickich, jak dobrze wypełnić zadania katolickie i kapłańskie w niezwykle złożonych i pogmatwanych okolicznościach, w jakich przychodzi naszemu pokoleniu zmagać się o wierność tej nauce i tej wierze, jaką Kościół Katolicki głosił i krzewił od wieków
Przybywamy dzisiaj jako pielgrzymi do Gietrzwałdu, miejsca wybranego przez Matkę Bożą. A przybywamy w czasie niepospolicie trudnym dla dusz katolickich. Przybywamy w czasie niepospolicie trudnym dla Kościoła Katolickiego, do którego – od kilkudziesięciu lat – wtargnęły z impetem wilki w owczych skórach i rozszarpują owczarnię Pańską! Zaprawdę, nie popełnimy przesady, jeśli nazwiemy okres ostatnich kilkudziesięciu lat czasami zamętu powszechnego. (…)
By nie było nieporozumień: Chodzi tu o problemy, które ujawniają się nie z zewnątrz, ale w samym Kościele – wewnątrz. O tym mówił papież Św. Pius X w swojej encyklice Pascendi Domínici gregis. Ojciec Święty pisał o początkach XX wieku. O ileż bardziej słowa te są aktualne dzisiaj! Oto fragment encykliki: „Zwlekać nam dłużej nie wolno. Wymaga tego przede wszystkim ta okoliczność, iż zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni.
Będziemy więc mówić, Czcigodni Bracia, nie o niekatolikach, lecz o wielu z liczby katolików świeckich, oraz – co jest boleśniejsze – o wielu z grona samych kapłanów, którzy wiedzeni pozorną miłością Kościoła, pozbawieni silnej podstawy filozoficznej i teologicznej, przepojeni natomiast do gruntu zatrutymi doktrynami, głoszonymi przez wrogów Kościoła, zarozumiale siebie mienią odnowicielami tego Kościoła, i rozzuchwaleni liczbą swych zwolenników napadają nawet na to, co tylko jest najświętszego w dziele Chrystusowym, nie oszczędzając nawet Osoby Boskiego Zbawiciela, którą ze świętokradzką odwagą sprowadzają do stanowiska prostego i ułomnego człowieka.
Dziwią się tacy, dlaczego ich zaliczamy do nieprzyjaciół Kościoła; nikt jednak nie będzie się dziwił, jeżeli – pomijając zamiary wewnętrzne, których Bóg tylko jeden jest sędzią – zapozna się z ich doktryną, z ich sposobem mówienia i działania. Zaprawdę, nie odbiega od prawdy, kto ich uważa za nieprzyjaciół Kościoła i to najbardziej szkodliwych. Albowiem, jak to już powiedzieliśmy, przeprowadzają oni swe zgubne dla Kościoła plany nie poza tym Kościołem, lecz w nim samym: stąd też niebezpieczeństwo ma swoje siedlisko niejako w samych żyłach i wnętrznościach Kościoła, ku tym pewniejszej szkodzie, im lepiej oni go znają. Nadto, przykładają siekierę nie do gałęzi i latorośli, lecz do samych korzeni, to znaczy do wiary i do jej żył najgłębszych. Dotknąwszy zaś tego korzenia nieśmiertelności, szerzą dalej jad po drzewie całym, tak iż nie oszczędzają żadnej cząstki prawdy katolickiej, żadnej takiej, której by nie starali się zarazić. Zresztą w zastosowaniu tysiącznych sposobów szkodzenia nikt ich nie przewyższy w zręczności i chytrości: udają bowiem na przemian to racjonalistów, to katolików, i z taką zręcznością, iż łatwo mogą wprowadzić w błąd każdego nieostrożnego; że zaś są bezczelni, jak mało kto, nie wahają się przed żadnym wnioskiem, który gotowi są przeprowadzić z całą mocą i stanowczością”.

Czasy zamętu powszechnego. Jak się one ujawniają? Jak się one przejawiają? Naświetlimy trzy aspekty: doktrynę, kult, życie. Zamęt w zakresie doktryny, zamęt w zakresie kultu, zamęt w zakresie moralności.

Głoszenie nauk niespójnych z doktryną, którą Kościół Katolicki głosił niezmiennie przez wieki, jest obiektywnym faktem od kilkudziesięciu lat. W niejednym sercu nie od dzisiaj rodzi się pytanie: Dlaczego Pan Bóg dopuszcza głoszenie błędu? Odpowiada na nie Św. Wincenty z Lerynu w dziele Commonitorium: „Bo (…) doświadcza was Pan Bóg wasz, aby jawne było, czy Go miłujecie czy nie, ze wszystkiego serca i ze wszystkiej duszy waszej”. Błędu zatem przyjąć nie wolno! Należy wytrwać przy prawdzie, dając w ten sposób Panu Bogu i Kościołowi jasne i przejrzyste świadectwo miłości Pana Boga z całego serca i z całej duszy.”
W tymże dziele Św. Wincentego z Lerynu Commonitorium, czytamy dalej:

“W samym zaś znowu Kościele trzymać się trzeba silnie tego, w co wszędzie, w co zawsze, w co wszyscy wierzyli. To tylko bowiem jest prawdziwie i właściwie katolickie, jak to już wskazuje samo znaczenie tego wyrazu, odnoszące się we wszystkim do znaczenia powszechności [kathólikos = powszechny]. A stanie się to wtedy dopiero, gdy podążymy za powszechnością, starożytnością i jednomyślnością. Podążymy zaś za powszechnością, jeżeli za prawdziwą uznamy tylko tę wiarę, którą cały Kościół na ziemi wyznaje; za starożytnością, jeżeli ani na krok nie odstąpimy od tego pojmowania, które wyraźnie podzielali święci przodkowie i ojcowie nasi; za jednomyślnością zaś wtedy, jeżeli w obrębie tej starożytności za swoje uznamy określenia i poglądy wszystkich lub prawie wszystkich kapłanów i nauczycieli (…).
Więc cóż może uczynić chrześcijanin-katolik, jeśli jakaś cząsteczka Kościoła oderwie się od wspólności powszechnej wiary? Nic innego, jeno przełoży zdrowie całego ciała nad członek zakażony i zepsuty. A jak ma postąpić, jeśliby jakaś nowa zaraza już nie cząstkę tylko, lecz cały naraz Kościół usiłowała zakazić? Wtedy całym sercem przylgnąć winien do starożytności; tej już chyba żadna nowość nie zdoła podstępnie podejść (…).
Prawdziwym i szczerym katolikiem jest ten, kto prawdę Bożą, kto Kościół, kto Ciało Chrystusa miłuje, kto nad Boską religię, kto nad wiarę katolicką niczego wyżej nie ceni, ani niczyjej powagi, ani miłości, ani geniuszu, ani wymowy, ani filozofii, lecz gardzi tym wszystkim, i niewzruszenie trwa przy wierze, a postanawia tego tylko się trzymać i w to wierzyć, czego się powszechnie z dawien dawna Kościół trzyma”. (…)

Wskazówka praktyczna. Jak przezwyciężyć zamęt powszechny w zakresie doktryny? Nabywajmy i czytajmy codziennie tradycyjne katolickie katechizmy. (…)

Ostatnie kilkadziesiąt lat możemy nazwać czasem umniejszenia katolickiego kultu. Jest całe tragiczne spektrum aberracji, uzurpacji i profanacji. Polska nie jest wolna od tych grzesznych zjawisk.
Przypomnijmy tylko jedną okoliczność, o której milczą historycy. W 1966 roku obchodziliśmy w naszej Ojczyźnie millenium – tysiąc lat od Chrztu. W bezpośredniej bliskości chronologicznej od tej daty wyrugowano z polskich kościołów i kaplic tę Mszę Świętą, która przez tysiąc lat konstytuowała Kościół Katolicki na polskiej ziemi, była doskonałym kultem Boga w Trójcy Świętej Jedynego, budowała wiarę pokoleń i uświęcała rzesze dusz. Koincydencja trudna do uwierzenia. Dramatycznie niefortunna!
A co nam mówią katolickie autorytety o tej odwiecznej Mszy Świętej? Co nam mówią katolickie autorytety o Mszy Świętej w rycie rzymskim?
Papież Św. Pius V, w bulli Quo primum témpore, datowanej na 14 lipca 1570 roku, pisze i nakazuje:

„Na mocy treści niniejszego aktu i mocą Naszej Apostolskiej władzy, przyznajemy i uznajemy po wieczne czasy, że dla śpiewania bądź recytowania Mszy świętej w jakimkolwiek kościele, bezwzględnie można posługiwać się tym Mszałem, bez jakichkolwiek skrupułów sumienia lub obawy o narażenie się na karę, sąd lub cenzurę, i że można go swobodnie i zgodnie z prawem używać. Żaden biskup, administrator, kanonik, kapelan lub inny ksiądz diecezjalny, lub zakonnik jakiegokolwiek zgromadzenia, jakkolwiek nie byłby tytułowany, nie może być zobowiązany do odprawiania Mszy świętej w inny sposób, niż przez Nas polecono. Podobnie nakazujemy i oznajmiamy, iż nikt nie może być nakłaniany bądź zmuszany do zmieniania tego Mszału; a niniejsza Konstytucja nigdy nie może być unieważniona lub zmieniona, ale na zawsze pozostanie ważna, i będzie mieć moc prawną (…).
Nikomu nie wolno naruszyć lub nierozważnie zmienić tego tekstu Naszego zezwolenia, ustanowienia, nakazania, polecenia, skierowania, przyznania, indultu, deklaracji, woli, dekretu i zakazu. Ktokolwiek by ośmielił się tak uczynić, niech wie, iż naraża się na gniew Boga Wszechmogącego oraz błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła”.

Kard. Alfredo Ottaviani i Kard. Antonio Bacci, wysyłając do Pawła VI w 1969 roku Krótką analizę krytyczną Novus Ordo Missae, którą opracował w większości o. Guérard des Lauriers OP, dołączyli do tejże analizy list, w którym pisali:

„Jak dostatecznie udowadnia załączona krótka analiza krytyczna, będąca dziełem grupy doborowych teologów, liturgistów i duszpasterzy, Novus Ordo Missae – biorąc pod uwagę elementy nowe i podatne na rozmaite interpretacje, ukryte lub zawarte w sposób domyślny – tak w całości, jak w szczegółach, wyraźnie oddala się od katolickiej teologii Mszy św., sformułowanej na XX sesji Soboru Trydenckiego. Ustalając raz na zawsze kanony rytu, Sobór ten wzniósł zaporę nie do pokonania przeciw wszelkim herezjom atakującym integralność tajemnicy Eucharystii.
Nie wydaje się, by argumenty natury duszpasterskiej, do których odwoływano się dla uzasadnienia tak poważnego zerwania, były dostateczne, nawet jeśli uznać, że wolno je przeciwstawiać argumentom doktrynalnym. W Novus Ordo Missae pojawia się tyle nowości, zaś z drugiej strony, tyle rzeczy odwiecznych zostaje zepchniętych na dalszy plan lub przesuniętych na inne miejsce – jeśli zostało dla nich jeszcze jakieś miejsce – że grozi to, iż pewna wątpliwość, która wkrada się, niestety, do niektórych środowisk, wzmocni się i przerodzi w pewnik. Uważa się bowiem, że prawdy Wiary, wyznawane od zawsze przez wierny lud, można zmieniać lub pomijać milczeniem i nie będzie to zdradą świętego depozytu nauczania Kościoła, z którym wiara katolicka związana jest na zawsze. Ostatnie reformy stanowią wystarczający dowód na to, że nie da się wprowadzić nowych zmian w liturgii, nie powodując kompletnej dezorientacji u wiernych, którzy wyraźnie okazują, że są im one nieznośne i niezaprzeczalnie osłabiają ich wiarę. Przejawem tego wśród najlepszej części duchowieństwa jest dręcząca rozterka sumienia, czego niezliczone świadectwa napływają do nas codziennie (…).”

Wskazówka praktyczna. Jak przezwyciężyć zamęt powszechny w zakresie liturgii? Bierzmy udział wyłącznie we Mszy Świętej w tradycyjnym rycie rzymskim.  (…)

Wyraziste kontury Ewangelii są dzisiaj cieniowane, podmalowywane, odkształcane, przeformatowywane, wygładzane, zmieniane, przeprowadza się eksperymenty na prawdzie objawionej – także w zakresie wymogów moralnych.  (…)
Na skutek tych mętnych nauk wiele dusz pozostaje w stanie zamętu, niepewności, dręczącej rozterki. I pyta: Jak to się dzieje, że nawet w kwestiach oczywistych, o których poucza nas jasno Jezus Chrystus, Święta Ewangelia i Kościół Katolicki w swoim odwiecznym nauczaniu, wprowadza się dzisiaj nowe nauki, odbiegające od jasnych wymogów moralnych – rozumnych i ewangelicznych?
Św. Ignacy Antiocheński, męczennik, który zdał egzamin z wiary, przestrzega i pisze, pełen pasterskiej troski, w Liście do Efezjan: „«Nie błądźcie», bracia moi. Ci, którzy rujnują rodziny, «królestwa Bożego nie odziedziczą». Jeśli więc ci, którzy tak czynili, postępując według ciała, już zostali ukarani śmiercią, o ileż bardziej powinien być ukarany ten, kto przewrotną nauką fałszowałby wiarę Bożą, za którą Jezus Chrystus został ukrzyżowany. Kto byłby splamiony takim przestępstwem, pójdzie w ogień nieugaszony, podobnie jak i ten, kto go słucha. Pan zezwolił namaścić swą Głowę wonnym olejkiem, aby Jego Kościół napełnił się wonią nieśmiertelności. Strzeżcie się śmiercionośnej woni nauki, wywodzącej się od księcia tego świata, aby przypadkiem nie powiódł was w niewolę, z dala od ofiarowanego wam życia”.

Wskazówka praktyczna. Jak przezwyciężyć zamęt powszechny w zakresie moralności?

Trzymać się wiernie odwiecznej nauki moralnej Kościoła Katolickiego, starannie unikać grzechu, zachować stan łaski uświęcającej, dobrze wypełniać swoje obowiązki stanu. (…)

Matko Boża, Królowo Polski, nasza Królowo! W tym miejscu przez Ciebie wybranym, z pokorą i miłością składamy dzisiaj u Twoich stóp nasze dobre postanowienia.

Będziemy przezwyciężać zamęt powszechny w zakresie doktryny.
Będziemy nabywać i czytać codziennie tradycyjne katolickie katechizmy.

Będziemy przezwyciężać zamęt powszechny w zakresie liturgii.
Będziemy brać udział wyłącznie we Mszy Świętej w tradycyjnym rycie rzymskim.

Będziemy przezwyciężać zamęt powszechny w zakresie moralności.
Będziemy trzymać się wiernie odwiecznej nauki moralnej Kościoła Katolickiego, starannie unikając grzechu, zachowując stan łaski uświęcającej i dobrze wypełniając swoje obowiązki stanu.

          Matko Boża, Królowo Polski, nasza Królowo.
Nasze dobre postanowienia – przyjmij!
Matko, pobłogosław.
Matko, prowadź. Amen.


suplement ze strony x. J. Bałemby

“19.05.2019 Jakiś czas temu Ks. Inspektor Jarosław Pizoń SDB poprosił wszystkich współbraci Inspektorii Wrocławskiej o napisanie (odnowienie) testamentu. Napisałem testament i dzisiaj w Twardogórze wręczyłem go Ks. Inspektorowi. Przy okazji zagadnął mnie, czy już znalazłem sobie jakieś miejsce, gdzie mógłbym służyć wiernym w duchu Tradycji. Odpowiedziałem, że sprawę mam na uwadze i dodałem, że jeśli by Ksiądz Inspektor wyraził zgodę na uruchomienie duszpasterstwa Tradycji choćby w jednej salezjańskiej parafii Inspektorii Wrocławskiej, jestem gotowy. Na to padło zdecydowane: Nie!”

Posted in Inne | Leave a comment

Atak na kapłana

Jak donoszą media – dziś rano, we Wrocławiu, na Ostrowie Tumskim, został ugodzony nożem, zdążający na poranną Mszę Świętą ks. Ireneusz Bakalarczyk. W wyniku głębokiej rany była konieczna operacja. Na szczęście życiu Księdza, według ostatnich informacji, nie zagraża niebezpieczeństwo. Sprawcą był rzekomo bezdomny. Portal wpolityce.pl podał, powołując się na niedookreślone źródło, że wymiana słów z napastnikiem poprzedzająca atak miała dotyczyć pedofilii wśród duchownych.

Posted in Inne | Leave a comment

Pius XII – Summi Pontificatus

Pierwsza encyklika papieża Pacellego na święto Chrystusa Króla – październik roku 1939 [fragmenty]

Niezbadany w swych zamiarach Bóg powierzył Nam, bez żadnych naszych zasług, godność i ogromne obowiązki Najwyższego Pasterza w samą czterdziestą rocznicę poświęcenia rodzaju ludzkiego Boskiemu Sercu Jezusa, które Nasz nieśmiertelnej pamięci Poprzednik, Leon XIII, ustanowił w całym świecie przy końcu ubiegłego wieku, z okazji zbliżającego się Roku Świętego. (…)

Chcemy, by cześć dla “Króla i Pana panujących” była myślą przewodnią, towarzyszącą początku swą szczęśliwą treścią całości Naszych rządów papieskich. Ta cześć niech będzie podstawą, na której opiera się Nasza wola, celem, ku któremu zmierza Nasza nadzieja, hasłem Naszych pasterskich wysiłków, siłą dającą wytrzymałość w pracach i zmartwieniach, które ofiarujemy wyłącznie dla szerzenia Królestwa Jezusa Chrystusa.

Świętość i znaczenie tego poświęcenia ludzkości Jezusowi Chrystusowi Królowi stają się dla Nas zrozumialsze, gdy z punktu widzenia wieczności rozważamy bieg spraw zewnętrznych i wewnętrzny rozwój umysłów i gdy z tego punktu widzenia porównujemy bilans zysków i strat ubiegłych lat czterdziestu. (…) Ludzkość bowiem, w ciągu tych lat czterdziestu, nie mając potrzebnych zachęt i kierownictwa, porzuciła słuszną drogę i zwróciła się ku zainteresowaniom wyłącznie ziemskim, wyłączna zaś miłość spraw ziemskich doprowadziła ją do stanu znużenia i upadku. Widzimy tenże akt poświęcenia jako wezwanie do wszystkich dusz, które coraz bardziej odchodziły od wiary Chrystusowej, a nawet od uznawania i przestrzegania Jego prawa – a zarazem jako wyzwanie, rzucone rozpowszechnionemu dziś zbagatelizowaniu i zlekceważeniu nakazów miłości, nauki o zaparciu siebie samego – ogłoszonych w Kazaniu na Górze, i dzieła Miłości Bożej, dokonanego na Krzyżu. (…)

Z rozszerzenia i pogłębienia czci i nabożeństwa ku Najświętszemu Sercu Jezusa – osiągających swój szczytowy punkt w poświęceniu temuż Sercu całej ludzkości przy końcu ubiegłego wieku i w ustanowieniu przez Naszego bezpośredniego Poprzednika święta Chrystusa Króla – spłynęły na wiernych chrześcijan niezliczone dobra, będące jakby “rzeką bystrą”, która “rozwesela miasto Boże”. Czyż kiedykolwiek potrzebowano tych dóbr bardziej niż dzisiaj? Czyż w jakimkolwiek okresie historii dusze cierpiały więcej na wewnętrzne zubożenie i pustkę duchową niż obecnie, w dobie wielkich zdobyczy techniki i postępu materialnego? Zaiste, do naszych to czasów przystają owe prorocze słowa Apokalipsy: “Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny, i ślepy, i nagi.” (…)

Najszlachetniejszą czynnością dziś jest rozwinąć sztandar Boskiego Króla i nieść go wysoko na oczach tych, którzy szli i wciąż idą za sztandarami przedstawiającymi fałsz, i spowodować szczęśliwy powrót do stóp zwycięskiego Krzyża tych, którzy odeń nieszczęśliwie odeszli. Któż więc, widząc tak wielką liczbę swych braci i sióstr zaślepionych błędem, uwikłanych w żądze, sprowadzonych na bezdroża uprzedzeniami – którzy, na skutek tego, odstąpili od prawdziwej wiary w Boga i zerwali łączność ze zbawczą Ewangelią Jezusa Chrystusa… któż, powtarzamy, wobec tego wszystkiego nie zapłonie miłością i nie pośpieszy im z chętną i wydatną pomocą? Każdy z nas należy do armii Chrystusa – jedni w szeregach kapłańskich, inni w szeregach świeckich. Wszyscy zatem – widząc coraz groźniejszy wzrost zastępów nieprzyjaciół Chrystusa – powinni poczuwać się do obowiązku zdwojonej czujności i wzmocnionej akcji, by bronić wspólnej sprawy. Widzą przecież wszyscy działalność szerzycieli kłamliwych haseł i doktryn, którzy albo przeczą zbawczej mocy prawdy wiary chrześcijańskiej, albo nie dopuszczają do wprowadzenia tej prawdy w życie ludzkie. Ich bezbożność dochodzi do tego stopnia, że nie tylko niszczą tablice najwyższych przykazań Bożych, lecz w ich miejsce wprowadzają inne reguły życiowe, będące zaprzeczeniem zarówno podstaw nauki moralności, jakie zostały podane w Objawieniu na Górze Synaj, jak i tego Boskiego tchnienia, które płynie z Krzyża Chrystusa i z Jego słów wygłoszonych na Górze. Rzecz to powszechnie znana i nader bolesna, iż posiew owych błędów wydał u wielu ludzi owoce prawdziwie zabójcze. Ludzie ci uważali się za wyznawców i zwolenników Chrystusa, jak długo zażywali życia w spokoju i bezpieczeństwie. Byli to jednak chrześcijanie tylko z imienia. Skoro bowiem zaszła potrzeba wykazania siły wobec twardej przemocy, potrzeba walki, trwania i znoszenia skrytych i otwartych ataków, zachowali się chwiejnie, tchórzliwie i niedołężnie. Bojąc się zaś ofiar, do których są zobowiązani przez swą religię, nie mają odwagi kroczyć zbroczonymi krwią śladami Boskiego Odkupiciela. (…)

Głównym złem, z powodu którego świat współczesny popadł w duchowe i moralne bankructwo oraz ruinę, jest niegodziwe i zaiste zbrodnicze usiłowanie, by pozbawić Chrystusa Jego Królewskiej władzy, a także nieprzyjęcie nadanego przez Chrystusa prawa prawdy oraz odrzucenie prawa miłości, które jako Boskie tchnienie jest życiodajną treścią i mocą Jego władania. Ratunek i zbawienie dla współczesnego człowieka znajduje się tylko w czci dla Chrystusa jako Króla, w uznaniu uprawnień wynikających z władzy, jaką On sprawuje, oraz w doprowadzeniu do powrotu poszczególnych ludzi i całej ludzkiej społeczności do chrześcijańskiego prawa prawdy i miłości.

Czcigodni Bracia! W chwili gdy piszemy te słowa, dochodzi do Nas straszliwa wiadomość, że okropny pożar wojny, której wszelkimi siłami staraliśmy się zapobiec, niestety już wybuchł. Doprawdy, pióro nieomal wypada Nam z ręki, gdy myślimy o ogromie klęsk, jakie spadają na ludzi, wczoraj jeszcze cieszących się przy ognisku domowym względną pomyślnością i zadowoleniem. Z nadmiaru udręki drętwieje Nasze ojcowskie serce, gdy ogarniamy myślą przyszłe skutki piekielnego posiewu przemocy i nienawiści, pod które miecz orze już krwawe bruzdy. A jednak właśnie dlatego, że będąc świadomi grozy już sprawionych nieszczęść i pełni obaw jeszcze gorszych w przyszłości, uważamy za Naszą powinność odwołać się ponownie do tych, w których jest jeszcze iskra dobrej woli, by swe oczy i umysły zwrócili do Tego, od którego jedynie może przyjść ratunek dla rodzaju ludzkiego. Do Tego jedynego, którego miłosierna i przepotężna ręka może położyć kres tej burzy i ją uspokoić. Do Tego jedynego, którego prawda i miłość może oświecić umysły i wzbudzić nowe postanowienia u tak wielkiej liczby ludzi pogrążonych w fałszu, samolubstwie, wzajemnej rywalizacji i walkach – by ich doprowadzić do porządku zgodnego z duchem rządów Chrystusowych. (…) Zaprawdę, z potwornego kłębowiska błędów i ruchów antychrześcijańskich wynikły skutki tak tragiczne, że już one same stanowią ich potępienie, którego siła jest bardziej miażdżąca niż argumenty teoretyczne. (…)

Współcześni ludzie, Czcigodni Bracia, dodając nowe błędy do fałszywych doktryn przeszłości, stworzyli światopogląd tak krańcowo przeciwny naturze rzeczy, że naturalną jego konsekwencją mogło być tylko zamieszanie i zniszczenie. Na czoło wysuwa się natomiast zupełnie oczywisty fakt, że najgłębszym i ostatecznym powodem zła dręczącego dzisiejsze społeczeństwa jest zaprzeczenie i odrzucenie jednakowej i wspólnej wszystkim normy prawości obyczajów, zarówno w prywatnym życiu poszczególnych ludzi, jak i w stosunkach państwowych i międzypaństwowych, mianowicie prawa natury, które zostało zlekceważone i zapomniane. A prawo to ma przecież za swój fundament samego Boga, wszechmocnego Stwórcę i Ojca nas wszystkich, a zarazem najwyższego i najdoskonalszego Prawodawcę oraz najmędrszego i najsprawiedliwszego Sędziego ludzkich czynów. Z chwilą zaparcia się Boga chwieją się podstawy moralności, milknie zupełnie lub słabnie głos natury, zdolny pouczyć nawet prostaczków i ludzi o niskim poziomie rozwoju cywilizacyjnego co jest dobre, a co złe, co dozwolone, a co niedozwolone, który nakazuje każdemu poczuwać się do odpowiedzialności za swe czyny przed Najwyższym Sędzią.

Współcześni ludzie, Czcigodni Bracia, dodając nowe błędy do fałszywych doktryn przeszłości, stworzyli światopogląd tak krańcowo przeciwny naturze rzeczy, że naturalną jego konsekwencją mogło być tylko zamieszanie i zniszczenie. Na czoło wysuwa się natomiast zupełnie oczywisty fakt, że najgłębszym i ostatecznym powodem zła dręczącego dzisiejsze społeczeństwa jest zaprzeczenie i odrzucenie jednakowej i wspólnej wszystkim normy prawości obyczajów, zarówno w prywatnym życiu poszczególnych ludzi, jak i w stosunkach państwowych i międzypaństwowych, mianowicie prawa natury, które zostało zlekceważone i zapomniane. A prawo to ma przecież za swój fundament samego Boga, wszechmocnego Stwórcę i Ojca nas wszystkich, a zarazem najwyższego i najdoskonalszego Prawodawcę oraz najmędrszego i najsprawiedliwszego Sędziego ludzkich czynów. Z chwilą zaparcia się Boga chwieją się podstawy moralności, milknie zupełnie lub słabnie głos natury, zdolny pouczyć nawet prostaczków i ludzi o niskim poziomie rozwoju cywilizacyjnego co jest dobre, a co złe, co dozwolone, a co niedozwolone, który nakazuje każdemu poczuwać się do odpowiedzialności za swe czyny przed Najwyższym Sędzią.

Ewangelia podaje, że gdy Chrystus został przybity do krzyża, “mrok ogarnął całą ziemię”. Tak też się dzieje, ilekroć ludzie tracą ufność w naukę Chrystusa i zaślepieni domagają się usunięcia Boskiego Zbawiciela ze swego życia, a zwłaszcza z życia publicznego, tracąc tym samym wiarę w Boga. Następstwem tego jest uwolnienie się od zasad i norm, według których osądzano i oceniano dawniej moralną wartość życia osobistego i publicznego. Państwo i społeczeństwo dostosowywało się we wszystkim do dowolnych haseł i teorii tak zwanego laicyzmu, a proces ten postępował coraz szybciej i spotykał się z ogólnym uznaniem. Prąd laicyzacji życia doszedł wreszcie aż do tego, że od ożywczego i dobroczynnego wpływu Boga i Kościoła odwiódł pojedynczego obywatela, rodzinę i państwo, i to nawet w krajach, które przez wiele wieków szczyciły się chrześcijańską kulturą i obyczajami. Zaiste, “z chwilą ukrzyżowania Chrystusa – ziemię ogarnęły ciemności.

Wielu, porzucając przykazania Jezusa Chrystusa, być może nie zdawało sobie sprawy, że zwiodły ich frazesy, słowa pociągające pozorami prawdy i słuszności, ponieważ odrzucenie Ewangelii przedstawiano im jako wyzwolenie z rzekomo krępującego jarzma jej nauki. Nie przewidywali następstw zamiany prawdy, dającej prawdziwą wolność, na fałsz, który z ludzi czyni niewolników. Nie zastanowili się, że przecież dobrowolnie oddają się na pastwę przebiegłości ludzkiej – jakże zmiennej i marnej, a odrzucają ojcowskie i niezrównanie mądre prawo Boga i przykazania Jezusa Chrystusa, które tchną miłością, zespalają ludzi w jedność bratnią i podnoszą ich na wyższy poziom. Chełpili się postępem pod każdym względem, a oto popadli w stan zacofania; myśleli, że wejdą na wyższy poziom, a oto niestety, pozbawiono ich posiadanego stopnia godności; byli pewni, że czasy, jakie stworzą, przyniosą im dojrzałość i udoskonalenie człowieczeństwa, a oto popadli w nędzę niewolnictwa, jakie panowało u starożytnych. Nie zdawali sobie bowiem sprawy z nieskuteczności wszelkich wysiłków ludzkich, zmierzających do zastąpienia prawa chrześcijańskiego jakąś jego namiastką. Zaiste, “znikczemnieli w swoich myślach”.

Skoro bowiem zaniknie i obumrze wiara w Boga i w Boskiego Odkupiciela i skoro zagaśnie w duszach światło pojęć pochodzących z podstawowych norm godziwości i uczciwości, jednocześnie załamuje się niemożliwy do zastąpienia fundament stałości i równowagi, na którym winien spocząć prywatny i publiczny porządek dusz, rzeczy i spraw; pomyślność zaś państw może zrodzić się tylko z takiego porządku i w takim porządku przetrwać.

Prawdą jest, że ludy Europy nie były wolne od gwałtownych przełomów i niszczących wojen nawet w okresie, kiedy jednoczyły się węzłami braterstwa, ożywianymi i wzmacnianymi tymi samymi dla wszystkich chrześcijańskimi instytucjami i przykazaniami. Wszakże ludzie nigdy nie byli tak złamani i zmęczeni duchowo jak obecnie, kiedy panuje głęboki i przykry pesymizm co do możliwości wyleczenia się ze zła. Ludzie czasów, o których mówiliśmy wyżej, mieli coś, czego współcześni nie mają, a mianowicie żywą świadomość – w duszach i umysłach – różnicy między tym, co godziwe, a tym, co niegodziwe, co wolno, a czego nie wolno. Ta świadomość ułatwiała możliwość zgody i porozumienia, nakładała hamulce rozbudzonym żądzom oraz otwierała i zabezpieczała drogę do honorowego układu w przedmiocie sporu. W naszych natomiast czasach niezgody wynikają nie tyle z gwałtownego nacisku nieopanowanych żądz, co raczej z choroby i zakłócenia głębin ludzkiego sumienia. I tu leży powód tej lekkomyślności, z jaką obala się dziś normy osobistej i publicznej godziwości i prawości. (…)

Kościół Chrystusa, wierny strażnik boskiej mądrości wychowawczej, nigdy nie zamierzał, a również obecnie nie zamierza krępować lub nie doceniać charakterystycznych właściwości każdego narodu, strzeżonych jako bezcenne dziedzictwo. Kościół bowiem dąży do jedności tworzonej przez pochodzącą z nieba miłość, która budzi i ożywia siły wszystkich do praktykowania jej w życiu, a nie do sprowadzania wszystkich i wszystkiego do jednego poziomu, a więc do jedności tylko zewnętrznej i wskutek tego tłumiącej wrodzone siły. Kościół z radością wita i z matczyną życzliwością śledzi wszelkie pomysły i metody mądrego rozwoju sił i aspiracji, mających swój początek w tajemniczych głębiach charakteru narodowego, byle tylko nie stały w sprzeczności z powinnościami, wypływającymi z faktu wspólnego pochodzenia i takiego samego przeznaczenia wszystkich ludzi. (…)

Świadomość tej braterskiej i powszechnej wspólnoty, którą budzą i rozwijają w ludziach zasady nauki chrześcijańskiej, nie burzy miłości ku własnej ojczyźnie, ku jej tradycjom i sławie ani też nie zabrania pracy dla powiększania jej dobrobytu i rozwoju słusznych interesów. Nauka ta bowiem poucza nas, że Bóg ustanowił, iż w miłowaniu mamy kierować się rozumną kolejnością, według której bardziej mamy miłować tych i więcej świadczyć dobrodziejstw tym, którzy są z nami związani ściślejszymi więzami. Wskazał na to sam Boski Mistrz swym postępowaniem, pałając szczególną miłością do ziemi ojczystej i gorzko płacząc z powodu ruiny zagrażającej Świętemu Miastu. Jednak godziwa i uporządkowana miłość do własnej ojczyzny nie powinna nas czynić ślepymi na powinność obejmowania miłością wszystkich ludzi i przeszkadzać nam w ogarnianiu wszystkich ludzi wraz z ich interesami światłem miłości niosącym pokój. (…)

W wyniku odrzucenia autorytetu Boskiego i obowiązującej mocy jego prawa, władza państwowa z konieczności uzurpuje sobie uprawnienia absolutne i nikomu nie podlegające, które należą się tylko i wyłącznie Najwyższemu Stwórcy. Skoro zaś państwo zajmie miejsce Stwórcy, stawia jako cel całości życia człowieka i jako najwyższą i ostateczną normę ustawodawstwa i moralności dobro publiczne lub społeczeństwo, zakazując i usuwając wszystko, co odwołuje i odnosi się do reguły naturalnego rozumu i do chrześcijańskiego sumienia. (…)

Władza państwowa – jak o tym mądrze uczy Nasz Poprzednik, Leon XIII, w swej encyklice Immortale Dei – została ustanowiona przez Boga-Stwórcę dla kierowania życiem społecznym w ramach przepisów porządku niezmiennego w swych powszechnych i podstawowych zasadach, by umożliwić i ułatwić człowiekowi doskonalenie jego osobowości, polegające na rozwoju i kształtowaniu moralnym jego sprawności fizycznych i umysłowych, by swym obywatelom pomóc w osiągnięciu przeznaczonego im celu nadprzyrodzonego. (…)

Jeśli państwo przejmuje inicjatywę prywatną i prywatną przedsiębiorczość zastępuje własną, wtedy ta inicjatywa i przedsiębiorczość (…) mogą być ze szkodą dla dobra publicznego zniszczone, ponieważ oderwane zostały od naturalnego porządku rzeczy, a więc od odpowiedzialności i inwencji prywatnej. Z podanego wyżej sposobu myślenia i postępowania może wyniknąć dalsze niebezpieczeństwo, a mianowicie, że również rodzina, to pierwsze i istotne źródło, z którego wypływa społeczeństwo, oraz jej rozwój i należne jej korzyści będą ujmowane tylko z punktu widzenia potęgi i ambicji imperialistycznego narodu. Zapomina się również, że człowiek i jego rodzina z samej natury rzeczy są czymś pierwotnym w stosunku do państwa i że Stwórca nadał obojgu specjalne uprawnienia i kompetencje oraz wyznaczył im misję odpowiadającą ściśle określonym wymogom natury. (…)

Przed Naszymi oczyma stoją z bolesną wyrazistością i napełniają Nas obawą niebezpieczeństwa i nieszczęścia, jakie grożą teraźniejszemu i przyszłemu pokoleniu na skutek pomniejszania i stopniowego usuwania praw należnych rodzinie. Dlatego, w pełni świadomi Naszego wielkiego posłannictwa, uważamy za swój obowiązek stanąć zdecydowanie w obronie tych praw. Albowiem klęski zewnętrzne i wewnętrzne, materialne i duchowe naszej epoki, jak też ogromne mnóstwo błędów ze wszystkimi ich konsekwencjami, nikogo nie dotknęły tak boleśnie jak właśnie rodzinę. (…)

Rozsądek każe przyznać, że w tak ciężkich warunkach nikt – kto ma dobrą wolę – nie zechce odmawiać państwu odpowiednio rozszerzonych uprawnień, by mogło uporać się z trudnościami i przyjść z pomocą obywatelom. Jednakże ustanowiony przez Boga porządek moralny domaga się, by nawet w tak wyjątkowych okolicznościach badać bardzo gruntownie, w Świetle zasady dobra powszechnego, dopuszczalność i rzeczywistą konieczność podejmowanych zarządzeń. (…) Posłannictwa wyznaczonego rodzicom przez Boga, mocą którego do nich należy zaopatrywanie potomstwa w dobra życia doczesnego i wiecznego i zapewnienie swym dzieciom odpowiedniego wychowania, zgodnie z wymogami religii, nie może im nikt odebrać; kto to czyni, ten gwałci prawa naturalne. (…) Zbrodnia obrazy Majestatu “Króla królujących i Pana panujących”, popełniona przez wychowanie albo obojętne, albo wrogie chrześcijańskim uczuciom i duchowi, pogardzająca zaproszeniem Chrystusa: “Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie” lub je udaremniająca, wyda bez wątpienia bardzo gorzkie owoce. (…)

Krzepimy i radujemy się wewnętrznie, Czcigodni Bracia, i składamy Bogu najwyższe dzięki, że dane Nam jest widzieć w każdym kraju katolickim oczywiste znaki ducha, który stawia odważnie czoło olbrzymim zadaniom obecnych czasów i który szlachetnie i zdecydowanie stara się zjednoczyć w owocnej harmonii pierwszorzędny i istotny obowiązek osobistego uświęcenia z działalnością apostolską nad szerzeniem Królestwa Bożego. (…) W tym, tak ważnym dziś pomocniczym apostolstwie świeckich, szczególna rola przypada rodzinie, gdyż duch przenikający rodzinę wywiera największy wpływ na formowanie młodego pokolenia. Jak długo atmosferę rodzinną będzie ogrzewał święty płomień wiary chrześcijańskiej i jak długo ojcowie i matki będą wpajać dzieciom tę wiarę i według niej kształtować ich dusze, nasza młodzież będzie na pewno chętnie uznawać Jezusa Chrystusa jako Króla i po męsku przeciwstawi się wszelkim czynnikom, chcącym Zbawiciela wyrzucić ze społeczeństwa i świętokradzko wydrzeć należne Mu uprawnienia. Tam, gdzie kościoły są zamykane siłą, gdzie ze szkół i uniwersytetów wyrzuca się krzyże – tam rodzina stanowi jedyne i, do pewnego stopnia, niedostępne schronienie życia chrześcijańskiego, dane przez łaskawą Opatrzność Bożą. Dlatego też jesteśmy nieskończenie wdzięczni Bogu, że dał nam niezliczone rodziny, które spełniają swe obowiązki z wiernością, nie załamującą się pod ciężarem biedy i nieustępliwą wobec ataków ich wrogów. (…)

Cel, do którego Kościół dąży, wyrazili cudownie Aniołowie unoszący się nad żłóbkiem Słowa Wcielonego, śpiewając: “Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. Ów to pokój, którego świat dać nie może, sam Boski Zbawiciel przekazał jako święte dziedzictwo, mówiąc: “Pokój zostawiam wam. pokój mój daję wam” i pokój ten osiągnęły, osiągają i będą osiągać w przyszłości miliony ludzi, chętną wolą przyjmujące jako regułę życia naukę Jezusa Chrystusa, streszczającą się w przykazaniach Boga i bliźniego. Wielki mówca rzymski, Cycero, nazwał mądrze historię “mistrzynią życia”. Otóż historia dwudziestu wieków jasno wykazuje prawdziwość słów Pisma świętego, mianowicie że kto Bogu się sprzeciwił, ten nie ma pokoju; albowiem tylko Chrystus jest “kamieniem węgielnym”, na którym i państwo, i pojedynczy człowiek może oprzeć swe ocalenie i bezpieczeństwo. (…)

Godzina, w której dajemy wam pierwszą Naszą encyklikę, przedstawia się Nam z wielu powodów prawdziwie godziną ciemności(56). W niej duch przemocy i niezgody wylewa na ludzkość, z czary pełnej krwi, niezliczone klęski i niewypowiedziane cierpienia. Czyż potrzebujemy was zatem zapewniać, że Nasze ojcowskie serce obejmuje miłością pełną współczucia wszystkie Nasze dzieci, a zwłaszcza te, które spotkała krzywda i prześladowania? Narody pogrążone w odmętach wojny są może dopiero u początków boleści, a oto już tysiące rodzin zostały dotknięte przez śmierć, zniszczenie, łzy i nędzę. Krew tysięcy ludzi, nawet tych, którzy nie brali udziału w służbie wojskowej, a jednak zostali zabici, zanosi bolesną skargę, zwłaszcza w Polsce, narodzie tak Nam drogim, tej Polsce, która przez swą niezłomną wierność dla Kościoła i przez wielkie zasługi, jakie zdobyła, broniąc chrześcijańskiej kultury i cywilizacji – o czym historia nigdy nie zapomni – ma prawo do ludzkiego i braterskiego współczucia całej ludzkości. Położywszy swą ufność w Bogarodzicy Dziewicy, “Wspomożyciele Wiernych”, czeka ona upragnionego dnia, w którym, jak tego domagają się zasady sprawiedliwości i prawdziwie trwałego pokoju, wyłoni się wreszcie zmartwychwstała z owego jak gdyby potopu, który się na nią zwalił. (…)

W świecie, który przedstawia dziś tak krzyczące przeciwieństwo do pokoju w Królestwie Chrystusowym. Kościół i jego wierni znajdują się w czasach udręk, rzadko notowanych w historii jego cierpień i prześladowań. Kto jednak pozostanie wytrwały, mocny w wierze i zachowa moc serca w tych właśnie latach, odczuje, że Chrystus Król nigdy nie jest mu tak bliski jak w godzinach dręczących doświadczeń, kiedy wierność trzeba potwierdzić czynem. (…)

Posted in Historia Kościoła | Leave a comment

Piłat w Credo

Zasiadam na litostrotos,
wśród spojrzeń łatwej krwi żądnych,
w powadze przymusem tkanej,
ja prokurator – podsądny.

Czy czują? Niezwykły to proces,
gdy prokurator tak zwleka,
jak sławny mędrzec z Synopy
wśród tłumu szukam człowieka.

A oto On – czym jest prawda,
gdy lica tak mocno Mu rani?
Coś chłoszcze stoicki mój spokój
i wbija się w głowę cierniami.

Tak wiele dla Niego bym zrobił,
zbyt wiele niż czuję że mogę,
i ręce zachować chcę czyste,
więc krzyż Mu zostanie na drogę.

Ten krzyż trwać będzie tam w górze,
na przekór szydzącej głów fali,
na przekór prokuratorom,
co przyznać do Prawdy się bali.

Krzyż drugi na znak sprzeciwu
wyrośnie ze wzgórza mej czaszki,
jak symbol zrośnięty wciąż ze mną,
ból włócznią przebitej jaźni.

Posted in Inne | Leave a comment

Tempus Paschale

Ten grób jest pusty,
nie przez dotyk modlitw,
które skałę jego
przez wieki drążyły,
nie przez baśnie stróżów,
co wytrwać nie mogli,
kiedy pędy życia
głaz śmierci rozbiły.

Dla pokoju świata
lepiej chyba było
byś w tym pustym grobie
już Panie pozostał,
by wciąż tło wieczności
wzroku nie męczyło,
by nie pytał rozum:
jak to – zmartwychpowstał?

Byś się Panie wtłoczyć
dał w karty kroniki,
tak jak wielu innych
przed Tobą, za Tobą,
by się zakończyło
chustą Weroniki
i krzyżem rozpiętą
niewinną osobą.

Byś zwyczajnie odszedł
w zaszczutych cierpieniu,
co zapełnia ziemię
jak ziarna wszechświata,
w pytaniu na ustach,
w głowy zwisłej cieniu,
piękna, ludzka rzeźba,
zatarta przez lata.

Lecz ten świat jest próżny
bez Twej obecności –
– grób nieużyteczny,
gdyż Ciebie nam trzeba,
więc nadzieję kryje
akt wiary, miłości,
że jesteś, coś powstał
by wziąć nas do nieba.

Posted in Inne | Leave a comment